Apokálipsis Sferónos

1. Pewnego razu gdy przemierzałem strudzony niezmiernie nigdy nieprzemierzone bezkresne górskie lasy dalekie od jakiejkolwiek ludzkiej kultury, na szlaku swej wędrówki napotkałem osamotnioną świątynie starożytnego boga Psej Tiina. Znużony tułaczką swą padłem na twarz i oddałem pokłon starożytnemu bóstwu.
2. Gdy twarz swą podniosłem nie ujrzałem już widoku tego samego, który zastałem wcześniej, lecz widziałem olbrzymi szczyt Terásti-ónkos. Wnet me zmysły poznały, iż przebywam zawieszony w powietrzu u podnóża gwiazd na masywnym wierzchołku ośnieżonej góry.
3. I wtem me oczy ujrzały, że po jednej stronie szczytu jest dzień, a po drugiej noc, a nad szczytem górowała postać odziana w szaty z czystego słonecznego blasku i księżycowej poświaty. O twarzy tajemniczej, duchowego odcienia, z innej rzeczywistości pochodzącego. Głowa, lub coś co głową być miało nosiła koronę ze złota i srebra, żywym ogniem płonącą, o kosmicznym tchnieniu i diamentach jak gwiazdy. Nagle postać przemówiła, a jej głos rozbrzmiał prosto w mym umyśle <<Podążaj za mną, a otworzę przed tobą przejście do wiedzy, o której nie śniłeś.>>
4. Myśl moja aprobaty jedna tylko wystarczyła, by Duch ze Sfery nieznanej chwycił mnie za ramiona i uniósł jeszcze wyżej. W środek sam uniwersum niezbadanego. Gwiazd tysiące i Wędrowców setki wśród Słońc zataczają swe ścieżki rytmem odwiecznym. A każda Gwiazda, Wędrowiec czy Słońce połączona jakby nitką z gazu, w kolory zimne odzianą. Łączy się jedno z drugim, a tylko Księżyce pozostają w ogniskach połączeń.
5. A linie te, nitki jakoby drgały, a każde z tych łączeń w materialnym świecie coś symbolizowały. I widzieć tysiące przełomowych punktów świata naszego. Duch mój jednakże ingerować weń nie mógł.
6. Tedy to właśnie rozbłysł we mnie blask i ciemność Natury Wilgotnej, Ogień zapłonął, i każda Sfera na straży jednego Strażnika stała. Kosmos cały stał nade mną otworem, a jedyne co teraz widziałem to oko wielkie z gwiazd ułożone; ze źrenicą smoczą nad światem czuwało.
7. Z Chaosu tamtego wyłoniły się dwa Księżyce i Słońce. <<Sólifiloúr.>>. To jest Sferón wiedzący o zamkniętym od wieków prawie Słońc i Księżyców. Następnie Chaos zapłonął Ogniem Żywym po wieki płonącym na wieczność rozpalonym.
8. <<Odhôarfís.>> W mym umyśle rozbrzmiewało. I z ognia nad Pustcią rozległy się grzmoty i chmury pierzaste zstąpiły pod ogień, a niżej chmur była woda tylko. Woda jednak niematerialna; ducha i umysłu. Sferóni oni się zwali <<Zěrmápsiss i Achyamanión. Klimatu i Wody strzegący.>>
9. I Wiatry zawiały, gazy wyłoniły się, a cząsteczki niematerialne kolorami nieznanymi oczom ludzkim, lecz dla ducha widzialne mienić się zaczęły w chaosie wydarzeń. <<Fochirís.>>. Umysł mój mimo natłoku doświadczeń materii obcych czystym jak nigdy pozostawał. Duch mój płonął, a dusza w skupionej formie wędrowała pomiędzy dniem i nocą.
10. Tedy ujrzałem w sferóńskim spektaklu szóstego Sferóna potężnym zwanego. Ziemię przerzucał, głazy układał, pęknięciami zarządzał w rzeźby terenu kładąc swą sztukę niewysłowioną, niedocenianą i jakże potrzebną. <<Meithátron, rzeźbiarz.>>.
11. I to przedstawienie boskie, sferóński spektakl końca dobiegał, a Smok swe oko jedyne w kosmosie zawieszone kierował na mą duszę uważnie. I wysłał ku mnie słowa, których rozumienie do dziś sprawia trudności umysłowi ograniczonemu materią w egzystencji zamkniętej.
12. <<Ujrzałeś sześciu, Sferónów onych, władców, dusze wiedzące, hermetycznych mistrzów wiedzy, bo gdy słońce zachodzi i pojawia się księżyc, woda wypływa, ogień wciąż płonie; szczęśliwym człowiek mogący być jednym z tych, albowiem jedno z tych jutro będzie Duszą. Zamieszka przy człowieku, uosabiając swa postać nad ogrom duchowego.>>
13. Smok tynen łypnął swym okiem, a powieka ogniem się zajęła i cały w Kosmosie domu swym bezkresnym, leżu, gdzie skarbem jego Słońca ze złota, Księżyce ze srebra, Wędrowcy szafirowi, rubinowi i Gwiazdy kryształowe. Otoczył się Sferónów szóstką ten Diemiurg nieznany ludzkości wiedzą pożądany, zmysłem niepoznany. I w jedno ich zaklął rozsyłając Wiatrem swej Jaźni po Uniwersum całości.
14. Smok przemówił głosem dźwięczącym w snach najdoskonalszych po dzień dzisiejszy męczący mnie. <<Ogień gdy zapłonie w tobie. Ziemie sobą poczujesz. Poznasz tajniki Pogody. Woda na ciebie spłynie. Wiatr twej jaźni zawieje, a Dzień i Noc miną. Duch twój opanuje Alumhuáziin pradawny. Subtelnie Naturę dwojaką oddzielisz i poznasz Język Sferónów onych, panowanie w rozejmie nade nim zyskasz, w rozwadze. Sferóni oni Duchami beztożsamymi są. I samymi oni takimi zostaną.
15. Niewysłowiony Kosmos, Wszechświat Dom Dwojaki. Materii stworzonej i Ducha stwarzającego. Tu odpowiedź jest. Gdzie Sferóni oni swe dzierżawią Zaświaty.>>
16. I Smok ten cały się ukazał w okazałości swej, niewysłowiony przez przyrodników i poetów czy pieśniarzy wędrownych w fachu swym najbieglejszych nigdy.
17. Żaden Szaman.
18. Ani Dajmonów Piewca.
19. Czy powiernik Loi’i wstępujących.
20. Ni Nekromanta ohydny.
21. Nikt nie opisał Smoka Gwiezdnego. Kim on jest? Skąd się wziął? Jakim jest bogiem? Ki Diemiurg?
22. I na nowo Sferóni oni ukazali się Duszy mej w kosmosie, tym razem bez Smoka obecności. A widziałem ich czystych jak łzy Hármoni pani pięknej o poranku Dnia Równego. A widziałem ich w swej okazałości całej; Meithátrona, Odhôarfísa, Fochirísa, Achyamanióna, Zěrmápsissa i Sólifiloúra jako byty późniejsze, nad karkami ich awatarów, esencji jaźni czy rozumu pasożyty paraneuralne pożywiały się.
23. Nade nimi Panowie skrzydlaci, z księgami topornymi los zły pisali na synów i córki Ziemi, na smoczych posłańców, Sferónów onych nie pomijając. Zarządcy kosmiczni do złych zaliczani. Lagami ze stali meteorowej rozganiali wędrowców wytyczając im ścieżki wbrew ustalonym prawom za właściwe sobie ich trasy, surowo każąc.
24. Zaprawdę powiem, że nie wiem i nie dowiem się nigdy. Kim ten Smok Kosmiczny zaprawdę jest. Lecz był Ktoś jeszcze. W barwach ziemskich otoczony, z milionem oczu w tych barwach mający parę w spojrzeniu, ich symbol tworzący jako źrenica druga oka boskiego.
25. I tyle żem widział z oczu wszechwidzących, będących wszędzie w żywym stworzeniu.
26. Bogowie wszyscy; ich zdążyć poznałem. Milionów było ich trzydzieści sześć, a nawet i więcej w nieboskłonie duszy, wysokich Zaświatach od zawsze bytowało.
27. A wracając na Ziemie, noc mnie zastała, dwa księżyce w pełni świeciły nad światem. Rośliny liściom się przyjrzałem, w głąb struktury żywota liścia tego wniknąłem. I te same oczy co przedtem dostrzegłem.  Oko w barwach wesołych świata tego, co znikąd tłumaczyć mnie czemu tak bywa.
28. I Sferóni oni mistrzowie wiedzy, rzeźbiarze, latarnicy i strażników strażnicy ich rola wyjaśniona, bo duchy to beztożsame. Co Człowiek z nimi pocznie? Nawet oni tego nie wiedzą.
29. I patrząc już inaczej na świat miejsce mej wizji opuściłem. Tylko wychodząc ostatni raz w tej starej zapomnianej świątyni, spojrzałem na roześmianą twarz boga Psej Tiina.

Facebook Comments

Dodaj komentarz