Koteria Usi’nthar III: Tri Martolod Yaouank I Vonet Da Veajiñ

– Mój drogi bracie- zaczęła z niezwykle ciepłym uśmiechem Ali’sal.- Czy ciebie już do reszty pojebało?

– Ty masz jeszcze czelność podważać moje słowa?- odpowiedział jej spokojnie Talis, który skomunikował się z „Hand of Glory” przez hologram.

Kaspar milczał, kosztując herbaty. Siedział wraz z innymi oficerami w sali narad, do której wezwała ich Lady Kapitan, przysłuchując się rozmowie, którą prowadziło rodzeństwo. Minął prawie tydzień od czasu, gdy przyjął stanowisko pierwszego oficera i zaaklimatyzował się już w nowym miejscu oraz zintegrował z najważniejszymi członkami załogi. Jednak relacja, jaką mieli Ali’sal wraz z Talisem była cienką linią między miłością, a nienawiścią, co uznawał za dość dziwne, biorąc pod uwagę to, że obecnie mogli liczyć tylko na siebie jeśli chodzi o sprawy rodzinne. No, Tha’litanka miała jeszcze męża, ale Talder Ill’thal chyba wolał nie wchodzić między rodzeństwo, w chwili, gdy ze sobą rozmawiali. I miał rację.

– Oczywiście, że podważam- odparła Lady Kapitan, sięgając po tablicę dotykową, na którą Talis wysłał szczegóły misji.- Zgodziłeś się, bez wcześniejszej konsultacji tego ze mną wysłać mnie, jako inkwizycję, za renegatami, którzy usiłowali zrobić ze mnie ser szwajcarski, a na dodatek zaprosiłeś na nasz okręt mistrza szpiegów z obcej koterii. I to do systemu, w którym wyparowało w niewyjaśnionych okolicznościach dwa tysiące osób. Myślałeś, że przyjmę tę wiadomość z pokorą i kwiecistym uśmiechem?!

– Tak, zgodziłem się na to, by ci ratować twój tyłek przed bandą prawników, którzy uziemiliby ciebie i resztę twojej załogi!- powiedział głośno Tha’litanin, uderzając o biurko.- Chcesz tego?!

Ali’sal spuściła oczy, siadając przy stole. Kaspar zdawał sobie sprawę, że Talis został podstawiony pod ścianą i musiał działać szybko, ale mógł poświęcić choćby pięć minut dla swojej siostry, która musiała piwo, które naważył. Ale jak mu to mówiła babka, jak Kuba Bogu, jak Bóg Kubie. Ona też go pozostawiła w trudnej sytuacji.

Gdy jednak napięta atmosfera opadła po chwili ciszy, Talis znów zabrał głos.

– Posłuchaj, Ali’sal, to dla nas nie tylko niebezpieczna misja. To również szansa. W końcu możemy się wybić ponad stan drugorzędnej koterii. Wybraliśmy tę drogę, wiedząc, że będzie pełna niebezpieczeństw.

– Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje- dodał jeszcze Kaspar, spoglądając na Ali’sal, odkładając na stół filiżankę.- Od kilku dni Lady Kapitan szaleje po okręcie, mówiąc całemu zgromadzeniu okrętowemu, że nie ma jeszcze żadnego zlecenia, a gdy ono przychodzi, chce Lady skulić ogon?

– Czy ja w tym momencie prosiłam ciebie o radę, oficerze- warknęła Tha’litanka, rzucając karcące spojrzenie na swojego EXO. Po chwili jednak złagodniała.- To nie jest zwykłe polowanie na piratów, a misja inkwizycyjna. Jeśli zawiedziemy…

– Myślę, że za dużo się wahasz, Ali’sal- odpowiedział Talis, również się uspokajając.- Jeśli zawiedziemy, to oboje tym razem zapłacimy za to głową i reputacją, a nie jak wcześniej, każdy sobie rzepkę skrobał. Myśl raczej pozytywnie. Lada chwila powinny być przesłane pieniądze na twoje konto, a także dostarczony detektor śladów plazmowych. Jeśli nam się uda, to dostaniemy jeszcze kilka ciekawych technologii, w tym nowe silniki: plazmowy Vertilus IV oraz czasowy Hadron X. Jeśli pomyślisz o beneficjach, a nie o stratach, łatwiej się zmotywujesz do działania.

– Rozumiem, rozumiem, o co ci chodzi- powiedziała Ali’sal, wstając z miejsca i podchodząc bliżej do hologramu.- Ale to nie ty nadstawiasz karku, tylko ja. Gdzie w tym równy podział, co?

– Jeśli myślisz, że ja w tym czasie będę siedział w fotelu, licząc zdobyte pieniądze z wysłania cię na misję, to może zmienimy się miejscami? Ja sobie też chętnie polatam, zamiast utrzymywać naszą koterię na nogach. Może znasz lepszy sposób na powstrzymanie całej bandy wściekłych głów kamaryl, by nie wyssała z nas każdego Exela.

– Wciąż jednak nie pojmuję, czemu zdecydowałeś się zaprosić na nasz pokład ich mistrza szeptów- dodała jeszcze Ali’sal, krzyżując ręce na piersi.- To jak zapraszanie wilka na pastwisko pełne owiec. Lada moment i będzie miał dostęp do wszystkich poufnych danych naszej koterii.

– Pod pretekstem tego, że będzie uczył załogę przesłuchiwania, uczynimy z niego naszego zakładnika. Jeśli Severus Thule będzie próbował nie wywiązać się ze swojej umowy, pożegna się z życiem jednego z najlepszych informatorów pośród Wygnańców- odpowiedział na pytanie Talis, biorąc do ręki tablicę dotykową.- Poza tym, przydziel mu kogoś, kto będzie go obserwował. Będzie bardziej uwłasnowolniony i nie zrobi nic, co nam zaszkodzi. Przesłałem Ci dane na temat tego mistrza szeptów i przekażesz je swoim oficerom, by się odpowiednio przygotowali na jego przybycie.

Krótkie piknięcie poinformowało Tha’litankę o tym, że pliki znalazły się na dysku głównym statku. Lady Kapitan sięgnęła po swoją tablicę dotykową, by móc je przejrzeć i przesłać dalej.

– Trochę ułatwiłeś zadanie, dzięki- odparła bardziej spokojniej Ali’sal, wciąż trzymając urządzenie w ręce.- Gdy tylko zainstalujemy detektor, a także przybędzie na nasz okręt ten cały Francis Wall, rozpoczniemy misję. Na razie muszę się rozmówić ze swoimi oficerami, więc kończę rozmowę.

– Dobrze, Ali’sal- przytaknął Talis, uderzając palcami o tablicę.- Ja też mam petentów z innych koterii. Odezwij się, jak będziesz miała jeszcze jakieś uwagi.

Po tych słowach Tha’litanin zniknął z hologramu, a w sali narad nastała chwilowa cisza, którą po chwili przerwało wtrącenie Lady Kapitan.

– I pomyśleć, że jestem z tym dupkiem spokrewniona.

Przez pokój rozległ się cichy chichot oficerów. Kaspar chrząknął głośno, dając przy tym znak, by się wszyscy uspokoili. Spojrzał na Ali’sal, która nagle się odwróciła i spojrzała na zebranych. Usiadła na swoje miejsce i złożył ręce.

– Sami słyszeliście, co nas czeka.- zaczęła spokojnym głosem kobieta.- Czeka nas zadanie przechwycenia grupy renegatów i proces osądzenia. Więc postarajmy się nie niszczyć całych okrętów, tylko przechwycić żywcem najważniejszych zdrajców naszej… sojuszniczej koterii. Na waszych tablicach powinny być przesłane informacje o załodze okrętów Thalów oraz samych statkach.

Wszyscy zebrani chwycili za swoje urządzenie i zaczęli przeglądać. Kaspar, gdy czytał nazwiska, odetchnął z ulgą, gdyż nie znał żadnego z oficerów z uprowadzonej fregaty i transportowca. Uniknie dzięki temu zdemaskowania. Zaraz potem przeszedł do pliku o informacjach o okrętach. Tutaj sytuacja była nieco trudniejsza, gdyż, jak przypuszczał, miał do czynienia z hybrydami technologii Cesarstwa oraz Federacji. Poszycie obu statków było pokryte masą kryształową, jaką którą są obłożone statki Tha’litan, przez co nie będzie można uruchomić ich impulsem elektromagnetycznym. Na domiar złego, fregata uzbrojona była w zmodyfikowane baterie działowe na burtach, wzoru Europa II, które przeznaczone były do krążowników, nie fregat. Do tego, na rufie, działo solarne, Centauri IV, które tytanowy pancerz, znajdujący się na „Hand of Glory”, przebije jak ostrze kartkę papieru. Szczęśliwie, transportowiec nie był tak niebezpieczny. Co prawda, również miał kryształową powłokę na pancerzu, ale uzbrojony tylko w torpedy naprowadzające.

Kaspar odłożył na bok tablicę i spojrzał w stronę Anastazji Jurkowej, która była mistrzynią artylerii na pokładzie. Gdy się na nią patrzy, można odnieść wrażenie, że pasuje bardziej na śpiewaczkę operową, aniżeli wojskową. Szczupła i wysoka, o długich blond włosach, bladej cerze i mocno czerwonych ustach, nie pasowała do wizerunku osoby odpowiedzialnej za artylerię. Jednak, gdy potencjalny obserwator spotka się z jej zielonymi oczami, poczuje na ciele dreszcz strachu. Do tego, w kontaktach międzyludzkich jest raczej oziębła, stąd też jej podwładni nazywają ją „Śnieżką”. Powodem, dlaczego nie została „Królową Lodu” był fakt, że miała swoje dziwactwo, o którym wszyscy wiedzieli: była maniaczką książek o lekkiej tematyce, którymi zagracała swoją kajutę. Wyciągnąć ją ze swojej „nory” po godzinach służby graniczyło z cudem, gdy wtopiła się akurat w jakąś lekturę, często zapominając nawet o własnym wyglądzie.

Nie mniej teraz, Anastazja była wzorem oficer o dobrze skrojonym, czarno-czerwonym mundurze z emblematem koterii na ramieniu. Po chwili odłożyła na stół tablicę dotykową.

– Trzeba będzie odłączyć działo elektropulsowe- jej głos brzmiał bardzo płynnie, lecz ewidentnie można było dostrzec, że zaciągała wschodnioeuropejsko.- Na tę powłokę i tak nie zadziała. Moc damy na nasze burty. Powinniśmy użyć pocisków magnesowych z makrodział na burtach. Nie poczynią żadnych obrażeń, ale przynajmniej zwiększą ciężar okrętu. Łatwiej go wtedy dogonimy.

– Wtedy, jak rozumiem, abordaż?- spojrzał pytająco Kaspar na Anastazję, rozrysowując sobie na tablicy potencjalną sytuację i wrzucając jej obraz na hologram.

– Tak jest- przytaknęła mu mistrzyni artylerii, spoglądając na holograficzny obraz naczepianych magnesów na fregatę wroga.

– Nie uda się, mają za mocne działa burtowe.- powiedziała krótko Ali’sal, robiąc symulację planu, w którym ociężały statek wroga, owszem, zwolnił, ale działa wciąż były funkcjonalne i zaczęły ostrzeliwać burtę „Hand of Glory”.- Pomysł z abordażem jednak nie jest zły, trzeba tylko do niego doprowadzić w mądry sposób.

– Można użyć Halo– odparł Talder, również rysując coś na tablicy.

Mąż Lady Kapitan, pierwszy pilot „Hand of Glory”, Talder Ill’thal nie należał do osób, które potrafiły spokojnie usiedzieć w jednym miejscu. Gdy Kaspar spotkał po raz pierwszy tego Tha’litanina, miał wrażenie, że była to osoba dość flegmatyczna. Podkrążone, mocno błękitne oczy, czarne jak sadza włosy i wyraz twarzy, mówiący „nie chce mi się” okazały się być zmyłką dla obserwatora. Jego ruchy były szybkie jak u mistrza sztuk walk, na mostku pilota wydawał się wręcz bogiem, gdy sterował fregatą. Do tego był dość racjonalny w swoich spostrzeżeniach. Niestety, lubił często zaglądać do kieliszka i spoufalać ze zwykłymi załogantami. Miało to swoje pozytywne odzwierciedlenie pośród morale ludzi na okręcie, nie mniej, było to niebezpieczne, gdy trzeba było nagle zasiąść za sterami. Wedle Taldera, alkohol nie wpływał na jego zdolności, nie mniej, pierwszy oficer był sceptyczny co do tych zapewnień i zdecydował się go bardziej pilnować w trakcie podróży.

Teraz jednak wydawał się być zupełnie trzeźwy, nie mniej jego propozycja była dość szalona. W końcu proponował użycie zjawiska optycznego w postaci załamania kryształów lodu, czyli rzeczy, która występuje naturalnie w kosmosie.

– Mógłbyś to rozwinąć, Taldarze?- spytała Ali’sal, podnosząc brew.

– Oczywiście. Wykorzystajmy to, co dała nam fizyka.- zaczął przedstawiać jakieś obrazki.- Proponuję wytworzenie pocisków, w których będzie zachodziła reakcja zmiany tlenu w ciekły tlen i następnie ich wystrzelenie w stronę systemów diagnozujących okrętu. Zawarta substancja rzecz jasna zamarznie, ale dopiero w wyniku zderzenia się z obiektem. Potem, pod odpowiednim kątem, winniśmy wywołać krótki rozbłysk słoneczny z wykorzystaniem naszego reaktora solarnego. Wywoła to duże zakłócenia w sieci bez impulsu.

– Zakładając nawet, że uda nam się coś takiego stworzyć- stwierdził dość sceptycznie nastawiony do tego Kaspar, przyglądając się całej reakcji.- Co nam to da?

– Jak mówiłem, zakłócimy działanie systemów diagnozujących wrogiej fregaty. Wszystko wciąż będzie funkcjonowało, ale będzie wymagało manualnego celowania czy analizowania przestrzeni niż poleganie na komputerach. W ciągu dziesięciu minut powinni dać radę to naprawić, ale w tym czasie zdołamy się zbliżyć na „nożową odległość” i przeprowadzić abordaż. Będzie potrzebna mi jedynie większa moc na systemy manewrujące, by wyrobić się w czasie.

– Jak proponujesz stworzenie pocisków z ciekłym tlenem?- spytała krótko Anastazja.

– To akurat żaden problem!- odezwał się rozentuzjazmowany głos.

Zdanie wyszło z radia, które było na miejscu Marthy Hiro, głównej inżynier okrętu. Kaspar zauważył, że dziewczyna nie przychodzi osobiście na zebrania, ale używa do komunikacji interkomu. Powodem tego zachowania jest ilość obowiązków, które bierze na siebie inżynier. Nie dość, że zajmuje się poprawnym działaniem wszystkich podzespołów „Hand of Glory”, to jeszcze ulepsza bądź też tworzy sama wyposażenie dla załogi. Z tego pierwszy oficer słyszał, śmiało mogłaby pracować dla najlepszych korporacji zbrojeniowych w galaktyce, jednak z niewiadomych powodów, odrzucała tę możliwość. Pomimo tego, że obecnie jej nie było, śmiało można było ją odwiedzać w jej pracowni. Już na pierwszy rzut oka wprawiała każdego normalnego człowieka w mocne zdziwienie. Pierwsze na co się zwracało uwagę, to były farbowane włosy: jedna strona na niebiesko, druga na zielono, przekute uszy i nos, a także bardzo ostry, niebieski makijaż. Ubrana była najczęściej w biały kitel z symbolem koterii, a pod nim w czarno-czerwoną bluzę, na nogach dżinsowe spodnie i trampki. Do tego zawsze uśmiechnięta i optymistyczna, ale przy tym dość denerwująca w rozmowie, gdyż potrafiła nagle zmienić temat. Była jednak geniuszem, więc nic dziwnego, że miała swoje dziwactwa.

– Mów więc Martho, ale błagam cię, nie trać wątku- westchnęła Ali’sal, zdając sobie sprawę, jaki charakter miała jej podwładna.

– Spoczko-loczko, Lady Kapitan- zabrzmiała w radiu inżynier, zaś Kaspar miał ochotę właśnie zacisnąć dłoń na jej gardle za ten dziecięcy slang.- Wystarczy stworzyć pociski, w którym będzie zachodziła rektyfikacja cząstek powietrza pod wpływem odpowiedniej temperatury. Haczyk polega na tym, by odpowiednio wyliczyć chwilę, w której pocisk zderzy się z obiektem. Czyli: szybkość wystrzału w stosunku do stałej temperatury próżni, wynoszącej zero kalwinów oraz szybkość lotu pocisku w stosunku do odległości.

– Czyli w chwili zderzenia, doprowadzić pocisk do osiągnięcia temperatury dziewięćdziesięciu kalwinów, w której nagle zajdzie reakcja- stwierdziła Anastazja, przypominając sobie podstawy chemii.- Wymagać będzie to odpowiedniej kalibracji działa, ale nie powinno to stanowić problemu.

– Martha, wylicz również stopień nachylenia naszego okrętu, by wywołać rozbłysk w celu powstania Halo.- dodała jeszcze Ali’sal, ewidentnie bardziej entuzjastycznie nastawiona do pomysłu.- Dalej powinno pójść bez problemu!

– Nie tak szybko Lady Kapitan- sprowadził na ziemię Ali’sal Kaspar, spoglądając na symulację, w której doszło do bezpośredniego kontaktu obu fregat.- Zbliżenie się to jedno, ale przeprowadzenie abordażu to inny problem. Othal, jak wygląda wyposażenie bojowe „Hand of Glory”?

– Nie jest źle- podsumował La’u, otwierając listę wyposażenia.– Mamy trzy działa na kryształ solarny, które z odległości dziesięciu metrów powinny zrobić wyłom w pancerzu przeciwnika na tyle duży, by nasze siły mogły się przedostać do środka wrogiej fregaty. A co za tym idzie, mamy trzy mechaniczne korytarze, które połączą oba okręty. O ile wejście tam będzie dość łatwe, to odbicie okrętu może nam sprawić trudność. Obecnie jesteśmy w stanie w pełni uzbroić trzystu załogantów, pięciuset, jeśli mamy zamiar korzystać z mięsa armatniego bez żadnego pancerza i uzbrojonych tylko w pistolety. Z tego co wiem, fregata Thalów mogła maksymalnie uzbroić sto osób, ale mogli się w międzyczasie dozbroić, choćby u piratów. Musimy przeprowadzać na bieżąco skanery podczerwieni, gdy będziemy już walczyli.

– Mamy jeszcze plany tej fregaty- dodał Kaspar, dając na hologram rozkład korytarzu porwanego okrętu.- Jak przeanalizujesz je pod kątem strategicznym, zyskasz dodatkową kartę atutową.

Ali’sal kiwnęła głową ewidentnie zadowolona z przebiegu rozmów swoich oficerów. Po chwili jednak wróciła do dość poważnego tonu, już po zapisaniu wszystkich danych.

– Skoro opracowaliśmy walkę z fregatą, potencjalna konfrontacja z transportowcem będzie już tylko formalnością- powiedziała Lady Kapitan, wstając z miejsca.- Czas na sprawę numer dwa, czyli naszego gościa specjalnego, pana Francisa Walla. Dostaliśmy jego akta osobowe i przebieg dawnej służby, przynajmniej tej odtajnionej, ale może któreś z was miało okazję z nim pracować?

Spojrzenie Ali’sal skierowane było głównie w stronę Kaspara i Anastazji. W końcu oboje służyli dawniej we flocie Federacji Solarnej i mogli mieć kontakt z mistrzem szeptów. Oboje jednak zaprzeczyli głowami.

– Znam jedynie informacje przekazywane mimochodem przez marynarzy- stwierdził Kaspar, dolewając sobie herbaty do filiżanki.- W większości to pewnie plotki, które nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości lub pokrywają się z danymi z pliku.

– Podobnie u mnie- dodała jeszcze Anastazja, przymykając oczy, jakby nad czymś myślała.- Chociaż… mam wrażenie, że mogłam mieć z nim jakiś kontakt, ale nie było to chyba nic godnego uwagi, skoro pamiętam to jak przez mgłę.

– A co z możliwością włamania się do baz danych Federacji Solarnych, Martho?- Tha’litanka spojrzała na interkom, przez który komunikowała się inżynier.

– Taka osoba nie istnieje- jękną głos kobiety z radia, lekko podirytowany.- Musiałabym złamać kod, składający się z ponad miliarda wierszy poleceń, by upewnić się, czy faktycznie w ogóle taka persona istnieje, a nie mówiąc już o jej działalności. A to może zająć nawet z miesiąc albo dwa.

Ali’sal kiwnęła tylko głową, nie będąc zachwycona brakiem innych informacji niż tych przesłanych przez Talisa. Działalność to jedno, ale wykaz charakteru i sposobu pracy nigdy nie znajdują się w danych personalnych, stąd też nie wiedziała, jaką taktykę powinna obrać względem „gościa” koterii. Przejrzała raz jeszcze informacje, jakby mając nadzieje, że dostrzeże jakiś niuans, którego wcześniej przeoczyła. Niestety, nie dostrzegła nic wartego uwagi. Odłożyła na stół tablicę dotykową i spojrzała na oficerów.

– Nie mamy wyjścia, musimy zrobić tak jak mówił Talis. Jedno z was będzie musiało go mieć na oku.

– Ja wezmę ten ciężar na siebie- odpowiedział bez chwili zastanowienia Kaspar.- Jestem nowy w załodze i będzie myślał, że będę łatwiejszy do manipulacji niż dłużej będący członkami koterii.

– Pomysł ciekawy- stwierdziła Ali’sal, gładząc się po podbródku.- Ale czasochłonny. A potrzebuję ciebie, byś panował nad kadrą w trakcie podróży przez tunel. Nie wiem, jak zdołasz pogodzić obowiązki strażnika oraz pierwszego oficera.

– Ja mu pomogę- odpowiedział Othal, kłaniając się Lady Kapitan.- Wystarczy po prostu pilnować Taldara by za często nie siedział przy butelce i Anastazji, by nie zaszywała się w kajucie w otoczeniu swoich romansów.

– Ej, ja tu siedzę!- jęknął Tha’litanin, zaś Anastazja tylko lekko się zarumieniła.

– Wiem, że tu siedzisz- westchnął La’u, rzucając tylko krótki spojrzenie na pierwszego pilota, by potem znów zwrócić się ku Ali’sal.- We dwoje powinniśmy dać radę utrzymać kadrę w ryzach, dostając przy tym czas, by Kaspar mógł odpowiednio zająć się naszym gościem.

– A co, gdy dolecimy już do systemu?- spytała jeszcze Tha’litanka, wciąż niepewna decyzji.

– Będzie pomagał nam przy obsłudze detektora śladów plazmowych- stwierdził Kaspar, jakby było to coś oczywistego.- O ile wiem, występuje przede wszystkim w okrętach zwiadowczych do wyszukiwania śladów statków za pomocą pozostałości po silnikach plazmowych, ale wydaje mi się, że każdy dobry szpieg również wie, jak z czegoś takiego korzystać.

– Cooooo?!!- jęknęła przeraźliwie Martha przez interkom.- A w życiu, nie ma mowy! Nikt nie będzie dotykał tego cudeńka, oprócz mnie, a tym bardziej żaden, stetryczały staruch! Jeszcze może mam mu się dawać po tyłku klepać?!

– Cisza, panno Hiro- rzekł spokojnie Kaspar, mając jednak ochotę zakłócić jej odbiornik jakimś piskiem o wysokich częstotliwościach.- Pozwolisz mu dotknąć tego sprzętu i będziesz udawała nowicjuszkę w tej dziedzinie. W zamian za to, jak będzie cię klepał po tyłku, masz pozwolenie ode mnie na danie mu w twarz. Nawet elektryką, jeśli uznasz to za stosowne.

– Jeeeej!- zakrzyknęła radośnie inżynier, powodując jednak głośne charczenie w głośnikach.

– Jak z dziećmi- stwierdziła Ali’sal, wzdychając ciężko.- Dobrze Kasparze, daję ci pieczę nad naszym… gościem. Staraj się go zabawiać, a przy okazji, obserwuj, czy nie będzie pod pretekstem wspólnej misji uzyskiwać informacji o naszej koterii. Jeśli choćby przez chwilę poczujesz się źle, od razu reaguj zgodnie z procedurami.

– Unikaj też poczęstunku od niego- dodała jeszcze Anastazja, rzucając swoje chłodne spojrzenie na pierwszego oficera.- Może być duże prawdopodobieństwo, że mógł tam dodać jakieś serum prawdy i z ciebie wyciągnąć o nas jakieś informacje.

– Porozmawiam z seneszalem o zmianie zakwaterowania dla ciebie- powiedział jeszcze Othal.- Lepiej spać blisko swojego celu, bo to ci ułatwi jego obserwację.

– Nim to, zainstaluję jeszcze w jego pokoju monitoring oraz nadajniki nasłuchujące- zachęcona wypowiedziami innych oficerów inżynier wtrąciła jeszcze swój pomysł.-  Jeszcze dodam do twojej broni krótkiej komorę na pociski paraliżujące, byś mógł go unieruchomić gdy będzie próbował uciekać z danymi lub mnie klepnie po tyłku.

– Martha, czy ty się z pierwotniakiem na łby pozamieniałaś?- spytał ironicznie Talder, a Kaspar odetchnął z ulgą, że wśród kadry oficerskiej jest jednak ktoś rozważny.- To super szpieg! Pierwsze co zrobi, to właśnie sprawdzi, czy w jego pokoju nie ma podsłuchu lub ukrytych kamer! Lepiej umieśćmy ich w jednym pokoju i do tego w jednym łóżku. Pierwszy oficer już wtedy będzie miał pewność, że nie wywinie mu żadnego numeru w nocy.

– Chyba, że Francis jest homoseksualistą- rozmarzyła się Anastazja, że aż jej oczy zabłysnęły.- Dwóch mężczyzn po przeciwnych stronach, których będzie łączyła wspólna więź.

– To może jeszcze, kurwa, dacie mi wazelinę do szafki, co!? – zdenerwował się mocno Kaspar, spoglądając na Ali’sal, która ewidentnie starała się opanować śmiech.- Albo przywiąże sobie sznurek do jego palca, wtedy na pewno będę miał pewność, że mi nie ucieknie. Kończcie te swoje żałosne dowcipy, bo przydzielę wam zadania oczyszczania pokładu!

– Wynika to z naszej troski o ciebie, Kasparze- odpowiedziała Ali’sal, ostatecznie przewalczając chęć do śmiania się.- Ale kilka pomysłów jest niezłych, jak z uwagą Anastazji o nie korzystaniu z poczęstunku. Przemyśl te pomysły, a potem wdróż je w życie. Wszyscy ci pomogą.

– Wezmę to pod uwagę, Lady Kapitan- powiedział poważnie pierwszy oficer, zabierając ze stołu swoją tablicę dotykową.- Jak rozumiem, to już koniec zebrania, czy mamy jeszcze jakieś rzeczy do omówienia?

– To wszystko- powiedziała Tha’litanka, wstając z krzesła.- Talis obiecał, że pomoże w badaniu okrętu Thalów, który nagle pojawił się przy Keplerze i powstrzymywaniu rady, by nie narzucała nam procesu, więc nie musimy sobie zawracać tym głowy. Każdą informację, którą zdobędzie, wyśle zakodowaną szyfrem naszej koterii drogą radiową. Francis Wall powinien w ciągu dwóch dni pojawić się na okręcie. Jeśli w tym czasie uda wam się przygotować „Hand of Glory” do wylotu, ruszymy bezzwłocznie. Kasparze, odbierzesz naszego gościa i wprowadzisz go na pokład. Ja będę miała przez ten czas kilka rzeczy do zrobienia, głównie papierkowa robota i nie będę mogła go powitać osobiście w chwili, gdy się pojawi. Pozostawiam to tobie.

– Oczywiście, Lady Kapitan- odpowiedział Kaspar, salutując.- W każdym razie, zebranie dobiegło końca. Oficerowie, do swoich zajęć. Wszystko w ciągu dwóch dni ma być gotowe do drogi. Osobiście będę was nadzorował.

Wszyscy kiwnęli głowami i wstali z miejsc, zaczynając opuszczać salę. Wtem do uszu Kaspara doszła cicha rozmowa Taldera z Anastazją.

– …dlatego mimo wszystko zostawię wazelinę w jego szafce- zaszeptał pierwszy pilot do mistrzyni artylerii, potem jednak zaciskając zęby, gdy zdał sobie sprawę, że był na tyle blisko człowieka, że to usłyszał.

– Mam dość wyczulony słuch- odpowiedział Kaspar, marszcząc brwi.- Talder, do mojego gabinetu z mopem na ramieniu. TERAZ!

 

*

 

Ali’sal wpatrywała się przez okno swojej kajuty na port w Nowej Nadziei. Naliczyła, że zadokowanych było sześć okrętów: trzy korwety, jedna fregata, krążownik, no i „Hand of Glory”. Te pięć statków należało do koterii Hawke, jednej z najpotężniejszych kamaryl pośród Wygnańców, a aktualnie, jeden z prowodyrów, że musieli jak najszybciej uciekać z planety. Statki innych koterii były albo na misjach albo w portach innych miast na planecie Kepler lub też dryfowały w próżni niedaleko planety, gdyż nie posiadały powłoki atmosferycznej, by móc zejść do dokowania na planecie. Była to stosunkowo młoda technologia, a co za tym idzie, droga, by móc ją zainstalować na statkach wielkości fregaty czy korwety. Dlatego wciąż było dużo pojazdów, które korzystało z promów atmosferycznych, by zejść na powierzchnię planety. Zainstalowane tam czujniki chłodzące, znane już w mniejszych statkach Federacji od końca XXI wieku, wciąż były niezastąpione, pomimo upływu dwóch wieków, ale problematyczne do zainstalowania w dużych okrętach kosmicznych z powodu ich wielkości. Łatwiej jest ochłodzić mały przedmiot o masie kilkuset kilogramów aniżeli potężne obiekty o wadze kilku megaton. Stąd też, niedaleko doków dla okrętów kosmicznych był specjalny port dla promów, których zadokowanych było kilkanaście.

Przy jednej z platform dla promów, Ali’sal dostrzegła grupę kilku osób, które ewidentnie wpatrują się w miejsce, gdzie powinien być zadokowany statek atmosferyczny. Tha’litanka od razu rozpoznała, że był to Kaspar wraz z obstawą, który oczekiwał na przybycie Francisa Walla. Mistrz szeptów koterii Thul przesłał informacje, że przyleci promem z pokładu „okrętu widmo” swojej kamaryli, na którym zbierał dane. Przekazała natychmiast swojemu pierwszemu oficerowi o miejscu i czasie przybycia gościa, by jeszcze pojawił się przed czasem. Kaspar przyjął to do wiadomości i zbierając komitet powitalny, składający się ze swojego sekretarza i kilku żołnierzy rodowych, ruszył na wyznaczoną platformę.

Tha’litana delikatnie odwróciła wzrok, gdy usłyszała syk otwieranych drzwi jej kajuty. W ramach wrót stanął jej mąż, Talder, ubrany w czysty mundur i zaczesane w koński ogon włosy. Kobieta uśmiechnęła się lekko:

– Zdołałeś się wyrobić ze sprzątaniem i przygotowaniem mostka do podróży?- spytała, pozwalają sobie na cichy chichot pod nosem.

– Sam nie wiem, co dla mnie było gorsze- burknął tylko pierwszy pilot, obejmując od tyłu swoją żonę.- Chyba jednak sprzątnie, gdyż odkryłem, że mam uczulenie na detergenty.

– Przynajmniej w końcu sterylny będziesz- stwierdziła, kładąc dłonie na jego rękach.- Było się nie nabijać z naszego Kaspara. Minęło już dziesięć dni, a ty jeszcze nie zdałeś sobie sprawy, że podchodzi do swoich obowiązków z wojskowym podejściem? Jeju, za jakiego ja głupka wyszłam.

– Ha ha, bardzo śmieszne- mruknął Talder, puszczając Ali’sal z uścisku.- On wciąż nie zdaje sobie sprawy, że to nie jest wojsko, tylko koteria wygnańcza. Tutaj zbytnia surowość nie popłaca.

– On sobie DOSKONALE zdaje z tego sprawę, miły mój- odparła Lady Kapitan, znów spoglądając przez okno.- Gdyby był ciągle w wojsku, twoją karą nie byłoby sprzątnie pokładu, a wymierzenie biczów na twoich plecach. Albo po prostu by cię rozstrzelał za obrazę rangi. Jedno z dwóch. Dlatego nie powinieneś narzekać na to, że musiałeś stać się na kilka godzin konserwatorem powierzchni płaskich.

– Mam wrażenie, że go faworyzujesz- stwierdził pierwszy pilot, również podchodząc do okna.

– Mylisz pojęcia- odparła natychmiast Ali’sal, kiwając głową.- Pomagam mu zaadaptować się do nowego środowiska, jakim jest załoga o luźnym podejściu do życia. Pamiętasz, jak to było z nami, gdy wyrwaliśmy się z dyscypliny, jaką próbowało nam narzucić Cesarstwo? Też szukaliśmy swojej drogi.

– Oczywiście- przyznał Talder, krzyżując ręce na piersi.- Z tym, że to ty nas rozbisurmaniłaś jako pierwsza oficer, gdy jeszcze Talis był kapitanem „Hand of Glory”. Przez kilka lat mieliśmy spokój. Teraz zaburzasz to, co sama sobie wypracowałaś, przydzielając nam wojskowego, który słowo dryl odnosi się do każdej czynności, która ma być wykonywana.

– Nowa władza, nowe zmiany. Przywykniecie- zakończyła szybko rozmowę na temat Kaspara Ali’sal i podając tablicę dotykową pierwszemu pilotowi.- Są ważniejsze rzeczy niż kwestionowanie moich wyborów. Tę informację dostałam przed chwilą od Talisa.

Talder wziął do ręki urządzenie i zaczął czytać wiadomość, którą podsunęła mu jego żona. Nie spieszył się z czytaniem, gdyż zdawał sobie sprawę, jakiego trudnego słownictwa potrafi używać jego szwagier. Po chwili, zablokował tablicę i oddał ją Lady Kapitan.

– To chyba dobrze, prawda?- spojrzał zdziwiony na Ali’sal.- Taka wyprawa wymaga większej siły zbrojnej, a skoro chce nam przekazać dwustu ludzi ze swojej osobistej ochrony, to świadczy, że bierze na poważnie naszą misję.

– Nie do końca- pokręciła głową Ali’sal, odkładając tablicę.- Wedle informacji Othala, nasz ród posiada siły zbrojne równe sześciuset żołnierzy, z czego na samym pokładzie mamy trzystu. Przydzielając nam jeszcze dwustu, zostanie z setką, która zajmie pozycje ochrony jego inwestycji. Czyli pozostanie z garstką, o ile z kimkolwiek. Przy obecnej sytuacji w radzie, to jak wejście owcy między wilki. Czyli pewna śmierć.

– Może dogadał się z koterią Thul?- zaproponował Talder, gładząc się po brodzie.- W końcu to nasi sojusznicy, od kiedy zostaliśmy dla nich inkwizycją, więc mogą zapewnić mu jakąś ochronę.

– Mój brat to dupek, ale głupkiem nie można go nazwać- zaśmiała się Ali’sal, kładąc dłoń na ramieniu swojego męża.- Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłby Talis, to byłoby wiara w swoich sojuszników, a tym bardziej ich karabiny. Napisałam mu, by mi nie wysyłał tych ludzi, by zostawił je sobie, ale odpowiedział mi, że mam się nie martwić, bo on sobie już poradził z ochroną osobistą. Na pytanie, kto to jest, wciąż nie dostałam odpowiedzi. Tylko zapewnienie, że najlepszą z możliwych. No i bądź tu mądry i pisz wiersze.

– Skaranie z tym Talisem, od kiedy stał się radnym- przyznał pierwszy pilot, wzdychając ciężko.- Nie dość, że zrobił się okrutnie krzykliwy, to jeszcze tajemniczy. I jeszcze ten przydział inkwizytorski. Nie mierzy naszych sił na zamiary, broniąc się tym, że nam ufa.

– Kolejne potwierdzenie słów milionów, że polityka spacza każdego. Jak będę miała ochotę kiedykolwiek zasiąść w radzie albo w czymś, co daje jakąś władzę polityczną, potrząśnij mną mocno- powiedziała żartobliwie Ali’sal. Po chwili jednak posmutniała, kładąc mu głowę na ramieniu.

Talder odwrócił się do swojej małżonki, przytulając ją mocno. Wiedział, że ma na sobie duży ciężar odpowiedzialności. Nie dość, że miała na swoich barkach życia wszystkich członków „Hand of Glory”, to jeszcze myśl, że jak zawali misję, cała koteria odpowie za tę porażkę. Ali’sal, na co dzień, była osobą o mocnym charakterze i do tego dowcipną, w ramionach Taldera była zwykłą kobietą, która znalazła oparcie w kimś, kto pomoże jej dźwigać brzemię odpowiedzialności. Pierwszy pilot na co dzień mógł uchodzić za osobę o bardzo bezstresowym podejściu do świata, ale nie zamierzał porzucać kogoś, komu ślubował oparcie do końca życia. Zwłaszcza, że jest to osoba, którą kochał od dłuższego czasu, nim jeszcze został pilotem na okręcie koterii Usi’nthar.

– Wynik był negatywny– mruknęła cicho Ali’sal w ramię Taldera, jeszcze mocniej go przytulając.

Mężczyzna nie odpowiedział, nie chciał denerwować małżonki czczymi słowami, że „to nic”. Dla niej to było bardzo ważne. Dla ich oboje było. Szukał czegoś, co mogło by odwrócić uwagę od trudnego tematu. Temat znalazł się wraz z przelotem promu nad ich fregatą.

– Oho, zdaje się, że przybył już ten mistrz szeptów- odparł Talder, odsuwając się od kobiety i łapiąc ją za ramiona, uśmiechając się ciepło.

Ali’sal odwrócił głowę, spoglądając, jak prom atmosferyczny ląduje właśnie na platformie, przy której stał Kaspar wraz ze świtą. Uwolniła się z uścisku swojego męża, składając dłonie na piersi. Jej twarz stała się nagle dość poważna:

– Pierwszy pilocie Ill’thal, proszę wrócić na swoje stanowisko. Chcę, by silniki były gotowe z wyjścia z atmosfery.

– Tak jest!- zasalutował swojej żonie Tha’litanin, odwracając się na pięcie.

Wewnątrz siebie, Talder cieszył się, że żona znów stała się stanowcza, to w pewien sposób poczuł się zwykłym oficerem, a nie kimś jej bliskim. Nie mógł sobie nie pozwolić na małą zemstę. Gdy znalazł się przy drzwiach, powiedział jeszcze:

– I weź ty zrób porządek z tymi plakatami! ABBA i Black Sabbath koło siebie? No proszę…

– Jak ja cię zaraz huknę…!- krzyknęła kobieta, rzucając w niego najbliższym przedmiotem, jaki miała pod ręką. Niestety, obiekt uderzył o zamknięte już drzwi. W ten sposób, Ali’sal straciła kolejną płytę Boney M ze swojej kolekcji.

Zaraz potem rozległ się alarm.

 

*

 

Kaspar czekał na platformie pół godziny, a już niemal ogłuchnął od wiatru i przelatujących promów. Nie był to poziom hałasu, który mógłby zagrozić człowiekowi. Od czasu instalacji systemów tłumiących w silnikach rakietowych pojazdów atmosferycznych, nie trzeba było nosić specjalnych ochraniaczy na uszy. Mimo to, narażenie się na zbyt długotrwały ryk takiego silnika może doprowadzić do tymczasowej głuchoty, która powinna zniknąć po kilku godzinach w ciszy.

Porucznik odsunął rękaw munduru, sprawdzając na zegarku która godzina. Wedle słów Ali’sal, prom z mistrzem szeptów Thulów powinien być tutaj dziesięć minut temu, a Kaspar nie znosił, gdy ktoś się spóźniał, nie uprzedzając wcześniej. Próbował skontaktować się ze statkiem, w którym transportowany był Wall, ale jedyną odpowiedzią był trzask z radia. Pozostało mu więc jedynie czekać i mieć nadzieję, że nie potrwa to pół dnia.

Ludzie, którzy mu towarzyszyli również wydawali się być znudzeni. Szóstka gwardzistów, ubranych z czarno-czerwone płaszcze i karabiny automatyczne rozmawiała ze sobą, popalając papierosy, co jakiś czas nerwowo spoglądając w stronę pierwszego oficera, czy ich nie skarci. Kaspar nie miał zamiaru ingerować w ich zachowanie, ponieważ tkwienie tu taki czas w formacji mogłoby każdego wytrwałego żołnierza doprowadzić do wściekłości. Stąd pozwolił im na chwilę wyluzowania. Zaskakujące było to, że osobą, która pomimo upływu czasu wciąż nie traciła poczucia obowiązków, był jego sekretarz. Nguan Lung był dwudziestoletnim mężczyzną rasy ludzkiej, o czarnej skórze i zupełnie pozbawionym włosów. Był ubrany w elegancki, czarny garnitur z symbolem koterii Usi’nthar na ramieniu. W dłoni trzymał tablicę dotykową, na której cały czas sprawdzał napływające z sieci koterii informacje, przekazując je Kasparowi. Dzięki temu wiedział, że brat Ali’sal przekazał do „Hand of Glory” dwustu swoich ochroniarzy, by dołączyli do sił zbrojnych na okręcie. Dla porucznika to posunięcie było niepotrzebne, gdyż prawdopodobnie tych trzystu, których wyszkolił Othal by w zupełności wystarczyło, jeśli umiejętnie zastosowałoby się ułożenie korytarzy wrogich okrętów. Miał pewność, że Ali’sal pomyślała w ten sam sposób, tym bardziej nie chcą pozostawiać Talisa samemu sobie. Ale skoro przedstawiciel koterii Usi’nthar w radzie się na to zdecydował, musiał mieć jakiegoś asa w rękawie, o którym nie chciał mówić. Kaspar miał wrażenie, że między Ali’sal, a Talisem trwa jakaś bratersko-siostrzana rywalizacja, o to, kto lepiej sobie poradzi wśród Wygnańców. Najbardziej pierwszego oficera denerwowało to, że chcąc czy nie chcąc, bierze udział w tej potyczce po stronie Lady Kapitan.

Myślenie o konflikcie przerwał wojskowemu sekretarz.

– Poruczniku, nadlatują- chłopak wskazał na zbliżający się w ich stronę prom.- Poznaję znak, zaciśnięta pieść z piorunami. To na pewno Thulowie.

Kaspar był pod pełnym wrażeniem wzroku i znajomości heraldyki swojego sekretarza. Był mu on z góry narzucony, jednakże widać było, że nie dano mu byle chłystka z ulicy, tylko kogoś, kto faktycznie ma pewne przydatne informacje. Kiwnął tylko głową, spoglądając w stronę zbliżającego się statku. Porucznik nie miał wątpliwości, że był to prom atmosferyczny, model Lunar II. Był on w kształcie torpedy ze skrzydłami, z dwoma silnikami rakietowymi i czteroma zwykłymi do pionowego startu. Bardziej przypominał on myśliwiec, aniżeli prom, ale wciąż miał gorszą manewrowość, zwłaszcza, gdy był pełny. We wnętrzu mieściło się dwadzieścia osób, trzydzieści, jeśli nie posiadały żadnego bagażu. Im był bliżej grupy z koterii Usi’nthar, tym Kaspar widział coraz więcej szczegółów. Pomalowany był w barwy Thulów, czyli szaro białe, z rozłożonymi skrzydłami z czteroma rakietami i działem automatycznym pod pokładem.

Działem, który rozpoczął ostrzał, gdy grupa Kaspara znalazła się w zasięgu.

Porucznik, gdy tylko usłyszał terkot działa, wydał krótki, acz głośny rozkaz „Chować się!”. Żołnierze, którzy wcześniej palili papierosy, rzucili się od razu w stronę najbliższych osłon, czyli dużych, metalowych skrzyń, a zaraz za nimi Kaspar i Nguan. Oficer dziękował w duchu, że Othal dobrze wytrenował tych ludzi, by reagowali natychmiast, a nie rozglądali się jak turyści.

Pierwsze pociski uderzyły o metalowe kubły. Szczęśliwie nie były puste, gdyż naboje zatrzymały się na tworzywie, które było w środku. Prom przeleciał w odległości dziesięciu metrów od skrzyń wzniósł się do góry, próbując manewrować i zmienić kąt strzału. Kaspar zdawał sobie sprawę, że to idealny czas, na wycofanie się w stronę „Hand of Glory”. Zaraz powinna się z resztą zlecieć straż portowa, która powinna usunąć niebezpieczny statek z doków. Porucznik wydał krótki rozkaz biegu z powrotem na okręt koterii. Żołnierze wykonali rozkaz i od razu zaczęli biec. Pierwszy oficer biegł jako pierwszy, zaraz za nim żołnierze, chroniąc będącego w środku sekretarza. Po kilku sekundach, Lunar II wymanewrował, tak by mieć grupę koterii Usi’nthar na celowniku. Kaspar cały czas krzyczał przez swój nadajnik

– „Hand of Glory”! Zdradzono nas! Jesteśmy atakowani! Wyślijcie wsparcie!

Gdy dostrzegł, że zaraz znajdą się znów w zasięgu działa, nakazał znów ukrycie się. Nie mógł zdecydować się na walkę, gdyż kaliber karabinów dzierżonych przez gwardzistów koterii nie przebije grubego pancerza Lunara II. Pozostała im tylko chowanie się. Gdy jednak dostrzegł, że prom zamiast wystrzelić z działa, użył rakiety, nakazał znów wszystkim uciekać. Wszyscy zerwali się na równe nogi. Szczęśliwie pocisk nie był naprowadzany, stąd też uderzył w grupę skrzyń. Torpeda miała jednak głowicę odłamkową, które rozbryzgały się w promieniu dziesięciu metrów. Dostatecznie, by kilka z nich dosięgło uciekających. Czując podmuch wybuchu Kaspar padł na ziemię, Szczęśliwie, nie trafił go żaden odłamek. Mniej szczęścia mieli żołnierze. Wielu z nich zostało poważnie rannych w wyniku uderzenia, ale nie były to witalne punkty, a kamizelki ochronne pod płaszczami zabsorbowały część uderzenia. Nguan został poważnie trafiony w nogę, do tego stopnia, że nie mógł ją w ogóle ruszać. Porucznik wstał z ziemi, ale słyszał za sobą już silnik rakietowy promu, który zaraz zacznie dobijać rannych.

Nagle usłyszał świst odpalanej rakiety. Odwrócił się i zobaczył, że w prom trafił jakiś pocisk, który bardzo szybko wybuchnął. Pancerz maszyny nie wytrzymał energii kinetycznej rakiety i sam zaczął eksponować od wewnątrz i zajmować się ogniem. Pilot, który prowadził statek stracił nad nim kontrolę bądź zginął w wybuchu, gdyż pojazd natychmiast zaczął spadać w dół. Ogień musiał się dostać do przewodów paliwowych silnika, gdy po chwili wystąpiła eksplozja, która zupełnie zniszczyła prom.

W tym czasie, Kaspar wstał z miejsca i chwycił natychmiast za swój pistolet, szukając strzelca. Przez dym oficer dostrzegł człowieka stojącego zaraz przy windzie przy platformie, trzymającego w dłoni rakietnicę, z której unosił się dym. Nosił szaro-biały mundur z symbolem zaciśniętej pięści z piorunami. Kaspar podbiegł do niego, celując cały czas z pistoletu.

– Opuść broń i padnij na ziemię, już!- zakrzyknął w stronę strzelca. Niby ich uratował, ale co jeśli źle obliczył cel i to oni mieli być ofiarami strzału. Gwardzista Thulów opuścił rakietnicę i faktycznie padł na ziemię. Gdy jednak dym opadł, Kaspar dostrzegł jeszcze jednego człowieka, który właśnie wstawał z klęczek, głośno kaszląc. Była to osoba o siwych włosach i koziej brodzie, a także w szaro białym mundurze. Patrząc na cerę nie wydawał się jednak być stary.

– Nie strzelaj, chłopcze- powiedział mężczyzna, podnosząc do góry ręce.- Jesteśmy przyjaciółmi, nie wrogami.

– Kim jesteś?- zapytał się Kaspar, cały czas celując w dwójkę mężczyzn.

– Nazywam się Francis Wall i jestem mistrzem szeptów koterii Thul- odpowiedział mężczyzna, zupełnie się prostując.

Pierwszy oficer chciał już zadać kolejne pytanie, lecz usłyszał za sobą głośne kroki. Mając cały czas na muszce Thulów, spojrzał do tyłu. Zobaczył tam grupę żołnierzy, ubranych w czarno-czerwone mundury i prowadzonych przez Naczelnika. Gwardziści koterii Usi’nthar szybko zajęli się rannymi, zaś Othal wraz z kilkoma swoimi ludźmi dołączyli do Kapsara, mając również odbezpieczoną broń.

– Przybyliśmy tak szybko, jak tylko mogliśmy, poruczniku- odpowiedział Naczelnik, celując w Walla.- Więc Thulowie nas zdradzili? Brać ich żyw…

– Stójcie panowie, myślcie rozsądnie- odpowiedział zaskakująco spokojnie Wall, wciąż jednak mając podniesione ręce.- Została wam podana informacja, że przylecę promem, prawda? Jak widać, stoję tutaj, a nie zmieniony w proch na statku. Wszyscy zostaliśmy oszukani.

– Wytłumacz się- nakazał od razu Kaspar, mrużąc oczy.

– Najpierw pozwólcie mi opuścić ręce i pozwolić wstać mojemu człowiekowi. Nie będę odpowiadał pod przymusem karabinów- odparł Francis, nie tracąc rezonu.-  Jako zastępca głowy koterii Thul mam prawo do przesłuchania przez inkwizycję w godziwych warunkach.

Kaspar i Othal byli mocno zaskoczeni reakcją Walla. Będąc na celowniku około dziesięciu osób wciąż miał odwagę mówić bez zająknięcia i pewnym swej racji. Naczelnik spojrzał na porucznika, a ten tylko kiwnął głową na zgodę. Jednym ruchem ręki, mistrz drylu nakazał opuszczenie broni przez żołnierzy.

– Zostaniecie przesłuchani na „Hand of Glory”- powiedział pierwszy oficer, chowając pistolet do kabury.- Żołnierze, odprowadźcie mistrza szeptów na dolne pokłady. Tam go osobiście przesłucham.

 

*

 

– Kawy, panie Wall?- spytał Kaspar, krzyżując ręce na piersi, spoglądając mężczyźnie prosto w oczy.

– W moim wieku jest już raczej szkodliwa, ale pan niech się nie krępuje- odparł miło mistrz szeptów.

Pierwszy oficer kiwnął tylko głową, nalewając sobie trochę czarnego napoju z porcelanowego czajnika. On i Francis siedzieli w pokoju przesłuchań, który udostępnił im Othal w dolnych podkładach. Cały zrobiony był z metalowej ściany, z jednym stołem i dwoma krzesłami, na których siedzieli obaj mężczyźni. Niedaleko sali znajdował się karcer, w którym zamykano marynarzy, którzy nie przestrzegali zasad podróży. Obecnie świecił pustkami, ale Kaspar wiedział, że niedługo po starcie „Hand of Glory” nie będzie tutaj tak pusto.

– Rozumiem- powiedział porucznik, kosztując kawy.- Więc, proszę mi powiedzieć, jak to w końcu było. Wedle komunikatu, jaki otrzymała Lady Kapitan, miał Pan przylecieć promem z „Wuja Johna”.

– Od samego początku, gdy została nadana ta informacja, było to kłamstwem. Sam się o tym dowiedziałem dopiero w chwili, gdy pojawił się u radnego Usi’nthar, by domknąć warunki naszej umowy. Ten jednak był zdziwiony, że mnie tu widzi, skoro miałem się znajdować na „statku widmo” i dopiero stamtąd pojawić się na Waszej fregacie. Nie traciłem rezonu, tylko od razu zdecydowałem się skontaktować z „Wujem Johnem”. Nie otrzymałem jednak żadnej informacji zwrotnej, tylko trzask zakłóceń.

– To tak samo jak my- potwierdził słowa Walla Kaspar, słuchając mężczyzny.- Ale jesteście najlepszym z najlepszych szpiegów, jaką zna galaktyka, więc powinniście się przełamać przez zakłócenia.

– Z całym szacunkiem, panie Thave, nasłuchaliście się legend i mitów, dotyczących mojej osoby, a prawda jest bardziej prozaiczna. Jestem… byłem dobry, ale są lepsi. Dobry szpieg to taki szpieg, o którym nikt nie ma pojęcia- odparł spokojnie Francis, pozwalając sobie nawet na uśmiech.- Ale wracając do tematu przesłuchania, faktycznie, znam metody na przechodzenie zakłóceń, ale w tamtym momencie nie miałem odpowiedniego sprzętu, ani tym bardziej czasu. Mogłem się domyślać, że okręt został prawdopodobnie zajęty przez renegatów i teraz planują zniszczyć sojusz, jaki zawarliśmy z waszą koterią. Wziąłem człowieka, którego miałem pod ręką i ruszyliśmy autem na platformę dokującą. Poinformowałem też Siły Obrony Planetarnej o potencjalnej kradzieży, by mogli zareagować jak najszybciej. Nie wiem, co zdołali zrobić, ale na pewno usunęli zakłócenia, co dało mi możliwość skontaktowania się z korwetą. Okręt faktycznie był zaatakowany przez renegatów, którzy wciąż się czaili w kamaryli, jako wtyczki, ale było ich na tyle mało, że zostali odparci. Wprowadzili jednak zakłócenia oraz wykradli jeden z promów na pokładzie. Dalej już zapewne możecie się domyślać, co było.

– Tak, domyślam się- przyznał Kaspar, nie chcąc już dopytywać się, skąd akurat w bagażniku znalazła się wyrzutnia rakiet.- Ale dlaczego nie próbowano skontaktować się w takim wypadku z nami, by nas ostrzec.

– Próbowano- odpowiedział Francis, lustrując wzrokiem pierwszego oficera.- Ale zakłócono również wasze węzły komunikacyjne, stąd nie otrzymywaliście żadnych wiadomości.

– Przecież wewnętrzna komunikacja działała- stwierdził porucznik, rozkładając ręce.- Więc i tam powinny być zakłócenia, a tym czasem, przepływ informacji był w normie. I by tego dokonać, trzeba byłoby to zrobić od wewnątrz.

– Słuszne spostrzeżenie- pochwalił Kapara mistrz szeptów.- Chyba zdaje sobie Pan sprawę, jaki z tego wniosek.

– Renegat na statku- odpowiedział bezpośrednio porucznik, ponownie kosztując kawy.- I to ktoś w randze młodszego oficera lub wyżej, skoro ma dostęp do systemów sieci.

– Brawo- zaklaskał kilka razy Wall.

Dopiero teraz doszło do Kaspara, co takiego powiedział. Zdrajca na pokładzie. Ktoś, kto chce podkopać koterię Usi’nthar dla niewiadomego w chwili obecnej celu i to w momencie, gdy akurat mają wyruszać z misją inkwizycyjną. Dla kogoś, kto dopiero niedawno dołączył do załogi, był to jak cios w brzuch. Jeśli wyjdzie to na światło dzienne, wszyscy będą podejrzewali Kaspara o to, że to on był sabotażystą. Nie, musiał jak najszybciej dotrzeć do prawdy.

– Chwila, skontaktuję się z naszą inżynier, ona bezpośrednio będzie wiedziała, czy ktoś grzebał przy sieci.

Kaspar miał już włączać komunikator, gdy nagle dojrzał, że Francis kiwa głową.

– Na twoim miejscu zrobiłbym to osobiście- odparł mistrz szeptów.- Kanał może być wciąż na podsłuchu i skoro mamy złapać tego kreta, nie powinniśmy się afiszować, że wiemy o zakłóceniach.

– Zaraz, jak to my?- spojrzał podejrzliwie porucznik, faktycznie jednak wyłączając komunikator.- Pan nie jest członkiem załogi, więc nie powinno to pana dotyczyć, co się dzieje wewnątrz naszej koterii.

– Proszę nie udawać idioty, panie Thave- oparł beznamiętnie Wall.- Doskonale wiem, że jako gość będę raczej zakładnikiem Pańskiej kamaryli i wszystko, co stanie się złego, będzie moją winą. Przynajmniej tak będzie sądziła załoga. Dlatego warto wykorzystać tę kartę atutową, by zmylić prawdziwego zdrajcę, jeśli prawda o zdrajcy wyjdzie poza krąg pana zaufanych osób. Poza tym, istnieje szansa na to, że obie nasze koterie stały się atakiem jednej, wspólnej intrygi, kierowanej przez kogoś z zewnątrz. Wtedy, aby osłabić wroga, powinniśmy współpracować.

Kaspar nie wiedział, co odpowiedzieć. Racjonalizm podpowiadał mu, że to wszystko retoryka zawodowego szpiega, który z niechętnego mu człowieka zrobi sobie sojusznika. Serce mu jednak mówi, że za piękna maską koterii Usi’nthar czai się przerażający potwór, który tylko czeka, aż ofiara złapie się w jego lepką sieć. Co więcej, był tu ze wszystkich najkrócej, więc jeśli popełni błąd, wszyscy będą go obwiniali za popełniony czyn. I nie będzie już go chronił immunitet Ali’sal, która zapewne odwróci się od niego, niezależnie od wspólnych koneksji.

Był jednak przede wszystkim pierwszym oficerem i nie mógł sobie pozwolić na żaden błąd. Jeśli faktycznie istniał jakiś kret na pokładzie, musiał na początek sam zbadać sprawę, trzymając z dala kogoś z zewnątrz, który podsuwając tę myśl, chciał zaskarbić sobie zaufanie osoby, która trzymała w ryzach niemalże całe kadry. Jeśli wynikło coś dobrego z pobytu we flocie Federacji, to było pokładanie zaufania w towarzystwo najbliższych współpracowni-ków i nie poddawanie się plotkom i fałszywym informacjom. Dla Kaspara obecnie najbliższa była załoga „Hand of Glory” i wolał trzymać się ich niż byłego szpiega, w dodatku takiego, którego koteria nie do końca mogła mieć czyste zamiary w tej misji.

– Nie będę ingerował w tę sprawę osoby trzecie- odpowiedział po chwili namysłu mężczyzna.- Osobiście sprawdzę błędy w komunikacji i jeśli faktycznie było, tak jak Pan mówi, pańska wolność zostanie zwrócona. Jeśli tak nie będzie, powołana zostanie grupa, która osądzi pana wedle prawa namaszczenia przez inkwizycję. Skończyłem na dzisiaj.

Kaspar wstał z krzesła, spoglądając na reakcję mistrza szeptów. Jak się mógł spodziewać, twarz przesłuchiwanego nie dała poznać nic po sobie. Pierwszy oficer domyślał się, że tak będzie, w końcu miał do czynienia z osobą, która na prowadzeniu przesłuchań zjadła zęby. Francis Wall siedział uśmiechnięty, mając ręce na piersiach.

-W takim razie myślę, że w niedługim czasie znów się zobaczymy, panie Thave- mistrz szeptów, pomimo bycia uśmiechniętym, odparł zupełnie beznamiętnie.- Miłego dnia.

Pierwszy oficer pozwolił sobie na ostatnie spojrzenie na radnego Walla. Teraz dopiero dostrzegł oczy Francisa. Kaspar miał wrażenie, że wzrok przesłuchiwanego przedziurawi mu głowę i wydrze z mózgu wszystkie sekrety. Zachowując zimną krew, Kaspar zrobił kilka kroków i wyszedł w końcu z pokoju, zamykając drzwi.

Przed salą czekała na niego dwójka żołnierzy koterii, ubranych w płaszcze w barwach kamaryli oraz karabiny, a także Anastazja Jurkowa, odziana w przydziałowy mundur oraz pistolet w kaburze. Tym razem włosy miała falowane, ale dalej dość kontrastową urodę w postaci mocnego, czerwonego makijażu. W dłoni trzymała tablicę dotykową. Gdy Kaspar odebrał honory od gwardzistów, kobieta krótko ukłoniła się oficerowi.

– Pilnujcie więźnia. Jak będzie próbował uciec, nie bójcie się go sparaliżować- powiedział spokojnie mężczyzna.

Żołnierze uderzyli obcasami butów o siebie, przyjmując rozkaz. Kaspar od razu ruszył do przodu, a obok niego, po lewej stronie Anastazja.

– Nagrałaś wszystko, jak prosiłem?- spytał EXO, spoglądając kątem oka na mistrzynię artylerii.

– Tak- odparła krótko, podając tablicę Kasparowi.- Wciąż nie rozumiem, dlaczego to musiałam być ja, a nie twój sekretarz albo Othal, do którego należy to pomieszczenie.

– Ten pierwszy leży w lazarecie z postrzeloną nogą, a nasz niebieskoskóry oficer dryluje załogę przed wyruszeniem- odpowiedział, odbierając urządzenie i chowając urządzenie do futerału przy pasie.- A tylko do ciebie jeszcze mam zaufanie, jeśli chodzi o normalnych oficerów na tym okręcie.

– Słusznie- skwitowała tylko Anastazja.

Wyszli z pomieszczeń, które służyły jako więzienie dla niesfornych załogantów i korytarzem, zupełnie pozbawionym jakichkolwiek drzwi, skierowali się w stronę windy.

– Co sądzisz o tych zeznaniach?- spytał po chwili milczenia Kaspar.

– Sprawdziłam informacje o problemach komunikacyjnych. Faktycznie, wystąpiły takowe, ale wedle danych od Marthy, mogły być spowodowane burzą słoneczną, która trwała blisko Keplera w momencie, gdy próbował się z wami komunikować Wall- odpowiedziała kobieta, wpatrując się przed siebie.- Do tego potwierdzona została obecność mistrza szeptów Thule u Talisa i próbę kontaktu brata Lady Kapitan z „Hand of Glory”.

– Czyli mówił prawdę- powiedział niezbyt zadowolony wojskowy.

– Niestety- skwitowała Anastazja, również okazując niezadowolenie z tego powodu. – Wydać rozkaz uwolnienia?

– Nie.- odparł krótko Thave, stając i odwracając w stronę kobiety.- Zrobimy to w chwili, gdy wlecimy już do tunelu. Straci wtedy możliwość kontaktu ze swoimi przełożonymi, aż nie wlecimy do gwiazdozbioru Żagla. A w tym czasie wiele się może jeszcze wydarzyć.

– Wedle rozkazu, sir- zasalutowała mistrzyni artylerii.

– Ile razy mam powtarzać, nie tak oficjalnie- westchnął oficer, ruszając dalej.- To nie Federacja Solarna czy Cesarstwo Tha’litan, byśmy musieli się do siebie zwracać tytularnie. Przynajmniej w stosunku do kadry oficerskiej.

– Rozumiem- westchnęła Anastazja.

W niedługim czasie stanęli w końcu przy windzie. Mistrzyni artylerii nie musiała jechać razem z Kasparem, gdyż jej stanowisko pracy znajdowało się na tym poziomie, jednak zdecydowała się jeszcze chwilę poczekać razem ze swoim przełożonym. Wojskowemu z resztą to nie przeszkadzało. Anastazję lubił najbardziej z całej kadry, gdyż była najbardziej ogarniętą oficer na „Hand of Glory”, a przy tym, łączyła ich dawna służba we flocie Federacji, którą następnie porzucili na rzecz pracy dla koterii Usi’nthar. Szczęśliwie, oficer Jurkowa nigdy nie miała bezpośredniej relacji z Fiodorem Discindusem, stąd Kaspar mógł się czuć bezpiecznym ze swoją dawną tożsamością.

– Myślisz, że, gdy Wall mówił o tym szpiegu, próbował mnie zachęcić do działania wbrew załodze?- Nie wytrzymał i w końcu pierwszy oficer spytał swoją podwładną.

Anastazja spojrzała swoimi zimnymi oczami na twarz Kaspara, jakby w niej szukając odpowiedzi. Wojskowy czuł się podobnie, w chwili, gdy Francis go lustrował w pokoju przesłuchań. Z tym, że o ile jego wzrok był dość pusty, to gdy robiła to mistrzyni artylerii, po plecach przechodziły go ciarki. W końcu oderwała spojrzenie od niego na rzecz stalowych wrót do windy.

– Myślę, że miał dobre intencje i faktycznie chciałby ci pomóc w złapaniu tego szpiega- odpowiedziała po chwili milczenia.- Ale nie wiem, czy działał w tym momencie dla wspólnego interesu czy też obudziła się w nim paranoja. W końcu to były szpieg. Węszenie spisków to dla niego był chleb powszedni. Mimo wszystko, zachowaj czujność, tak na wszelki wypadek.

– Nie zamierzam puszczać gardy- odparł z uśmiechem Kaspar, chcąc powiedzieć, że nawet ona ma jednak swoją słodką stronę, ale ugryzł się w język.- Jeśli zauważysz jakieś podejrzane zachowania, daj mi od razu znać, dobrze?

– Oczywiście- odpowiedziała również z uśmiechem Anastazja.

Kaspar miał wrażenie, że ta kobieta zmienia się jak w kalejdoskopie tylko za sprawą mimiki. Gdy jest poważna, każdego normalnego mężczyznę przeszłyby ciarki po grzbiecie, ale w chwili, gdy się uśmiecha, chciałoby się ją zabrać tylko dla siebie. Szczęśliwie dla wojskowego, uczono go, jak nie ulegać czarom kobiecego piękna. Dawniej uważał, że te szkolenia z kontrwywia-dem to było marnowanie czasu, ale jak się okazało, przyniosło to pozytywny rezultat później.

– Więc to wszystko, Anastazjo- odpowiedział w ogóle niezmieszany mimiką swojej podwładnej.- Wracaj na stanowisko, lada moment może przyjść rozkaz wylotu.

– Jeszcze jedno, Kasparze- rzuciła jeszcze mistrzyni artylerii, akurat w chwili, gdy na piętrze pojawiła się winda.- W sali narad, gdy po raz pierwszy padło hasło, że nasza misja będzie się odbywała w gwiazdozbiorze Żagla, miałam wrażenie, że mocno pobladłeś. Mogę wiedzieć, co się stało?

I według Ali’sal nie mamy dobrych śledczych, powiedział w myślach Kaspar, gdy Anastazja podzieliła się swoimi spostrzeżenia-mi. Zaczęły go nachodzić myśli, czy przypadkiem ta kobieta nie odkryła jego tożsamości i jest przy tym szczególnie ciekawa, co się stało w tym systemie z powodów osobistych. Albo był to zupełny przypadek.

– Bo to moja pierwsza misja w systemie, gdzie nastąpiła supernowa- odpowiedział wymijająco Kaspar, wchodząc do windy.- A co za tym idzie, promieniowanie gamma, niebezpieczne dla człowieka.

– Rozumiem- przytaknęła Anastazja, spoglądając, jak Kaspar znika we wrotach. Westchnęła tylko i odeszła od wrót. Mruknęła jeszcze do siebie.- Kłamstwo nie jest twoją mocną stroną, co Kasparze?

 

*

 

– Lady Kapitan, dostaliśmy właśnie informację o tym, że wszystkie systemy okrętu są już sprawne- powiedział oficer łączności na okręcie, który siedział na swoim stanowisku niedaleko Tha’litanki.

Ali’sal kiwnęła tylko głową na znak przyjęcia wiadomości. Cieszyła się, że komunikacja ponownie zaczęła działać, a burza słoneczna się skoczyła. Teraz mogli bez przeszkód ruszyć na misję.

Mostek również zdawał się być w pełni gotowy do rozpoczęcia operacji. Talder siedział na fotelu głównego pilota zaraz pod jej tronem, wydając rozkazy swoim podwładnym. Pomimo tego, że tę fregatę można było kierować w pojedynkę, znacznie łatwiej było pracować w grupie osób, w której każda odpowiadała za zupełny inny podzespół w trakcie lotu. Duże znaczenie miało to właśnie w stracie statku, a także podczas bitew. Bo sam lot nie był już jakoś specjalnie wymagający, zwłaszcza, jak się wlatywało do tunelu. Przy konsoletach po prawej stronie było stanowisko nawigatorów, którzy wciąż wyliczali trasę podróży. Gdy wchodzili już w prędkość ponadczasową, nie mogli pozwolić sobie na zderzenie z żadnym większym obiektem w początkowej fazie podróży. Potem włączano już systemy namierzania dalekiego stopnia, które wyliczały potencjalne niebezpieczeństwo trafienia w gwiazdę czy też planetę i w porę ostrzegały pilotów o kolizji, by we współ z pilotami, nawigatorzy zmieniliby na bieżąco trasę w taki sposób, by trafić do celu. I w reszcie, lewa strona mostka to największe stanowisko, czyli centrum komunikacji oraz detekcji, gdzie identyfikowano obiekty w tracie podróży oraz trzymano łączność wewnątrz okrętu, a także przechwytywano i wysyłano wiadomości spoza „Hand of Glory”. Mnogość otrzymywanych komunikatów mógł wywołać ból głowy niejedną osobę, stąd też wymagane było trzymanie głównego oficera łączności, który z miejsca segregował informacje od tych mnie to bardziej priorytetowych. Szczęśliwie dla Ali’sal, jej podwładny był La’u, których cechą rasową był wyczulony słuch i podzielność uwagi tego zmysłu.

Patrząc na to wszystko z platformy, na której był umieszczony tron kapitański, Ali’sal był dumna, że pracuje z tak odpowiedzialną załogą, która była przeszkolona w zalecanych im obowiązkach. Moment startu podtrzymywał ją zawsze na duchu, że uda im się osiągnąć zamierzony cel. Nieświadomie uśmiechnęła się i usiadła na swoim siedzisku i czekała na przyjście jej pierwszego oficera.

Nie minęła nawet minuta, gdy jej adiutant zaanonsował przybycie Kaspara słowami „oficer na mostku”. Tha’litanka od razu wstała z miejsca i spojrzała kątem oka na zbliżającego się wojskowego. Ten, gdy znalazł się w odległości jednego metra od kapitan, zasalutował.

– Jak tam nasz gość?- spytała od razu Lady Usi’nthar, krzyżując ręce na piersi.

– Bezpieczny, w pokoju przesłuchań. Wypuścimy go dopiero, gdy wejdziemy w tunel- odpowiedział spokojnie Kaspar, stając po prawej stronie tronu.- Jakieś problemy powiązane z atakiem na platformie?

– Żadnych- zaprzeczyła Ali’sal zajmując miejsce na tronie.- Siły obrony planetarnej na Keplerze osobiście stwierdziły, że nasza koteria nie była w żadne sposób winna potyczki. Talis zapewnił, że zajmie się papierkową robotą, a my mamy ruszać bez zwłoki, gdy będziemy gotowi.

– Doskonale- stwierdził Kaspar, odwracając głowę w stronę głównego oficera łączności. – Sagar, zaczynamy ostateczne sprawdzenie gotowości okrętów. Wysłać informacje do dowódców poszczególnych zespołów „Hand of Glory”.

– Tak jest- odpowiedział krótko La’u, wywołując przez interkom wszystkich najważniejszych oficerów.

– Tu Martha- odpowiedziała jako pierwsza na wezwanie główna inżynier.- Wszystkie systemy sprawne, detektor zainstalowany bez przeszkód i w pełni kompatybilny z podzespołami, pluszaki bezpieczne na półce. Przesyłam informacje do pozostałych oficerów. Hiro, bez odbioru.

– Tutaj Kal’an- powiedział Tha’litanin, który zajmował głównym reaktorem.- Brak uszkodzeń na rdzeniu kryształowym, brak wycieku plazmy, energia przepływa wprost do silników i najważniejszych zespołów na okręcie. Szacowany czas pracy reaktora dwa tygodnie, wymagane będzie uzupełnienie energii do kryształu.

– Kin raportuje- odezwał się nagle w interkomie oficer odpowiedzialny za działanie silnika.- Potwierdzam słowa Kal’ana. Energia przepływa. Silnik plazmowy ma szacowany czas działania na obecnym poziomie paliwa pięć miesięcy, zaś czasowy, dwa miesiące. Możliwe wejście w prędkość ponadczasową przy szybkości trzech jednostek astronomicznych na godzinę. Silniki pionowe kompatybilne z systemami kierującymi. Reszta, w granicach normy. Koniec raportu.

– Tu mówi Talder- zaraportował się pierwszy pilot.- Mam pełen dostęp do silników, systemów manewrujących i a także do ekranów bojowych i eksploracyjnych. Mniejsze podzespoły w normie.

Po chwili, gotowość wszystkich podsystemów bojowych potwierdziła Anastazja, a zaraz za nią odezwał się Othal, informując o stanie załogi. Trzech pijanych załogantów zamknął na dwa dni do karceru, jednego, rannego, do lazaretu. Systemy łączności również potwierdziły, że były sprawne wszystkie systemy komunikacyjne, a odbiornik fal radiowych przyjął kod wewnętrzny koterii Thul.

– Planowany czas lotu do gwiazdozbioru Żagla?- spytał w końcu Kaspar, gdy mniejsze zespoły również zgłosiły gotowość.

– Prawdopodobny trzy tygodnie, jeśli nie natrafimy na żadną kolizyjną- odpowiedział oficer łączności.- Przechwyciliśmy komunikat od Severusa Thul. Wedle wyliczeń jego specjalistów, powinien przybyć do sytemu dzień albo dwa po naszym wlocie. Mamy nadać sygnał, że również znajdujemy się w gwiazdozbiorze.

– Lady Kapitan, zgłaszam gotowość okrętu do startu- zaraportował wojskowy swojej przełożonej.- Możemy prosić o pozwolenie stacji kontroli lotów o pozwolenie.

 

*

 

– Tutaj wieża kontroli lotów Kepler 21- odpowiedział Nuncjusz, gdy fregata „Hand of Glory” prosiła o pozwolenie na start.- Udzielamy pozwolenia. Życzymy przyjemniej podróży i zapraszamy ponownie.

Mężczyzna odłączył się od oficera łączności okrętu koterii Usi’nthar i rozłożył się wygodnie na fotelu. Tymi słowami zakończył właśnie dzień swojej pracy na rzecz urlopu. Chwilę później przyszedł jego zmiennik. Nuncjusz założył na siebie płaszcz i wyciągnął z niego paczkę papierosów. Zaraz potem skierował swoje kroki na zewnątrz, zakładając wcześniej ochraniacze na uszy. Gdy wrota się otwarły, znalazł się na balkonie wieży, który rozciągał się na całe północne lądowisko. Miał tutaj spojrzenie na wszystkie statki, które wylatywały w próżnię. To była właśnie dla niego najlepsza część pracy: obserwacja startujących okrętów. Zawsze marzył\ o zostaniu pilotem, nie mniej nie udało mu się osiągnąć dostatecznej ilości punktów na egzaminie wstępnym i został odrzucony. Próbował jeszcze trzy razy, ale po trzeciej porażce, dał sobie z tym spokój na rzecz zostania oficerem łączności. Co prawda, liczył na przydział okrętowy, ale skończył jako kierownik jednej z wieży kontroli lotów na Keplerze, dość nudnej funkcji, ale jednak mającej coś wspólnego z podróżami kosmicznymi. W końcu to on decydował, czy dany okręt będzie mógł startować.

Odpalił papierosa od zapalniczniki i zaczął się rozglądać za odlatującą fregatą. Nie minęło nawet dziesięć sekund, gdy dostrzegł okręt koterii Usi’nthar. Długi na pół kilometra i wysoki na trzydzieści, o dwóch zespawanych z kadłubem skrzydłach. Niemalże cały był pomalowany na czarno czerwono, a jedna na skrzydłach namalowany pożerający własny ogon wąż. Pod okrętem było przymocowane potężne działo, wysyłające puls elektromagnetyczny, bardzo niebezpieczny, jeśli okręt nie miał powłoki kryształowej. Zaskoczyło go to, że na skrzydłach nie były zainstalowane żadne działa, jak to zazwyczaj było w modelach Saber IV. Ale dopiero po chwili Nuncjusz dostrzegł, że na burtach są zainstalowane makrodziała burtowe. Kolejny okręt hybrydowy. Tego typu fregata była przeznaczona do walki przedniej, nie burtowej, co było cechą typową dla statków tego typu federacji. Do walk burtowych służyły krążowniki. Ale jeśli spełniał on swoją rolę. Zaciekawiło go to, że mostek nie był zintegrowany z kadłubem, tylko na podwyższeniu. Zawsze, gdy widział tego typu konstrukcje, myślał, że to działa jak napis „tu strzelać”, ale z czasem zdał sobie sprawę, że było to dość pomysłowe, gdyż osoby będące na mostku miały doskonały widok na to, co się dzieje wokół nich, a sam obiekt skonstruowany z kryształu solarnego i tytanu, przez co, był bardzo wytrzymały. Często jeszcze instalowano systemy antyrakietowe.

„Hand of Glory” było przez chwilę jeszcze w chwytakach, które przytrzymywały statek, ale po chwili dostrzegł, że silniki pionowego startu były już aktywne. Potężne ramiona powoli zwalniały okręt ze swojego chwytu, by w reszcie zostawić statek samemu sobie. Zaczyna się, pomyślał kierownik kontroli lotu, zaciągając się papierosem. Fregata, gdy była wolna od ucisku, utrzymywała niemalże idealny poziom, co było zasługą systemów manewrujących. Powoli, moc silników plazmowych, zainstalowanych na podwoziu przybierała na sile, unosząc ciężki okręt coraz wyżej. W ciągu zaledwie trzydziestu sekund, okręt osiągnął wysokość troposfery i wznosił się dalej. Szczęśliwie, dzień był bezchmurny, stąd też, gdy fregata osiągnęła poziom mezosfery, wyrzucił papierosa i podbiegł do lunety, by obserwować powolną zmianę kąta nachylenia statku. W tym miejscu pilot zawsze musiał być ostrożny, by odpowiednio manewrować okrętem i współdziałać z osobą odpowiedzialną za silniki.

Gdy statek osiągnął już odpowiedni kąt, z hukiem włączały się główne silniki plazmowe. Ich siła była tak wielka, że mogłyby zniszczyć wiele obiektów, gdyby odpalane byłby na powierzchni, ale na wysokości pięćdziesięciu kilometrów nie stanowiły takiego zagrożenia. Tył fregaty zabłysnął na pomarańczowo-niebieskie barwy i wypchnął z dużą mocną okręt, który z czasem osiągnie granicę atmosfery planety i wleci w kosmos. Nuncjusz ściągnął oko z lunety i spojrzał na niebo, na którym została smuga po plazmie. Statek musiał teraz wejść w stan tunelu czasoprzestrzennego. Musiał być to przecudny widok, ale niestety, z litosfery niemożliwy do zaobserwowania gołym okiem, a nawet przez prymitywne przyrządy optyczne. Kierownik wrócił do wieży, by się przebrać i w końcu nacieszyć się okresem urlopu.

 

*

 

– Poziom próżni osiągnięty bez żadnych problemów- przekazał sukces załodze Kaspar.- Gratulacje.

Obecni na mostu, a także ci, którzy byli w innych częściach statku załoganci zaczęli bić brawo. Zwyczaj wziął się jeszcze sprzed wieków, od Polaków, którzy po lądowaniu statków powietrznych zawsze w ten sposób wyrażali podziękowanie dla pilotów za bezpieczną podróż. Obecnie czyniono to też przy starcie, gdyż niekiedy sam proces rozpoczęcia lotu był trudniejszy niż samo lądowanie. Dziwny zwyczaj, ale dość miły. Pierwszy oficer dostrzegł, że również Lady Kapitan zaklaskała kilka razy.

Ali’sal, pomimo tego, że większość swojego życia spędziła w kosmosie, wciąż nie mogła się nadziwić jego przerażającego pięknu. Pomimo, że obecnie istnieje wiele tysięcy różnych tworów politycznych, grup najemniczych czy korporacji, które kolonizują galaktykę, to wciąż zdawała się być pusta. Czarna, niezidentyfikowana materia pogrążająca okręty sprawiała, że człowiek, Tha’litanin czy La’u wydawał się być taki mały. Teoria pewnego profesora z cesarstwa, Za’lathala Is’kala mówiła, że każdy obiekt w kosmosie jest organizmem żywym. Planeta, gwiazda, asteroida, minerał czy znane rasy. Bo czyż ludzie nie sprawiają, że planeta albo niszczeje albo funkcjonuje? Czy człowiek może istnieć bez słońca? Czy galaktyka może istnieć bez systemów gwiezdnych? Każda cząstka kosmosu nie może się obejść bez drugiej. I w końcu, czy jeśli wszechświat rośnie cały czas, to czy tak nie robią żywe organizmy? Fakt, że ów uczony nie miał żadnych dowód empirycznych i nie odniosła sukcesu, to wciąż gdzieś w zakamarkach niektórych istniała myśl, że może rzeczywiście tak jest.

Z przemyśleń nad naturą wszechświata przerwał Ali’sal Kaspar, który zaczął odbierać komunikaty.

– Wedle zapewnień z maszynowni w ciągu godziny powinniśmy osiągnąć szybkość trzech jednostek astronomicznych, by wejść w poziom tunelu.

– Dobrze- skwitowała krótko Lady Kapitan, uderzając palcami o poręcz tronu.- Daj mi na linię głównego nawigatora. Chcę wiedzieć o możliwych sytuacjach w trakcie podróży przezeń.

Pierwszy oficer przyjął rozkaz i od razu nakazał oficerowi łączności połączenie się przez interkom z Arturem Wolskim, który kierował nawigatorami. Nie trwało to długo, gdy mężczyznę dało się go usłyszeć w głośnikach.

– Na rozkaz, Lady Kapitan. Przesyłam na Pani ekran cały plan podróży.

Ali’sal nacisnęła na jeden z guzików przy tronie, by wysunąć monitor. Po kilku kliknięciach, miała przed oczami ustaloną trasę.

– Aby nie mieć żadnych problemów, powinniśmy wejść poza pasem asteroid, który pojawi się po ćwierć jednostki astronomicznej po gazowym olbrzymie Mis. Co prawda, nasze systemy spalania powinny sobie poradzić z asteroidami, ale może dojść do dużych wstrząsów przy bezpośrednim kontakcie z niespalonymi obiektami, co może wpłynąć na turbulencje statku, a co za tym idzie, nawet zmianę kąta lotu. W chwili, gdy mówimy o tunelu, istotny jest każdy stopień.

– Oficer Kal’an mówił coś na temat ładowania rdzenia. Planowany jest trzytygodniowy lot, a nam wystarczy energii na dwa- dodała natychmiast Tha’litanka, przystając na propozycję nawigatora.- Jak z postojami w celu naładowania go plazmą?

– To również wzięliśmy pod uwagę- odpowiedział natychmiast Wolski, wrzucając na ekran kolejny system.- Alfa Draconis, zwana też Thuban, dawna gwiazda polarna. Bardzo gorąca gwiazda, wydzielająca temperaturę około dziesięciu tysięcy kelwinów. Gwiazdozbiór Smoka powinien być w tej chwili miejscem spokojnym, stąd też możemy tu przeczekać, aż kryształ znów się naładuje plazmą z Thubana.

– Nie licząc piratów- dodał Kaspar, przyglądając się gwieździe.- O ile mnie pamięć nie myli, to w tym systemie jeszcze rok temu roiło się od tych szumowin w tych okolicach.

– Bo przebiegał przezeń szlak cesarski- Ali’sal odpowiedziała nim jeszcze Artur doszedł do głosu.- Obecnie, z powodu piractwa,  nie jest używany, więc pozostało może kilku maruderów. A korporacje, które tam mają swoje terytoria, powinny być przychylne koteriom wygnańczym. W razie czego, niech nawigatorzy trzymają łączność ze stanowiskiem komunikacyjnym.

– Tak jest- odpowiedział Wolski, zamykając dawny ekran i wracając do poprzedniego.- Z powodu tego, że część tego gwiazdozbioru znajduje się pod jurysdykcją Federacji Solarnej, musieliśmy dobrać miejsce naszego wyjścia z tunelu. Wyliczyliśmy, że najbliżej do pozostałości, a przy tym najbardziej bezpieczna będzie gwiazda Suhali. Tam powinna zostać przywrócona łączność międzygwiezdna i dać znać o przybyciu koterii Thul.

– To na razie zostawmy, a skupmy się na tej gwieździe- Ali’sal wskazała na obiekt.- To potencjalny kandydat na przyszłą supernową, więc musimy być ostrożni. Jeśli nastąpi eksplozja, wiatr gwiazdowy może nas zupełnie spalić. Nawet jeśli posiadalibyśmy pancerz obłożony masą kryształową, nic nam by to nie dało. Wyliczcie w miarę najbardziej bezpieczną odległość od niej, a ja poproszę o przesłanie dokładnych informacji o rozroście tego ciała. Najwyżej będziemy korygowali to w chwili, gdy wyruszymy z gwiazdozbioru Smoka.

– Dobrze- przytaknął nawigator.- To wszystko z mojej strony. Jesteśmy gotowi.

– Więc nie traćmy czasu- Ali’sal aż wstała z miejsca, gdy to powiedziała.- Szykować okręt do wytworzenia tunelu czasoprzestrzennego!

 

*

 

– Za wami utwór „Show must go on”, nieśmiertelnego od wieków zespołu Queen- powiedział speaker w radiu transportowca.- A przed wami spadek z miejsca szóstego na ósme, Dire Straits i Eric Clapton, „Sultans of Swing”.

Marcus Miller kichnął i wytarł nos w chusteczkę. Zawsze lubił te starożytne już kawałki i całe szczęście, że nie był w tym odosobniony. Dlatego na Keplerze powołano stację radiową, która puszczała właśnie stare, rockowe utwory z XX wieku. Pomimo upływu czasu, można było odnieść wrażenie, że muzyka zaliczyła spadek formy. Zamiast prawdziwych instrumentów, jest teraz ich substytut elektronicznych, a prawdziwych artystów bardzo często zastępują hologramy, bo muzyk ma sto koncertów dziennie. Doszło nawet do tego, że rekonstruują komputerowo artystę i wciąż gra pod starą nazwą. Marcus musiał przyznać, że akurat ten pomysł był całkiem niezły. W końcu dzięki temu mógł obejrzeć na żywo Led Zeppelin z lat siedemdziesiątych czy Joe Bonamassę.

Wsłuchując się w riffy Claptona, pilot transportowca, przewożącego złom z pasa asteroid niedaleko planety Mis, odebrał nagle czerwony alarm. Ściszając radio, włączył komputer pokładowy, by zobaczyć, czy znów ten stary rupieć ma jakąś awarię. Zmienił jednak podejście, gdy zobaczył, o co tak naprawdę chodzi. Fregata „Hand of Glory” miała w niedługim czasie wejść w tunel czasoprzestrzenny i wszystkie jednostki, które znajdowały się w strefie asteroid miały natychmiast opuścić obszar w odległości jednej dziesiątek jednostek astronomicznych. Marcus przyjął to do wiadomości i natychmiast chciał przyspieszyć swoje silniki plazmowe. Nagle jednak usłyszał cichy warkot i odgłos gaszonej substancji napędzającej. W oczach mężczyzny pojawił się blady strach. Natychmiast przebiegł do tyłu okrętu, sprawdzając reaktor. Oczywiście, niski poziom energii. Pilot zaczął się samemu obrażać, że zwolnił chłopaka, który mu pomagał przy okręcie. Może i cały czas ćpał, ale przynajmniej pilnował strony technicznej pojazdu. Klnąc w myślach, Miller wrócił do swojego stanowiska. W tym właśnie momencie w odległości nie całych dwóch kilometrów od niego przeleciał okręt bojowy z prędkością około trzech jednostek astronomicznych. Siła, jaką wywoływały drżenia „Hand of Glory”, spowodowały, że o transportowiec uderzyło kilka obiektów z pasa asteroid, uszkadzając pancerz pojazdu, a przy tym obracając go w stronę odlatującego okrętu. Marcus nie miał czasu, musiał znaleźć natychmiast energię. Zaczął rozpaczliwie szukać w komputerze, które z podsystemów nie są mu na tę chwilę potrzebne. Silnik czasowy, który od dawna był już uszkodzony, wciąż pobierał energię, więc został odcięty. Proces miał trwać około dzisiesięciu minut. W tym czasie, „Hand of Glory” wyszło już z pola asteroid. Wszystkie obiekty przy transportowcu zaczęły drżeć, włącznie z samym statkiem. Oznaczało to jedno: silniki czasowe fregaty właśnie zostały uruchomione. Najbardziej przerażające z tego wszystkiego było to, że Marcus wszystko widział na własne oczy. O ile wcześniej tył fregaty był w kolorze pomarańczowo-niebieskim, to teraz nagle zaczął nabierać czarnego koloru, który niemal pokrył się z próżnią. Drżenia spowodowane przez moc tych silników powodował, że mniejsze obiekty były przyciągane w stronę silników większego okrętu. Pilot zdenerwowany spojrzał na licznik. Pięć minut. Nie zdąży i zostanie wciągnięty zupełnie nieprzygotowany w tunel czasoprzestrzenny. A to oznacza, że ciśnienie wewnątrz tego tworu zupełnie go zgniecie. Cały spocony Marcus raz jeszcze zerknął fregatę. Silnik był już zupełnie czarny i smugi zaczęły wychodzić poza jego obieg. Miał mało czasu. Uznał, że musi natychmiast coś zrobić, stąd zwolnił holownik, na którym transportował wrak jakiegoś promu. Może i nie zarobi, ale uratuje życie. Zwolnienie natychmiast mu dało półtorej minuty, skracając czas do dwóch minut. W tym momencie mógł już uruchomić swój silnik. Z tym, że właśnie w tym samym momencie, silnik plazmowy i czasowy z „Hand of Glory” wybuchły mieszaniną czarnej, niebieskiej i pomarańczowej barwy, które natychmiast pochłonęły cały okręt i z niewyobrażalną prędkością wypchnęły statek do przodu. Działo się to na zasadzie zderzenia się ze sobą cząsteczek elementarnych, które pod wpływem potężnej eksplozji powodują powstanie małej anomalii w kosmosie w postaci dziury o średnicy kilkunastu metrów. O ile w próżni nie da się usłyszeć żadnego dźwięku, to rozdarciu kosmosu towarzyszy słyszalne uchem rozdarcie, przypominające darcie materiału. Wewnątrz tej dziury nie ma nic, ale siła jest tak przerażająca, że wciąga wszystko, co znajduje się w najbliższym otoczeniu. Wielu mówiło, że na tej zasadzie działają również czarne dziury, ale nie ma na to faktów empirycznych. I o ile działanie tunelów jest jasne, to tych tajemniczych obiektów we wszechświecie już nie.

Fregata została wciągnięta do środka, ale strumień, który powstał w czasie wybuchu pozwolił mu na spokojne wejście w tunel. Co innego pozostałe obiekty, które z niezwykłą prędkością wlatywały do środka, ale wraz z uderzeniem panującego tam ciśnienia były kruszone w nicość. Podobnie miało być z transportowcem. Potężna siła przyciągana z obiektu sprawiła, że Marcus nawet nie zdążył odpalić silników swojego statku. Zamknął tylko oczy, gotowy na spotkanie z nicością.

Jednak do niczego nie doszło. Po chwili okręt zaczął mocno zwalniać, a lecące wraz z nim asteroidy uderzały o pancerz pojazdu. Anomalia zniknęła po kilku sekundach od jej pojawienia, przywracając porządek w systemie. Marcus nie mógł na początek uwierzyć, co się stało. Zaczął się nerwowo dotykać po ciele, sprawdzając, czy faktycznie przeżył. Zaraz potem zaczął się szalenie śmiać z radości. Co z tego, że okręt, którym podróżował nie ruszy dalej z powodu uszkodzeń. Najważniejsze było to, że żyje.

 

*

 

– System Hadron sprawny- odebrał komunikat z maszynowni Kaspar.- Kurs zgodny z wyliczeniami. Żadnych problemów. Prędkość oscyluje około dwudziestu parseków dziennie.

Gdy patrzało się przez okno mostku, widziano tylko czarną pustkę. O ile próżnia faktycznie powodowała, że człowiek czuł się samotny, to w tunelu czasoprzestrzennym przy wręcz przerażony, że jeśli coś mu się tu stanie, nie zostanie z niego nic. Pierwszy oficer słyszał historię o tym, że wewnątrz tego miejsca znajdują się duchy wszystkich istot, które miały zamieszkiwać wszechświat i wyginąć. Opowiadano to sobie w żartach, ale faktycznie wielu popadało w paranoję z tego powodu. Wielu wierzyło, że faktycznie słyszy jakieś przerażające jęki, domagające się ratunku. Wszyscy świrowali.  Stąd też, na czas podróży przez to miejsce, czas trwania służby, nikt nie miał być sam, a wszystkie punkty widokowe zakryte. Metalowe zasuwy powoli zakrywały krystaliczne szyby na mostku, a wewnątrz pomieszczenia zapaliły się lampy, a z głośników zaczęła grać muzyka.

– Nie mogła Lady Kapitan wybrać czegoś bardziej optymistycznego?- Spytał Kaspar, wsłuchując się w utwór.

– Przecież to bardzo dobry utwór. Świetnie mnie nastraja do pracy i przygody- odparła Tha’litanka, uśmiechając się niewinnie.

– Tak, ale nie wiem, czy ludziom się spodoba, że ich Lady Kapitan łapie nastrój po piosence o spadaniu z krawędzi świata- zasalutował pierwszy oficer, zmierzając w stronę mistrzów łączności, by zmienili repertuar.

– Jak zawsze, wszystkim nie pasuje Black Sabbath z Dio- Ali’sal rozłożyła ręce, wstając z tronu.- No ale nic to. Misję inkwizycyjną oficjalnie uznaję za rozpoczętą.

P.R. Ofiarski

Facebook Comments

Dodaj komentarz