Otaku? Nie znam człowieka…

W wielu sferach grup ludzkich, na osobę czytającą mangi czy oglądającą anime mówi się mangozjeb lub też animezjeb. Co bardziej kulturalne lub oczytane osoby powiedzą po prostu otaku. Najśmieszniejsze w tym jest to, że te pierwsze określenia są, jak na ironię, milsze. Oczywiście, są one obraźliwe, ale mniej bolesne od sformułowania, że „ktoś jest otaku”. Ale, jak to mawiają dziennikarze, nie uprzedzajmy faktów.

By zrozumieć błąd, trzeba się przyjrzeć etymologii i sposobie używania tego wyrazu. W języku japońskim, słowo otaku jest odniesieniem do mieszkania lub rodziny innej osoby niż używający tego słowa. Swoje aktualne znaczenie zaczęło nabierać dopiero po artykule w czasopiśmie „Manga Burikko”, poświęconym anime i mandze. Autor jednego z tekstów, Nakamori Akio, określeniem otaku nadał antyfanom swojej twórczości. Mimo to, wielu zaczęło określac mianem otaku fana mangi i anime, mające nieco żartobliwe znacznie. Trwało to do roku 1989, w którym to doszło do morderstwa czterech kobiet. W domu mordercy, Miyazaki Tsutomu, znaleziono stosy różnych seriali animowanych produkcji japońskiej i brutalnych filmów. Pomimo, że był to odosobniony przypadek, sprawa „Mordercy Otaku” raz na zawsze usadziła słowo „otaku” jako negatywne stwierdzenie w tak hermetycznym państwie, jakim była wtedy Japonia.

Ale, wróćmy do rzeczywistości. Jak wielu mogło się domyślić, słowo otaku oznacza fana anime, mangi i gier komputerowych. Jeśli by szukać jakiś podobieństw, najbliższe byłby słowa „geek” lub „nerd”, ale o ile tych określeń można użyć do różnego rodzaju fanatycznych zainteresowań, to już otaku określa jednoznacznie fana rozrywek z kraju kwitnącej wiśni. Nie mniej, rzecz w tym, że te rozrywki stały się jego życiową obsesją i sensem życia. Wyobraźcie sobie osobę, która poświęca się tylko oglądaniu anime, czytaniu mang i w graniu w gry komputerowe (oczywiście made in Japan!), wywieszaniu plakatów postaci ze wspomnianych form sztuki, kupowaniu tysięcy figurek, pościeli powiązanych z seriami, pisanie fanficów etc etc. Wielu może krzyknąć „ale zaraz, otaku przecież są kreatywni, mogą się zdeterminować, by stworzyć grę lub własną mangę!”. Osobiście wskazywałbym na fakt, że takie osoby są po prostu zainteresowane tego typu popkulturą, ale nie idealizują je bądź nawet czczą jak bóstwo. Stąd, zawsze trzeba postawić barierę między zaciekawieniem, a fanatyzmem.

Takie spojrzenie prezentuje oczywiście zachód. Japończycy odbierają to w jeszcze bardziej negatywny sposób aniżeli my, Europejczycy. Wynika to z kwestii kultury potomków samurajów, gdzie najistotniejsze jest kultywowanie dawnych tradycji. W obecnej chwili, w kraju kwitnącej wiśni dochodzi do małej rewolucji kulturowej pośród młodzieży, która coraz częściej buntuje się przeciwko tradycjom przeszłości. Stąd też, utworzyła się kontrkultura, która uważa bycie otaku za coś dobrego. Dla wielbiących pracę i dyscyplinę Japończyków taki stan rzeczy jest zagrożeniem społecznym. Coraz więcej młodych ludzi daje się ponieść światu rozrywki i wraz z nią dorastając, zamykają się w tym świecie coraz bardziej. Nie chcą pracować czy też pobierać żadnej edukacji. W stosunku do takich osób używa się najczęściej określenia NEET, od angielskiego zdania „Not it Education, Employment or Training”(Bez wykształcenia, zatrudnienia lub szkoleń) lub też Hikikomori (od słów uciekać oraz ukrywać się) dla mocno skrajnych przypadków, podchodzących pod chorobę psychiczną. Na domiar złego, twórcy mangi i anime wcale nie pomagają. W każdym roku, przynajmniej w jednym sezonie, musi wyjść seria, w której to otaku jest przedstawiony jako normalny człowiek, tylko, że zatracony w swojej… pasji. Nic dziwnego. W końcu taki fanatyk to dla koncernów najlepszy cel, więc oczywistością jest, że będzie głaskany po główce.

Stąd też, gdy zobaczysz jakiegoś jegomościa lub waćpannę czytających mangę lub oglądającą odcinek jakiegoś anime, zastanów się, czy używając słowo otaku nie obrazisz go bardziej, niż gdybyś mu powiedział, że jest mangozjebem.

Facebook Comments

Dodaj komentarz