Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #6

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Jagoda Dżejdża Niemczycka
Odcinek 15.

Nikły płomień pochodni rzucał chybotliwe cienie na marmurową posadzkę, odbijając się mdłym blaskiem w zimnych, brudnych ścianach.
Na środku pomieszczenia stał długi, pięknie rzeźbiony stół, przy którym zasiadało dwunastu mężczyzn w czarnych pelerynach i głowach zasłoniętych kapturami. Panowała absolutna cisza, w której nie można było dosłyszeć się nawet najmniejszego szmeru.


Po dłuższej chwili wysoka postać siedząca w centralnym miejscu przemówiła donośnym, przenikającym do szpiku kości głosem:
– Zapewne zastanawiacie się, w jakim celu zwołana została ta natychmiastowa narada. Otóż, jak pewnie niektórzy z was już wiedzą, próba porwania i wyciągnięcia informacji z naszego nieszczęsnego archeologa znowu się nie powiodła. Uciekli nam dosłownie w ostatniej chwili.
– Uciekli?! Naprawdę?! – wyrwał się nagle młody, szczupły mężczyzna, siedzący po lewej stronie. Spod kaptura wystawały mu rozczochrane, pozostawione w nieładzie, kruczoczarne włosy.
– Zamilcz, Holden – upomniał go krępy mężczyzna o wyglądzie i posturze boksera, zajmujący miejsce naprzeciwko.
– Owszem, udało im się uciec. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że dwie dotychczas zaciekle walczące ze sobą lwice zjednoczyły siły. Musimy więc dopaść ich w inny sposób – przemówiła zakapturzona postać, mierząc świdrującym spojrzeniem Holdena. Mężczyzna wzdrygnął się i ze strachu skulił na swoim siedzeniu.
– Jak wszyscy wiemy, pergamin przejęty z posiadłości naszego nieboszczyka był falsyfikatem. Stary zgred nie był taki głupi, jak można by się spodziewać. Jednak, jak dotychczas, próby wyciągnięcia jakichkolwiek informacji z jego wnuka spełzły na niczym, gdyż non stop pilnują go gliny i ta nawiedzona kuzynka wraz z tym długowłosym oszołomem. Ponieważ nie możemy się do niego dobrać siłą, zrobimy to podstępem. Najłatwiej będzie, jeśli po prostu… pozwolimy im działać.
Wśród zgromadzonych zapanowało poruszenie. Nikt nie śmiał się odezwać, ale widać było, że każdy był wyraźnie zdumiony taką niespodziewaną zmianą planów.
– Tak, dobrze słyszeliście. Pozornie damy im spokój, pozwalając prowadzić śledztwo. Ponieważ udało im się tak długo nas powstrzymywać, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w krótkim czasie panie Justynka i Dorotka same odnajdą to, na czym nam zależy. Żeby jednak osiągnąć nasz cel, potrzebujemy kogoś, kto wejdzie w ich krąg pod pozorem pomocy w śledztwie, rodzaju wtyczki, która będzie na bieżąco informować nas o jego przebiegu i ostatecznie dostarczy tego, czego pragniemy – kontynuował mówca. – Rzecz jasna, najodpowiedniejsza do tego przedsięwzięcia byłaby osoba młoda i świeża w naszych kręgach, tak by łatwiej byłoby jej wcielić się w rolę zwykłego policjanta, chętnego do pomocy.
Skulony jak mysz pod miotłą Holden zamarł. Przeszywający, przenikliwy wzrok ponownie na nim spoczął. Oblał go zimny pot.
– Tak, Holden, mówię o tobie. To właśnie ty zostałeś wybrany do tej trudnej i niebezpiecznej misji. Rzecz jasna, przypominam ci, że przecież zawsze masz prawo wyboru – rzekł przewodniczący. Twarz miał wprawdzie zasłoniętą, lecz po tonie jego głosu można było wnioskować, że uśmiechała się złowieszczo i ironicznie.

Tak, miał prawo wyboru – pomyślał zrozpaczony. Zawsze je miał. Tyle, że odpowiedź odmowna mogła oznaczać dla niego tylko jedno: powolną, bezlitosną i bolesną śmierć.

Weles
Odcinek 16.

Zimny korytarz o kamiennych ścianach rozbrzmiewał chłodnym echem kroków Holdena. Ten pomyślał, że to zabawne, iż Loża przeważnie tylko na zebraniach trzyma się pewnych elementów ceremoniału. W co bogatszych siedzibach, których nie zostało jednak wiele, znaczniejsi członkowie ugrupowania mogli w swych prywatnych pokojach korzystać z osiągnięć technologii. Ponadto Loża sama posiadała rezerwy urządzeń, w swej konstrukcji zupełnie nieanachronicznych, do których dostęp mieli – znowu – tylko ważniejsi i wyżsi stopniem członkowie. Holden na taki awans musiał dopiero zapracować nadchodzącą misją.
Wizytowa peleryna powiewała za nim, gdy szukał pokoju Telien, tradycyjnie zwanej Wiedzącą.
Enigmatycznie brzmiący tytuł odnosił się do funkcji Telien, polegającej na zbieraniu informacji odnośnie różnych spraw oraz dogłębnym ich badaniu pod różnorakim kątem i perspektywą.
Na zebraniu zgromadzenia poinstruowano go, aby to właśnie u niej, pełniącej bardzo ważną funkcję mimo młodego wieku, poszukał pierwszych wskazówek odnośnie sprawy.
Zapukał do ciężkich, rzeźbionych drzwi, czekając cierpliwie, aż Telien mu otworzy. Stał przed drzwiami przez dłuższą chwilę, nie doczekując się reakcji. Zapukał po raz drugi i dopiero wtedy otworzyła mu dziewczyna o bardzo niskim wzroście i twarzy wielce pogodnej. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że mimo popołudnia miała na sobie tylko połyskującą i lekko prześwitującą nocną koszulę. Nie musiała stawiać się na zebraniu, zawsze bowiem mogła wyłgać się prowadzeniem swoich badań i szukaniem rozmaitych poszlak.
– Witaj – młody mężczyzna starał się zachować zimną krew. Odrzucił kaptur i w końcu można było przyjrzeć się jego obliczu o rysach dość delikatnych, jak na mężczyznę. Holden miał mimo to mocno zarysowane brwi, odcinające się wyraźnie ciemną linią na tle łagodnej raczej twarzy.
– O, hej – mruknęła, jakby niekoniecznie przejęta. Po części Telien zawdzięczała swe powodzenie majętności i pozycji ojca, francuskiego bankiera ze starej, potężnej rodziny należącej do Loży od pokoleń. Mimo to miała usposobienie wiecznie roztrzepanej, trochę beztroskiej dziewuszki.
– Ja… cóż… – przełknął ślinę.
– No dalej, nie pogryzę cię przecież – tupnęła sympatyczną stópką. – Może jakbyś był w moim typie…
– Potrzeba mi pomocy – z całych sił starał się zachować oficjalny ton, ale nie było to takie łatwe, zwłaszcza, że miał ochotę przy tej dziewczynie się uśmiechnąć. Ot, czasem i członkom Loży się należało.
– W sprawie znanego nam Antosia i jego pergaminu? – rzekła z konfiodencjonalnym uśmiechem – Pewnie Staruszek by mnie zabił, gdyby wiedział, że nie idzie mi z tą sprawą tak dobrze, jakbym chciała.
Holden wiedział, że Telien dostałaby kulkę w tył głowy za same te słowa, gdyby nie jej pozycja i talenty.
– Co przez to masz na myśli? – zapytał, siadając na drewnianym, ciężkim krześle pod ścianą pomieszczenia. Pod przeciwległą stało biurko, przy którym krzątała się dziewczyna. Sięgające za ramiona włosy koloru rudego, acz w odcieniu dosyć stonowanym, Telien nosiła z przyciętą, prostą grzywką.
– Wiemy, że Antoni Krzemiński należy do rodu, który, z przerwami w aktywności, od wielu pokoleń działa w opozycji do naszej organizacji, współpracując z kilkoma innymi rodzinami. Ostatniej przedstawicielki niegdyś najpotężniejszej z tych familii nasi ludzie się pozbyli – wyjaśniła, wertując kartki w jakimś zaniedbanym notesiku. – Jego rodzice mieli co prawda umrzeć, ale śmierć nie dosięgła ich przez nas, co do tej pory jest sprawą niewyjaśnioną. Pracują nad nią inne starsze Wiedzące i Wiedzący.
Holden potaknął, wpatrując się oczyma równie ciemnymi, co włosy, w stosiki kartek, książek, a nawet pergaminów, porozwalanych na biurku. Jak ta dziewczyna odnajduje się w tym bałaganie?
– Wiemy że Antoś to student archeologii, który osiąga wyniki co najmniej dobre, i wedle opinii wykładowców i znajomych stać go na więcej. Mimo wszystko jego dziadek dzięki swym działaniom skutecznie ochronił jego życie prywatne przed naszą inwigilacją – zacisnęła usta i odłożyła dzienniczek, szperając dalej wśród innych papierów. Znalazła kartkę ze zdjęciem doczepionym spinaczem i podała Holdenowi.
– Ta ślicznotka to jego kuzynka, Dorota – opowiedziała, opierając się o mebel – Bardzo uparta, silny charakter, słynie z uroku osobistego i dobrego smaku. Mamy podstawy sądzić, że to właśnie ją dziadek przyuczał w tajemnicy nawet przed nią samą do walki z nami.
– Hoho! – ciemnowłosy w uśmiechu pokazał białe i bardzo równe zęby – Z taką to aż przyjemnie się zadawać, widać to po jej oczach. To nie jest jakaś łatwa laleczka.
– Byłby z niej, wedle naszych źródeł, niezły nabytek dla Loży – Telien poniekąd podzielała jego zdanie – Ale musisz wiedzieć jeszcze jedno.
– Co takiego?
– Ta cała Dorota… ma pewien dar – tutaj Wiedząca podeszła do Holdena i puknęła paluszkiem w czoło Karmel na zdjęciu.
– Loża zdaje sobie sprawę z istnienia pewnych subtelnych zdolności wśród niektórych ludzi – odparł, jakby jeszcze bardziej go to zaintrygowało.
– No tak. A nasza Dorotka ma niekontrolowany dar widzenia urywków przyszłości, wszystko na to wskazuje – klasnęła w dłonie. – Może być z nią ciężko.
Brunet pokiwał głową. Co to dopiero będzie za sprawa!
– W ekipce mamy jeszcze panią detektyw…
– .. niejaką Bielską? – zapytał, słyszał bowiem o Justynie. – Ponoć to właśnie ona tak napsuła nam krwi. I ma dobre kontakty.
– Taa.. – pokiwała rudą głową Telien. Miała do dyspozycji dwa pokoje – swoiste biuro oraz sypialnię, do której teraz właśnie pomknęła tanecznym krokiem, powiewając połyskliwą materią swej nocnej koszuli.
Holden czekał.
Wróciła, niosąc ze sobą dwa zdjęcia. Podała je rozmówcy, a sama stanęła obok niego. Ten zaś przyjrzał się postaci nań przedstawionej.
Obie przedstawiały długowłosego mężczyznę o twarzy faktycznie przystojnej, o rysach w jakiś sposób jednocześnie wyniosłych i swojskich. Zdjęcia różniły się tym, że na jednym człowiek ten włosy miał w kolorze blond, na drugim zaś kruczoczarne. Nie nosił też na nim zarostu.
– Jasne to jego naturalne – wtrąciła Wiedząca z uśmieszkiem pod malutkim noskiem – I w dodatku mają fajny odcień. Niedawno, ze względu na sprawę z Antosiem, przefarbował się i zgolił brodę.
– Nie pomogło mu to zbytnio… – mruknął Holden, chichocząc. – Kto to? Jak tak patrzę na to jego naturalne zdjęcie, to kogoś mi przypomina.
– Jego przodek wisi, rzecz jasna jako portret, w jednej z naszych galerii.
Holdena zamurowało. Teraz już rozpoznał.
– To Marco – kontynuowała Telien – Potomek Lawrence’a Lynsverda, zwanego ironicznie Archaniołem – mówiła dalej, zagłębiając się w meandry historii. – Lawrence był bogatym duńskim szlachcicem, a do tego żądną wiedzy duszą. Podobno wstąpił do nas pod koniec XVIII wieku, bo liczył, że pomożemy mu znaleźć odpowiedź na to, czy anioły wpływają na losy świata. Takie tam bajdurzenie – zakończyła.
– Czemu więc on jest po drugiej stronie barykady…?! – zapytał Holden.
– Jego prapradziadek raczył nas opuścić i skierował swych potomków na inną drogę, lecz owi ujawnili się dopiero teraz – nagle jej twarz się rozjaśniła. – W dodatku uroda jest u nich dziedziczna!
– Coś jeszcze? – westchnął brunet.
– Nosi na rzemyku pewien wisiorek, który mój tatuś chciałby mieć w swym posiadaniu – dodała tajemniczo.

Michał Nowina
Odcinek 17.

Antoni, zadowolony z chwili ciszy, zaczął intensywnie myśleć. Drażniło go, że tak naprawdę nie znał dziadka. Wychodziło na to, że staruszek prowadził podwójne życie. Teraz jednak już go nie było, a on dostawał za to rykoszetem. W dodatku w to wszystko zostali wplątani inni ludzie.
Cieszył się, że jest z nim Dorota. Dodawała mu otuchy. Jej przebojowość oraz szósty zmysł mogły się teraz okazać na wagę życia i śmierci.
– Gdybym mógł od czegoś zacząć, znaleźć jakiś punkt zaczepienia.. – pomyślał na głos.
Po tych słowach szum wiatru w uchylonym oknie odpowiedział mu cichym głosem dziadka Janka.
– „Toni, zacznij tam, gdzie ja skończyłem.”
Głos umilkł równie szybko, jak się pojawił.
– Słyszeliście? – Antoni zapytał zamyślony.
– Niby co, mądralo? – odburknął obrażony Marco.
Antek nagle zrozumiał, że ten głos słyszał tylko on. Musiał jednak postawić wszystko na jedną kartę. Jedynie wspólne myślenie pozwoli im wyjść z tego cało. Zignorował więc fumy długowłosego i powiedział:
– Dobra, powiem teraz coś, po czym uznacie mnie za świra.
– Nie wysilaj się. Dobrze wiemy, że nim jesteś i nie musisz nam tego udowadniać – dociął mu Marco, wyraźnie zdenerwowany tym, że chłopak go ignoruje.
– Siedź cicho i schowaj swoje ego do kieszeni – odpowiedział Antek.
– Lepiej bym tego nie ujęła – dodała Dorota.
Antoni nie czekał na kolejną docinkę ze strony mężczyzny, tylko mówił dalej:
– Przed chwilą usłyszałem głos dziadka. Kazał mi zacząć tam, gdzie on skończył. Tylko, że w tym momencie nie mogę zrozumieć, co to ma oznaczać? Potrzebuję jakiejś wskazówki. Sam nie dam rady rozwikłać tej zagadki.

Jagoda Dżejdża Niemczycka & Michał Nowina
Odcinek 18.

Justyna z niepokojem popatrzyła na Antoniego. Cóż, rozmowy z istotami z zaświatów z pewnością nie należały do normalnych, wyznanie archeologa wzbudziło więc w niej niepokój. Pomimo swego zazwyczaj racjonalnego podejścia do życia postanowiła jednak dopytać się o szczegóły wizji Antoniego, w ich obecnej sytuacji bowiem każda wskazówka mogła okazać się kluczowa.
– Muszę przyznać, że to co powiedziałeś trochę mnie zaniepokoiło – odezwała się po dłuższej chwili. – Możesz opowiedzieć nam, co dokładnie usłyszałeś?
– „Zacznij tam, gdzie ja skończyłem”- dokładnie tak, nic więcej .
– Hmm…- zamyśliła się Karmel, włączając do rozmowy – Tam gdzie ja skończyłem… wynika z tego, że dziadek chce nas zaprowadzić albo do tej chałupki, którą ty Antosiu miałeś nieszczęście odziedziczyć, albo…
– Albo nad jezioro – odezwał się dotąd milczący Marco.
– Wreszcie powiedziałeś coś mądrego – z przekąsem wtrąciła Dorota. – Oczywiście, że chodzi o jezioro, to przecież tam nasz dziadzio wyzionął ducha. Zastanawia mnie tylko, co mogłoby się tam kryć oraz jaką wskazówkę mielibyśmy znaleźć w tym miejscu.
– Cóż, nie dowiemy się, zanim sami nie zobaczymy. Zamiast gadać i tworzyć jakieś teorie, po prostu tam pojedźmy – odparła pewnie Justyna.
Po pewnym czasie ciszę przerwał Antoni:
– Naprawdę dajecie wiarę głosom w mojej głowie i uważacie, że informacje, które rzekomo otrzymałem od zmarłego dziadka, mogą być jakąś wskazówką? – powiedział niepewnie. Sam już nie wiedział, co o tym myśleć i czy powinien wierzyć nawet samemu sobie.
– Niczego nie jesteśmy pewni – odparła Justyna – Ale przekonaliśmy się już, że w przypadku tej sprawy zasady racjonalizmu nie są obowiązujące, a ponieważ nie mamy żadnych konkretnych poszlak, jesteśmy zmuszeni zbadać nawet najbardziej nieprawdopodobne z nich.
Antoni zamilkł. Argument pani detektyw wydawał się bardzo przekonujący, a on prawdę mówiąc nie miał ochoty na dalsze rozmyślanie o słuszności jej decyzji, skoro sam już fakt słyszenia przez niego głosów z zaświatów przyprawiał go o dreszcze.

Z lasu wjechali na obwodnicę miasta. Przemknęli nią, omijając centrum. Powoli zbliżali się do przedmieścia. Za oknami nie było już widać miejskich zabudowań, tylko rozległe, porośnięte trawą pola. Antoni rozpoznawał tą okolicę – to tutaj w dzieciństwie urządzali sobie z dziadkiem długie piesze lub rowerowe wędrówki. Uśmiechnął się do własnych wspomnień.
Z zamyślenia wyrwał go głos Justyny:
– Antoni, ocknij się. Dojeżdżamy do jeziora.
– A tak, faktycznie – powiedział trochę zamyślony.
Dawno tutaj nie był. Sam nie wiedział, dlaczego. Wszak uwielbiał ucieczki do letniskowego domku dziadka. Tutaj odpoczywał i ładował baterie.
Domek był nieduży, typu Baba-Jaga. Mieścił się w nim przestronny pokój z łóżkami, aneksem kuchennym i wydzieloną mikro łazienką, a na antresoli był mały gabinet z antycznym biurkiem. Takim samym jak w pokoju dziadka.
Samochód zatrzymał się przed wejściem. Wysiedli szybko i weszli niepewnie na ganek. Drzwi były otwarte, w środku wszystkie meble poprzewracane, a kuchnia i łazienka kompletnie zdemolowane.
Justyna wyjęła swojego Glocka i dała znak, żeby wszyscy pozostali na zewnątrz.
– Pani oficer wybaczy – wtrącił Marco, ale po ostatnim spotkaniu ze snajperem wolałbym być w pomieszczeniu.
– Dużo to tobie nie da. Te ściany przestrzeli nawet lichy SWD – odburknął Antoni, podnosząc z ziemi pogrzebacz do kominka.
Nagle z antresoli zeskoczył mężczyzna w czarnym habicie z kapturem i powalił Justynę. Antoni zamachnął się na niego pogrzebaczem, ale ten sprytnie uniknął ciosu, jednocześnie uderzając go kolanem w brzuch. Kolejny kopniak wylądował na twarzy Marco. Tylko Dorota w ostatniej chwili uniknęła kontaktu z butem napastnika, ale uchylając się potknęła się o krzesło i upadła na plecy. Napastnik dobył długi nóż i uniósł go w górę. W tym momencie padł strzał i mężczyzna runął na podłogę.
– Dzięki Bogu że masz broń – powiedział Marco, próbując zatamować krwotok z nosa.
– To nie ja strzelałam – Justyna przeładowała broń i spojrzała ukradkiem przez okno. – Cholera, co tu robi wóz policyjny?! – krzyknęła. – Przecież do zajmowania się tą sprawą jestem oddelegowana tylko ja ze swoją ekipą, a nikomu nie wydałam polecenia, by przeszukać ten teren! – zawołała oburzona, po czym wyszła na zewnątrz.
Obok jeepa Marco istotnie był zaparkowany radiowóz. Obok niego stał wysoki mężczyzna o ciemnych, rozwichrzonych włosach, na oko dwudziestopięcioletni. Schował broń i zaczął iść w jej stronę, gdy tylko ją dostrzegł.
– Witam panią, pani Justyno. Nazywam się George Holden, jestem z Interpolu – uśmiechnął się uprzejmie, po czym pokazał zaskoczonej Justynie swoją odznakę.
– Wziąłem wóz z komendy, żeby przyjrzeć się miejscu, gdzie zginął pan Jan Krzemiński. Oddelegowano mnie do Polski, żebym zbadał tę sprawę, ponieważ wiąże się ona z kilkoma innymi morderstwami w Dani, Francji i Austrii. Widzę, że przyjechałem w samą porę.
Kobieta spojrzała na Holdena podejrzliwie.
– Nie da się ukryć – odparła z udawanym uśmiechem. Człowiek ten wzbudzał w niej irracjonalną , niczym nieuzasadnioną niechęć i podejrzliwość.
– Pani Justyno, proszę się mnie nie obawiać. Zapewniam panią, że mam czyste intencje i pragnę działać jak najbardziej na korzyść śledztwa – powiedział Holden, wyczuwając jej dystans. – A teraz, jakbym mógł, zapraszam was na rozmowę. Musimy ustalić co już wiemy i jakim tropem dalej iść.
Głos policjanta brzmiał bardzo przekonywująco, Antoniemu jednak wydawało się, że w oczach Holdena dostrzegł złowrogi błysk, jakąś czerwoną iskrę. Cóż, chyba po prostu zaczynam wariować – westchnął w duchu, po czym posłusznie podążył w stronę radiowozu. Postanowił jednak zachować większość spostrzeżeń dla siebie.

Michał Nowina
Odcinek 19.

– Dobrze, że podjechał pan radiowozem. Będę mogła zawiadomić techników. Trzeba posprzątać w tym domku – powiedziała Justyna, otwierając drzwi samochodu.
– Racja, trzeba sprawdzić kim był napastnik – Holden uśmiechnął się i odwrócił w stronę Antoniego. – Niech pani wzywa ludzi, a ja porozmawiam z panem Krzemińskim i pozostałymi. Ta sprawa spędza sen z powiek policji w całej Europie.
Antek założył ręce na piersi, a stojąca obok niego Dorota uważnie przyjrzała się bosko przystojnemu policjantowi z Interpolu. Owszem, było z niego niezłe ciacho, ale jej wewnętrzny brzęczyk mówił jej, że może być co najmniej niestrawne.
Holden także zmierzył ją szybkim rzutem oka. Bez dwóch zdań stwierdził, że zdjęcia nie oddawały nawet w połowie jej urody. Była piękna, wręcz olśniewająca. W dodatku te oczy, niesamowite. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Po całej sprawie musi ją poznać bliżej, o wiele bliżej. Kto wie, może Loża zatrudni ją jako Wiedzącą? W jego poddańczym umyśle nawet nie powstała wątpliwość, że Dorota mogłaby nie chcieć takiego zaszczytu.
W tym czasie Justyna wsiadła do auta. Chwyciła mikrofon radia i stwierdziła, że jest wyłączone. Zdziwiło ją to bardzo. Żaden glina, nawet największa fajtłapa, nie wyłączy radia w wozie. Przekręciła włącznik, ale nie zdążyła nadać komunikatu, ponieważ przez drzwi domku dziadka Antoniego wyleciał Marco i upadł nieprzytomny przed schodkami. Wyskoczyła z auta, błyskawicznie wyciągając broń. Holden ruszył razem z nią, przeładowując swoją Berete.
– Sukinsyn miał kamizelkę! Ale ze mnie idiotka! Powinnam sprawdzić, czy żyje! – krzyknęła, wciekła sama na siebie.
– Nie czas na nerwy. Niech mnie pani osłania – odpowiedział oficer Inerpolu, dopadając do ściany przy drzwiach. Justyna wymierzyła broń w wejście, a Holden wskoczył z przewrotem do środka.
– Czysto! – krzyknął – Uciekł przez okno w kuchni!
Justyna nie opuszczając broni cofnęła się do Marco i sprawdziła, czy żyje. Odetchnęła z ulgą, kiedy wyczuła mocny puls. Antoni i Dorota też już dobiegli do leżącego.
– Ty idioto – mruknęła Karmel sprawdzając, czy jej przyjaciel jest cały – Co ci strzeliło do głowy, by grać bohatera? Przecież tobie nakopałby dzieciak z podstawówki.
– Dzięki za troskę – jęknął, powoli odzyskując przytomność. – Powiem szczerze, że mi jeszcze nikt takiego kopa nie zasadził. Za to zabrałem mu jego scyzoryk.
Po tych słowach wyjął spod siebie półmetrowe ostrze.
– To nie nóż – powiedział Antek – To misericordia.
– Co takiego? – zdziwił się półprzytomny wciąż Marco.
– Krótki średniowieczny miecz. Był stosowany przez rycerstwo do dobijania rannych na polu bitwy w celu skrócenia im męki – powiedział Holden, wychodząc na ganek.
– Skąd u pana taka wiedza historyczna? – zdziwił się Antoni.
– W moim wydziale trzeba dużo wiedzieć. Nawet nie wyobraża sobie pan, jacy wariaci chodzą po tym świecie.

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Facebook Comments

Dodaj komentarz