Koteria Usi’nthar II: You’re My Heart, You’re My Soul

Talis Usi’nthar szedł na zebranie rady mocno zdenerwowany. Nie dość, że jego siostra zdemolowała najdroższą restaurację w mieście, to jeszcze umywała od tego ręce, pozostawiając ten problem na jego barkach. Liczba Exeli, które będzie wymagało pokrycie kosztu napraw mocno przekroczyło budżet koterii, przez co prawdopodobnie będzie zmuszony sprzedać część swoich udziałów z różnych korporacjach, które rozwinęły się w galaktyce. Nie mniej, wciąż liczył na możliwość ugody, by móc spłacić koszt napraw w ratach, a nawet umorzenie części wydatków. W końcu wedle relacji Ali’sal, to nie ona wszczęła awanturę w budynku, tylko La’u z koterii Thal. Problem był jednak taki, że nie przeżył nikt, kto mógłby potwierdzić jej wersję wydarzeń. Można było się powołać na relacje świadków. Problem był w tym, że klienci uciekli z miejsca strzelaniny, a ci, co cokolwiek widzieli, zgodnie powiedzieli, że to Ali’sal wraz z towarzyszącym jej mężczyzną jako pierwsi podnieśli broń przeciwko grupie La’u. Drugą kwestią było to, że niebieskoskórzy nie mieli na sobie żadnych emblematów, które mogłyby wskazywać na to, że są z koterii Thal. Nie było jeszcze oficjalnego oświadczenia kamaryli, do której należeli ci La’u, jednakże nieoficjalnie koteria zaprzeczyła, że ich ludzie brali udział w ataku, co było z resztą do przewidzenia.

Talis wiedział, nie ma żadnej poważnej linii obrony i będzie musiał opłacić powstałe szkody, a także wysłuchać pretensji, że nie umie utrzymać własnej koterii na smyczy. Jedyne, co z tego było dobrego, było, że radzie może się rozchodzić tylko o pieniądze. Gdyby wciąż byli obywatelami Cesarstwa, cała sytuacja mogłaby się skończyć dość krwawo, włączając w to nawet zupełne zniszczenie rodu. Czasem cieszył się, że wraz z siostrą wyrzekli się cesarstwa i założyli koterię, chociaż miał też przy tym wrażenie, że wychodząc z bagna, weszli na ruchome piaski.

Z zamyślenia wyrwał go nagle sekretarz, który szedł po jego prawej stronie. Był to młody człowiek, o krótkich blond włosach, ubrany w czarno czerwony garnitur wraz z symbolem srebrnego węża pożerające własny ogon, który był emblematem koterii Usi’nathar. Wręczył Talisowi tablicę dotykową, na której wyświetlały się przychodzące wiadomości.

– O, to ciekawe- Tha’litanin zdziwił się lekko, przesuwając palami po ekranie.- Może nasza sytuacja nie będzie taka zła, jakbyśmy się tego spodziewali, Klaus.

– Też tak myślę, ale zastanawia mnie, skąd ta nagła zmiana zdania ze strony Thalów- odpowiedział chłopak, odbierając tablicę od Tha’litanina.– Wydalenie tych La’u, którzy zaatakowali panią Ali’sal jest ukłonem w naszą stroną i dowodem na to, że to jednak nie nasza koteria stała za tym atakiem, nie mniej jaki mieli w tym cel,

– Wy ludzie macie takie przysłowie, że gdy nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze- stwierdził Talis, gładząc się po podbródku.- Albo chcą złożyć nam jakąś trudną propozycję, przez co starają się nam przypodobać. Tak, ta druga opcja zdaje się być bardziej prawdopodobna.

– Wątpię- zaprzeczył sekretarz, przykładając kartę do terminala, by otworzyły im się drzwi.- Gdyby tak było od razu by się przyznali do tego, że to ich ludzie stoją za tym atakiem. To wynik jakiegoś nagłego wydarzenia.

– Cokolwiek by to nie było, dowiemy się, jak się z nimi spotkamy w sali rady– odpowiedział Talis, nie zatrzymując się.

Niedługo potem doszli do wrót, które były w całości wykute z kryształów solarnych, do tego z płaskorzeźbami przedstawiającym dwie osoby. Jedna trzymała w ręce tarczę i włócznię, druga pióro i księgę. Nie trzeba być wybitnym znawcą sztuki, by nie odnieść tych postaci do frakcji Wygnańców, którzy walczą zarówno za pomocą oręża, jak i pióra. Tha’litanin nie zwrócił specjalnie uwagi na wrota. Zbyt wiele razy je przekraczał, by wciąż zwracać uwagę na tak oczywistą symbolikę. Przechodząc przez nie, znalazł się w sali, gdzie obradowała rada.

Wnętrze pomieszczenia było w kształcie koła. Podłoga była zrobiona z najczystszego kryształu solarnego, jednakże ściany były już aluminiowe, stylizowane na styl romański. Do nich przymocowane były lampy z kryształów, zasilane elektrycznością. Na suficie namalowany był fresk, który przedstawiał trzymających się za ręce Człowieka, Tha’litanina oraz La’u na tle gwiazdy. Miał to być kolejny symbol jedności rasowej w frakcji. Na środku sali stało podwyższenie z mównicą, wokół którego były rozstawione piętrzące się ławy rządowe, obłożone czerwonymi poduszkami. Na każdej ławie były zamocowane przyciski, które miały służyć do głosowania nad omawianą problematyką.

Gdy Talis wraz z Klausem weszli do sali, znajdowało się tam już trzydzieści osób, które reprezentowały swoje koterie w radzie, a także kilku sekretarzy, którzy im pomagali. W większości, zgromadzeni byli w grupach sojuszniczych. Co prawda, zakładanie partii było zakazane, ale nie zakazywano wspólnych interesów między koteriami. Tha’litanin kiwnął głową kilku znanym mu Wygnańcom, jednakże swoje wysiłki przeznaczył na wypatrywaniu głowy koterii Thal, Severusa Thala. Bezskutecznie. Szczęśliwie, dostrzegł jednak kogoś, kto mógł reprezentować ich interesy.

– Dobry wieczór, panie Wall- powiedział Tha’litanin zbliżając się do ławy, przy której siedział witany.

Był to już nie młody człowiek, o bladej cerze i siwych włosach. Pomimo wieku, twarz nie wskazywała, że był stary. Jego rysy twarzy wskazywałyby na to, że jest w sile wieku. Dopełnieniem tego była zadbana kozia broda. Mężczyzna ubrany był bardzo staroświecko, gdyż miała na sobie komplet ubrań, który pasowałby bardziej do XVIII, a nie XXIII wieku. Cały strój był zachowany w barwach szaro białych, które były kolorami Thalów.

Starszy człowiek podniósł oczy na Tha’litanina i uśmiechnął się delikatnie:

– Dobry wieczór, panie Usi’nthar. Dobrze widzieć Pana w dobrej kondycji- odpowiedział starzec na grzeczność, wstając z miejsca.

Talis znał tego człowieka tylko z opowieści. Dość okrutnych. Za młodych lat uchodził za jednego z najlepszych oprawców w Federacji Solarnej, do tego utrzymujący siatkę informatorów we wszystkich najważniejszych frakcjach w Drodze Mlecznej. Z jakiegoś powodu, zaczął pełnić funkcję mistrza szeptów w koterii Thal. Potem, gdy Severus Thal nie był w stanie pojawić się na zebraniach, wysyłał go jako swojego charge d’affaires. Pomimo, że od lat nie przesłuchuje już ludzi, to wciąż biła od niego dziwna aura niepokoju.

– Wzajemnie, panie Wall- odparł, podając mu rękę.- Jeśli można spytać, co się stało z Severusem Thalem, nie widzę go wśród zebranych radnych.

– Pana Thala niestety zatrzymała sprawa powiązana z renegatami z koterii- odpowiedział niezwykle szczerze mężczyzna, ściskając rękę Tha’litanina.- Proszę się jednak nie obawiać, wtajemniczył mnie we wszystko i przekażę w ręce rady całą jego wolę. Podejrzewam, że otrzymał już pan oficjalne oświadczenie, prawda?

– Oczywiście- Talis odebrał od Klausa tablicę dotykową, otwierając widomość, by przypadkiem czegoś nie pomylić.- Zdziwiło mnie jednak, że tak otwarcie przyznajecie się do strzelaniny i chcecie ponieść konsekwencje za atak na restaurację.

– Nie do końca, panie Usi’nthar– Francis wziął również i swoją tablicę do ręki.- Nasza koteria oficjalnie się odcięła od ataku, gdyż była dziełem renegatów. Nie mniej, nie zamierzamy się z tym nie kryć, dlatego chciałbym zaproponować rozwiązanie, które zadowoli obie nasze koterie.

– Zamieniam się w słuch, panie Wall- odpowiedział Talis.

– Na początek naszej współpracy, proponuję podzielnie opłat za szkody na dwie równe części- powiedział starzec, zasiadając z powrotem na swoje miejsce i wskazując ławę obok niego Tha’litanowi.- Obie stronny są winne tego zdarzenia, więc pan Thal uznał, że ciężar należy zrównoważyć.

– Proszę o wybaczenie, ale te warunki już na wstępie nie są do zaakceptowania- odparł Talis, siadając koło mistrza szeptów, mając mocno niezadawalającą minę.- Chcecie byśmy wzięli wasz ciężar na nasze barki, pomimo tego, że jesteśmy ofiarami waszego rozłamu? Jest to wasz problem, że dopuściliście, że część waszej ekipy opuściła wasze szeregi i to wy powinniście nieść brzemię tych wydarzeń. W chwili, gdy doszło do ataku, nikt z rady, poza oczyliście wami, nie wiedział o rozłamie, więc jeśli zostanie przedstawiony wasz punkt widzenia, rada wspólnie przyzna, że racja leży po naszej stronie.

– Rzeczywiście, nie da się kłócić w tym punkcie- natychmiast odrzekł Francis.- Lecz wciąż pozostaje sprawa użycia plazmy w miejscu publicznym. Jest to substancja, która nie szkodzi tylko Tha’litanom i nawet oni, pomimo już długiego czasu obcowania z tym skupieniem, nie są poznali jeszcze wszystkich jej właściwości. W tym momencie mogę jedynie powiedzieć, że jest ryzyko ingerencji w geny. O ile mi wiadomo ze wstępnego przesłuchania świadków, w restauracji znajdowało się sporo osób rasy ludzkiej oraz La’u, którzy nie mają wytworzonej odporności na mutacje. Nawet jeśli byli poza linią strzału, efekty mogły dotrzeć do osób, które wciąż znajdowały się w budynku. Radni z tych ras na pewno zaznaczą ten temat i warto byłoby przygotować się na tę ewentualność.

– Hm, ciekawe spostrzeżenie- przyznał Talis, potwierdzając racje człowieka.- Ale wciąż, cena badań i leczenia nie będzie wynosiła połowy ceny. Co najwyżej dwadzieścia procent.

– W restauracji byli członkowie innych koterii. Tacy na przykład Hawkowie, którzy za cnotę uznają, by ujawnić jak najwięcej prawdy. A to jest adekwatne do postępowania prawnego, a co za tym idzie, uziemienia waszej Lady Kapitan na okres co najmniej dwóch miesięcy. Trzeba im zatkać gębę Exelami, by się zbytnio nie wychylali.

– Jako mistrz szeptów zapewne przygotowaliście listę członków danych koterii, którzy byli obecni w „Kryształowym Echu”, gdy zaczęła się strzelanina? Jeśli tak, czy mógłbym ją dostać?

– Oczywiście, już wysyłam.

Francis nacisnął kilka razy na tablicę, a zaraz potem z urządzenia trzymanego przez Talisa odezwał się dźwięk, informujący o przesłaniu danych. Tha’litanin otworzył wiadomość i zaczął szybko przyglądać.

– Hm, sporo ich było– odpowiedział białowłosy, pociągając nosem.– Ale wciąż, po wstępnej analizie, to nie będą wydatki, które będą przekraczały piętnaście procent. Daje to łącznie trzydzieści pięć procent na nas i sześćdziesiąt pięć dla was. Chyba, że jeszcze dostrzegacie inne punkty, nad którymi warto się zastanowić, aczkolwiek wątpię.

– Ewidentnie po was widać, że waszą działką jest ekonomia, panie Usi’nthar- skomplementował Talisa starzec, zamykając tablicę.– Zgoda, wasza koteria pokryje trzydzieści pięć procent wydatków, nasza resztę. Cieszę się, że pierwszą sprawę mamy już omówioną. Musimy teraz omówić drugą, która umocni nasze więzy.

– Może jednak porozmawiamy o tym już po zebraniu rady- odpowiedział Talis, zastanawiając się przy tym, od kiedy to rody Usi’nthar oraz Thal miały jakieś ze sobą więzy.- Zaraz wybije godzina rozpoczęcia obrad.

Przedstawiciel Thalów kiwnął głową, przyznając rację Tha’litanowi. Oboje skierowali się wraz ze swoimi sekretarzami do przypisanych ich koteriom ław, oczekując na wejście prowadzącego.

Rozpoczęcie obrad ogłosił dzwon i po chwili wszyscy, którzy wcześniej siedzieli, wstali z miejsc, by oddać szacunek przewodniczącemu zebrania. Proces wybierania go odbywał się co roku na jednym ze zjazdów. Osoby kandydujące na to stanowisko musiały przedstawić swoją kandydaturę co najmniej tydzień wcześniej, wraz z osiągnięciami w sferze polityki wewnętrznej oraz międzyfrakcyjnymi. W dniu elekcji, czytano osiągnięcia kandydatów, by następnie dać czas na pytania oraz proces głosowania. Zaprzysiężenie odbywało się jeszcze tego samego dnia. Pozycja przewodniczącego nie była niczym szczególnym, gdyż jego jedynym obowiązkiem było prowadzenie obrad. Dodatkowo, na czas roku był wykluczany ze swojej koterii, więc nie mógł reprezentować pozycji swoich ludzi, a co za tym idzie, nie miał żadnego głosu. Jeśli jednak odkryto, że w jakiś sposób faworyzuje swoją koterię, podnoszono wotum nieufności. Poza tym, podobnie jak w przypadku radnych, była to pozycja non profit. Dlatego też to stanowisko nie było nigdy nie było szczególnie pożądane, a zdarzało się nawet, że jedna osoba pełniła tę funkcję przez kilka lat. Obecnym przewodniczącym był Alhar Tu’k, niemłody już La’u, który zajmował stanowisko przewodniczącego już szósty rok z rzędu. Przyznał prywatnie, że i tak już jest za stary, by pełnić rolę głowy swojej koterii i naznaczył swojego następcę, poświęcając się tej roli, a w chwili wolnej, doglądał swoich osobistych interesów. Tak też, gdy niebieskosóry mężczyzna wszedł do sali i zajął swoje miejsce, powitał wszystkich zebranych radnych oraz złożył przyrzeczenie „Bez głosu i bezczynny, zasiadam na tronie, by doglądać tych, co głosują i czynią”. Po tych słowach, zasiadł na swoim miejscu, a po nim, pozostali radni, co rozpoczęło obrady Rady Wygnańczej.

Dla Talisa nie było zaskoczeniem, że obrady zaczęły się od sprawy strzelaniny w restauracji. Wniosek wyszedł, to też nikogo nie zdziwiło, od radnego z koterii Hawke, Luciusa Marcusa Hawke. Odwoływał się do tego, że jeden z członków jego kamaryli prawdopodobnie był poddany silnym działaniom plazmy, którą wystrzeliła członkini koterii Usi’nthar. Przewodniczący zgodził się na rozpatrzenie sprawy. Wezwano Talisa na mównicę. Tha’litanin, po wcześniejszej rozmowie z Francisem, doskonale wiedział jak rozegrać to oskarżenie. Przedstawił oficjalne oświadczenie, iż to było dzieło renegatów z koterii Thal, którzy jako pierwsi otworzyli ogień w stronę Ali’sal Usi’nthar i jego towarzysza. Nie jest dopuszczalne, by obwiniać tylko koterię, której interesy w radzie reprezentuje Talis, ale należało by ciężar odpowiedzialności przerzucić na drugą stronę. Przewodniczący Tu’k poprosił, by radny z ramienia koterii Thal przedstawił swoją wersję wydarzeń. Francis, gdy wszedł na mównicę, przyznał się, że faktycznie to wyrzutkowie z jego kamaryli dokonali tego ataku, za co zostanie wyznaczona nagroda za ich głowy. Jednakże, Ali’sal Usi’nthar nie miała prawa na użycie plazmy w miejscu, gdzie mogły się znajdować osoby, które nie były odporne na jej działanie. Dlatego zaproponował, by Thalowie opłacili naprawę restauracji, a Usi’nthaoriwie badania i koszty leczenia postplazmowe. Głos natychmiast zabrał Lucius Hawke, który stwierdził, że badania i leczenie nie będą współmierne ze stratami koterii. Ludzie oraz La’u, którzy byli wtedy w restauracji, są oficerami na okrętach służących Hawke’om i ich nieobecność na statkach wpłynie na zarobki z misji. Głos został oddany Talisowi, który obiecał, że jego koteria, odpowiedzialna za użycie plazmy, wypłaci każdemu zmutowanemu odszkodowanie z pluli piętnastu procent od łącznych wydatków za całe przedsięwzięcie. Czepiano się jeszcze kilku, pomniejszych kwestii, jak choćby uwarunkowania ceł na kryształy solarne, jednakże kwestie ekonomiczne były konikiem Talisa, który przedstawił cały plan zakupu materiałów oraz odbudowy, który zachował się w miarę, jak na cenę kryształów, w granicach normy, nawet biorąc pod uwagę kwestię napięć między Federacją, a Cesarstwem. Gdy ostatecznie nie było więcej, pytań, poddano sprawę do głosowania. Z 328 głosujących, 283 zgodziło się na propozycję zaproponowaną przez koterie Usi’nthar oraz Thule. Talis spojrzał jeszcze tylko na Francisa, który siedział po przeciwnej stronie. Uśmiechał się w jego stronę. Tha’litanin nie mógł odpowiedzieć inaczej niż również delikatnym uśmiechem.

*

– Dziękuję, tyle wystarczy, panie Wall- odpowiedział Talis, gdy mistrz szeptów Thule nalewał mu whisky.- Nie przepadam za alkoholem. Szkodzi na umysł.

– Badania mają dowodzić, że akurat szkocka ma działanie pobudzające szare komórki- odparł Francis, polewając i sobie, by następnie usiąść na fotelu.

Po trwającym około pięciu godzin zebraniu rady, Francis Wall zaprosił Talisa na osobiste spotkanie w siedzibie jego koterii. Tha’litanin, mimo wszystko, nie był przekonany względem celów mistrza szeptów, tak też zdecydował się przyjść ze swoją obstawą w postaci sekretarzy oraz zastępców. Jak się okazało, nie było potrzebna taka armia, gdyż w siedzibie Thulów, mieszącej się w prawym krysztale kompleksu willowego w dzielnicy kryształowej, nie było nikogo poza kilkoma pomocnikami Walla. Członków koterii Usi’nthar przyjęto ze wszystkimi honorami, a Francis zaprosił Talisa na prywatną rozmowę w jego biurze. Sala, do której został zaproszony Talis była zwykłym pokojem, z dwoma fotelami, stołem oraz biurkiem. Ściany były kryształowe, do których przymocowane były lampy, podłączone do sieci elektrycznej, którą wdrążono w kryształ.

– Nie jestem biegły w ciekawostkach, które nie są dostępne publicznie- odpowiedział radny Usi’nthar, kosztując bursztynowego trunku.- Poza tym, mam podejrzenie, że badania były raczej skierowane na ludzi, a nie Tha’litan, więc tym bardziej pozostanę wobec nich sceptyczny.

– Trudno odmówić panu racji- odparł Francis, również próbując whisky i odstawiając je na stół.- Może czas, byśmy to my, Wygnańcy, wzięli te badanie w swoje ręce. Ale nie dziś i nie teraz. Mamy inne rzeczy na głowie.

– W rzeczy samej- przyznał Talis.- Wspomniał Pan w sali rady, że wspólne wydatki to dopiero początek współpracy. Może Pan to jakoś rozszerzyć?

– Oczywiście- Wall wyprostował się w fotelu.- Odłączenie się od naszej koterii niektórych ludzi sprawiło, że przy obecnych możliwych środkach nie jesteśmy w stanie ich wszystkich wyłapać i podstawić pod sąd inkwizycji za zdradę.

Wystąpiliście po inkwizycję dla nich? Poważna sprawa– przyznał Talis.

– Tak, stąd też wynika nasze spotkanie- odpowiedział prosto z mostu Francis.- Pan Severus Thule chce, by wasza koteria pełniła rolę inkwizycji i łowców dla naszej sprawy.

Sąd inkwizycyjny wśród Wygnańców nie miał znaczenia jaką pełnił w historii Ziemi, acz istniały pewne podobieństwa. Celem inkwizycji był sądzenie za zdradę wewnątrz rodową, którą obwoływali specjalnie do tego wystosowani przez poszkodowaną koterię ludzie. Zawsze były to osoby spoza kamaryli, którym przedstawiano sprawę. Za zbiegami wysyłano listy gończe z informacją gdzie dostarczyć renegatów. Gdy dostali się w ręce inkwizytorów, często z pomocą brutalnych środków, które nie są stosowane wobec samych Wygnańców, dochodzono prawdy i oddawano z informacjami do koterii z której się wywodzili zdrajcy. Macierzysta kamaryla orzekała, czy poddają się pod wolę inkwizycji czy też sami wystawiają inny wyrok. Pomimo swojej skuteczności, sądy inkwizycyjne nie są powoływane zbyt często. Składa się na to kilka powodów. pierwszy, inkwizytorom trzeba dużo zapłacić, gdyż proces może trwać nawet i pół roku nim dojdzie się prawdy, a dla koterii, która to prowadzi mu się opłacać, by porzucić inne zlecenia. Po drugie, każdy aspekt śledztwa musi być ogłaszany publicznie, niekiedy również samo przesłuchanie. Nieudolność może wpłynąć negatywnie na opinię kamaryli, a co za tym idzie, na jakość uzyskiwanych zleceń. I po trzecie, często wychodzą na jaw ciemne strony koterii, która powołała inkwizycję i choć zaczynała jako strona oskarżająca, sama mogła się stać celem w przyszłości.

Stąd też, gdy Talis usłyszał propozycję Francisa, to niemal nie zakrztusił się alkoholem, którego ponownie zakosztował. Odłożył szklankę na stół.

– Rada się nie zgodzi. Jesteśmy za młodą koterią, byśmy mogli prowadzić tę sprawę. Poza tym, moim podwładnym brakuje doświadczenia. To wojownicy, nie śledczy, co najwyżej mogą ruszyć w pogoń za waszymi renegatami.

– Rada przychyli się mojej prośbie, gdyż będzie to służyło lepszemu rozwiązaniu sprawy. Jeśli zobaczą, że my, Thulowie, zgłosiliśmy chęć, by to wasza koteria zajęła się sprawą ataku na was samych, będą wiedzieli, że mamy czyste intencje- odpowiedział spokojnie Francis, sięgając znów po tablicę.- Poza tym, sporo wam zapłacimy, nie tylko w Exelach, ale również w technologii.

Pominę na razie aspekt doświadczenia- odpowiedział Tha’litanin, również sięgając po tablicę- oraz pytanie, dlaczego my. Na początek wtajemniczcie nas w wasz problem, byśmy mogli ostatecznie zdecydować, czy będziemy chcieli się tego podjąć.

– Jak sobie życzysz– odpowiedział Wall, przesyłając na tablicę Talisa pewne dokumenty.- Cztery miesiące temu, Severus Thule wysłał w stronę gwiazdozbioru Żagla korwetę „Wuj John” w pogoń za jednym z piratów. Nie ma potrzeby mówić, kto to był, gdyż gdy statek przybył na miejsce, blisko pozostałości po supernowej Żagla znaleziono wrak należący do tego pirata. Przy okazji jednak natrafiono na ciało niebieskie, które po analizie grawitacyjnej, uznano za planetę. Nie dość, że nie ujęto jej na żadnych mapach, to jeszcze, pomimo wybuchu gwiazdy, przetrwała. Gdy wysłano ekspedycję na ten obiekt, kontakt z korwetą urwał się na dwa miesiące. Zupełna cisza. Nagle, miesiąc temu, okręt, niespodziewanie, pojawił się z powrotem niedaleko planety Kepler, ale pozbawiony załogi. Ponad dwa tysiące ludzi nagle wyparowało. Zachowały się jedynie nieliczne dane z badań nad obiektem. Planeta miała być wykonana cała z jakiegoś nieznanego w tablicy Mendelejewa metalu. Panowała na nim grawitacja podobna do tej, jaka panuje na Ziemi, lecz nie posiadała atmosfery. Odkryto kilka dziwnych obiektów pochodzenia, biorąc pod uwagę geologię ciała niebieskiego, naturalnego, typu metalowy masyw górski czy dolina. Potem, wraz z zejściem ludzi, nie było już żadnych informacji. Dodatkowo, na pokładzie znaleziono misternie wykonany szkielet istoty ludzkiej, zrobionej ze złota oraz kryształu solarnego, wartą po wstępnych analizach około pół miliona Exeli. Jednak Severus Thule zakazał podróży do tego miejsca, dopóki nie wyjaśni się, co się stało z załogą „Wuja Johna”. Niektórzy musieli się czuć zawiedzeni i podjęli bunt. Skradziono dwa okręty, fregatę „Misterium” oraz transportowiec „Marigold”. Łącznie uciekło około trzech tysięcy ludzi. Nie ruszyli bezpośrednio w stronę pozostałości po supernowej, lecz rozbiegli się na kilka stron, by zgubić pościg. Ale cel jest jasny. Pytanie tylko, dlaczego zaatakowano was, skoro żadna koteria nie wiedziała o istnieniu tej planety. Aż do teraz rzecz jasna. Nie mniej, podejrzewam, że wy też nie znacie na to odpowiedzi.

Talis słuchał Walla, przy okazji oglądając slajdy, które mu puszczał mistrz szeptów Thulów. Tha’litanin zatrzymał się przy zdjęciu szkieletu. Przełknął cicho ślinę, gdyż pomimo swojej ceny, wydawał mu się w jakiś sposób makabryczny. Nie było śladu mięsa, ale miał wrażenie, że zdjęcie się wykrzywia i tworzy jakąś groteskową postać. I co gorsze, jakoś dziwnie znajoma. Wyłączył szybko tablicę, myśląc chwilę. Nie chciał narażać rodu na tak niebezpieczną misję, biorąc pod uwagę ich małe doświadczenie. No i dwa okręty przeciwko jednemu mogą się skończyć klęską jego koterii. Jednak myśl o potencjalnym zysku, jaki zdobędzie jeśli przyjmą tytuł inkwizycji. Nie, przerwał natychmiast myśli o pieniądzach Talis, nie będę narażał ludzi.

– Rozumiem wasze położenie, panie Wall, ale nie wiem, czy koteria Usi’nthar ma dość siły, by móc mierzyć się z dwoma wrogami na raz, nawet jeśli jeden okręt jest transportowy. Nie pokryliśmy jeszcze wszystkich wydatków na tarcze, a po drugie, to co mówiłem wcześniej, żaden z załogantów nie ma smykałki detektywistycznej.

Z tarczami był to oczywisty blef, mający ich usprawiedliwić, ale zaraz potem pomyślał, że Francis na pewno już go przejrzał. W końcu to szpieg. Ale co do roli inkwizycji nie mylił się: gdy przeglądał dokumenty każdego z oficerów na „Hand of Glory”, nie dostrzegł nigdzie jakiś specjalnych zdolności indukcji i dedukcji, poza może Hiro, głównej inżynier, która była jednak zbyt zwariowana, by klarownie przedstawić swoje wnioski. Nic dziwnego, że pomimo geniuszu, żadna korporacja się o nią nie ubiegała.

– Jeśli chodzi o problem siły ognia– Francis przerwał myślenie Talisa szybkim wtrąceniem.- To nie powinno być problemem. Sam Severus Thule będzie chciał polecieć z wami do tego sytemu. Dzięki czemu będą to dwie fregaty naprzeciw fregacie i okrętowi transportowemu. Od razu przeprowadzi się też sąd inkwizycyjny. A co do waszego braku doświadczenia, mogę w tym pomóc i osobiście przeszkolić w ciągu miesiąca kilku waszych oficerów w tym aspekcie.

– Tak za darmo?- spytał podejrzliwie Talis, nie mając jakoś zaufania do starszego mężczyzny w tej kwestii.- Musi być haczyk.

– Nie myli się Pan, jest– przytaknął Francis.- Jak zawiedziemy, to obie nasze koterie będzie czekał długi proces. Hawkowie jednak nie chcą odpuścić i sami starają się o inkwizycję. Na razie jest to odroczone, ale musimy działać szybko. Ale jeśli jednak dla was to wciąż za mało, dostaniecie jeszcze to.

Francis przelał na tablicę Talisa jakiś plik obrazkowy. Tha’litanin go otworzył i uśmiechnął się bardzo czule do ekranu. Po chwili podniósł powoli głowę:

– Możemy zaczynać negocjacje.

P.R. Ofiarski

Facebook Comments

Dodaj komentarz