Krew z krwi, część 1

Strzała z łuku uderzyła prosto w pierś szarżującego w stronę samuraja ogra. Bestia ryknęła w amoku, kontynuując bieg. Broń, jaką była wielka maczuga nabijana krzemieniami miała właśnie uderzyć w leżącego członka klanu Yamisura, gdy nagle zza bambusowych drzew wyleciało kilka strzał, z czego dwie uderzyły prosto w głowę potwora, lecz to tylko go zamroczyło. Jednak ten czas wykorzystał leżący na ziemi wojownik, który szybkim ruchem chwycił swoją katanę i błyskawicznym cięciem ostrza przejechał po brzuchu ogra. Pomimo, że skóry bestii były twarde do tego stopnia, że zapewniały naturalny pancerz, to nie stanowiły przeszkody dla niezwykle ostrych mieczy, które posiadali samurajowie. Szybko, to miejsce pokryła czarna krew, a bestia oddała ostatni, agonalny jęk. Po chwili trzymetrowe ciało padło z łoskotem na ziemię. Samuraj nie tracił czasu na spoglądanie na swojego przeciwnika. Kiwnął do łuczników, którzy właśnie wyłonili się zza bambusowych drzew i dał sygnał do ataku w stronę najbliższej grupy przeciwników.

Dwudziestka włóczników, która służyła klanowi Yamisura, wycofywała się do tyłu widząc zbliżającą się grupę ogrów, pokrytych krwią innych żołnierzy biorących udział w bitwie. Ashigaru[1] byli przerażeni, w końcu nie dalej jak minutę temu byli świadkiem, jak pięćdziesięcioosobowa grupa podobnych im padła ofiarą ataku tuzina ogrów. Nie przeżył żaden wojownik, a ogrów padła tylko dwójka. Ci zaś szybko zoczyli wycofującą się dwudziestkę, która im umknęła. Włócznicy szukali swojego dowódcy, który miał by ich uratować, ale nie dostrzegli żadnego samuraja, który by nosił nobori[2] ich oddziału. Zrozpaczeni, mieli już rzucić broń i zacząć uciekać, ale w stronę zbliżających się potworów uderzyła salwa płonących strzał z łuków. Ciosy na bestiach nie zrobiły żadnego wrażenia, lecz ogień sprawił, że stracili skupienie, próbując go gasić. To wykorzystał Yamisura Shinji, krzycząc głośno „banzai”. Odpowiedział mu chór równie entuzjastycznych głosów zza bambusowego lasu. Wkrótce do krzyków dołączył tupot butów, a także szelest pancerzy zbliżających się samurajów. Najpierw pojawili się uzbrojeni we włócznie wojownicy w pełnych zbrojach. Nie baczyli na to, że bestie są prawie dwukrotnie większe od nich, tylko szarżowali, przebijając ich brzuchy grotami. Ciosy może i nie były równie śmiertelne, co maczugi ogrów, ale niezwykle skuteczne z racji, że trzymały wroga na dystans. Potwory były jednak na tyle silne, by złamać kilka włóczni, zbliżając się do tych, co je trzymali w celu uśmiercenia przeciwnika. Potężne ciosy maczugą, które jednym machnięciem są w stanie zmiażdżyć człowieka, pośród chłopskiego wojska wywoływały panikę, lecz samuraj nie znał słowa strachu. Dla niego śmierć w bitwie była największym honorem, o ile walczył dla swojego pana. Nie mniej, wyszkolenie nie pozwalała na szybkie spotkanie ze śmiercią. To też tych kilku wojowników, którym złamała się włócznia o skóry potworów, zrobiła unik do tyłu. Kilku nie udało się uniknąć potężnego ciosu, przez co kawałki mięsa, skóry i metalu rozprysły się w średnicy kilku metrów. Nie zlękło to jednak żadnego z samurajów. W chwili, gdy potwory zadawały ciosy, ci, co przeżyli wyciągnęli z pochew katany, by na nowo zaszarżować na wroga. Do błyskawicznych ciosów mieczy dołączyły strzały z flanek, tym razem jednak niepodpalonych. Otoczony w ten sposób wróg nie miał szans w starciu.

Shinji wiedział, że jego ludzie, pomimo, że odporni na szok, powoli się męczą, a bestie wciąż zdają się być niewzruszone oporem ludzi. Dlatego, formując małą grupę wojowników, ruszył w celu odnalezienia wodza tej bandy. Ogry słuchają się jedynie najsilniejszego ze stada, to też obcięcie łba hydrze wywoła nieco chaosu w ich szeregach. Nie było problemem ze znalezieniem wrogiego dowódcy. Problemem było dotarcie do niego, gdyż w jego otoczeniu było kilka silniejszych stworzeń, które stanowiły osobistą gwardię. Ogry, pomimo swojej prymitywności, posiadały inteligencję, to też wiedziały, że wraz ze śmiercią wodza, malały szanse na wygraną. Dlatego pomimo, że był najsilniejszy i tak trzeba było go chronić w czasie bitwy. Lecz wciąż, ogień wywoływał strach w tych bestiach, to też nic dziwnego, że za Shinjim podążali przede wszystkim łucznicy, którzy mieli podpalać strzały. Samuraj dał znak mieczem, że mają się skryć w bambusach, a sam podążył w stronę gwardii wodza.

Bestie, które chroniły dowódcę ogrów różniły się od tych, które walczyły właśnie na froncie. Były wyposażone w stalowe, oburęczne miecze, ich ciało chroniła choćby namiastka pancerza. Pokonanie jednego z nich przez trójkę ludzi graniczyła z cudem, a tu musieli się zmierzyć z dziesiątką takich bestii, mając zaledwie dziesięciu samurajów, którzy walczyli w zwarciu. Szczęśliwie, łucznicy, którym dał znam do ukrycia, nie zawiedli i w chwili, gdy tylko wojownicy byli na odległość trzech metrów, poleciał grad płonących strzał. Ogry-gwardziści, którzy przyjęli pozycje obronne w celu odparcia samurajów, porzucili je wraz z trafieniem salwą łuczników. Ogień wywołał w niektórych z nich dozę paniki, co wykorzystali samurajowie, tnąc po nogach i odsłoniętych częściach ciała. Padło trzech z dziesięciu nim pozostali w końcu opanowali się na tyle, by podjąć działanie. Zwarła się walka, w której to bestie odnosiły zwycięstwo, ale tylko do czasu, gdy znów łucznicy wystrzelili salwę. Padło siedmiu samurajów, ale w zamian za to, droga do wodza była otwarta.

Shinjiego nie zdziwiło w ogóle, że wódz ogrów siedział na kamieniu, oparty o swój wielki miecz. Miał na sobie łuskową zbroję, która w pełni okrywała jego ciała. Głowę miał zupełnie odsłoniętą, to też można było zauważyć, że jego skóra była prawie czarna, a co za tym idzie, była to już wiekowa istota.  Swoimi świńskimi oczkami wpatrywał się w idącego samuraja, zakutego w pełną, czerwono-czarną zbroję lamelkową z hełmem w typie kabuto[3] z maską demona, a także z kataną w dłoni. Ogr wstał z miejsca i zabrał głos:

– Zmiażdżę ci kark, jeśli zrobisz jeszcze jeden krok.

Shinji zatrzymał się. Nie ze strachu. Stwierdził, że odległość trzech metrów jest odpowiednia:

– Kul-To– odezwał się Yamisura spokojnym głosem, chociaż wykazującym oznaki zmęczenia– Poddaj się i złóż broń u moich stóp, a pozwolę ci wrócić wraz z twoimi wszystkimi pobratymcami w góry bez żadnej szkody.

– Człowiecze kłamstwa! – krzyknął na całe gardło Ogr, łapiąc oburącz miecz- Nigdyście nie dotrzymywali słowa! Nawet teraz!

Shinji chciał zadać pytanie, o co chodziło z określeniem „Nawet teraz”, lecz musiał robić szybko unik, by nie zostać zmiażdżonym przez cios miecza ogra. Wiedział, że nie miał szans samemu, to też szybko dołączyli do walki łucznicy i pozostała trójka samurajów. Nawet przy ich pomocy, walka była trudna, lecz w końcu, cios kataną Yamisury przechylił szalkę potyczki na stronę samurajów. Bestia wydała z siebie ostatnie tchnienie i padła na ziemię. Shinji, ciężko dysząc, zakrzyknął jeszcze „Yamisura, banzai!”, co miało zwiastować zwycięstwo. W chwili, gdy padł Kul-To, wódz ogrów, bitwa była już w zasadzie wygrana.

***

– Straciliśmy na razie stu pięćdziesięciu trzech ashigaru i dwudziestu samurajów– raportował na bieżąco jeden z medyków, którzy zajmowali się opatrywaniem rannych i liczeniem martwych.

Shinji kiwnął tylko głową i ruchem ręki odprawił mężczyznę, by wracał do swoich obowiązków. Samuraj zdążył się już pozbyć niewygodnej zbroi na rzecz czarno-czerwonego kimona i pasa obi, a także sandałów, a także wyposażony w kompletne daisho[4]. Podobnie byli z resztą ubrani pozostali członkowie jego świty, a różnili się jedynie kolorami kimon, co wynikało z innej palety barw w ich rodach. Jedynie siostra Shinjiego, Sakura, była ubrana w kimono w dokładnie tym samym kolorze. Cała szósta pochylona była nad mapą terenów klanu Yamisura i ich wasali, czyli północnej części wyspy Nihho. Pierwszy głos zabrał Shinji:

– Zwiadowcy mnie informują, że armia ogrów, z którymi właśnie się starliśmy była jedynie awangardą dla potężniejszej grupy, która właśnie się zbiera w górach, by ruszyć na południe. Jeśli szybko nie podejmiemy działań, wkrótce naszych poddanych może czekać horror i zdewastowanie całej północy. Panie Mahiro Seto, ziemie twojego klanu są położone najbliżej gór i najbardziej narażone na atak. Powiedz, jak wygląda stan waszych sił zbrojnych.

– Pod bronią może stanąć pięciuset ashigaru, zbrojnych we włócznie i łuki, a także czterdziestu samurajów, z czego tylko dziesięciu konnych. Jeśli byłaby potrzeba, wyproszę mojego ojca o dodatkowe fundusze. Ale to i tak wystarczy jedynie na wyszkolenie i uzbrojenie z dwustu włóczników lub łuczników– odpowiedział członek klanu Mahiro z pełną powagą, lecz nie przerwał swojej wypowiedzi: – Mamy też cztery forty w górach, więc myślałem nad obsadzeniem ich po 125 ahigaru i po 10 bushi[5].

– Zrób to, ale nie zwiększaj wydatków. Pieniądze mogą się wkrótce przydać na naprawy zniszczeń po tych bestiach.- Stwierdził Shinji, wiedząc, że nie należy za bardzo nadwrężać wasala. Aby zaradzić zagrożeniu, były inne sposoby. – Klan Sakamoto jest w stanie użyczyć nam tyleż samo wojowników, co klan Mahiro. Siostro, jak prezentują się siły naszej rodziny.

Dziedzic klanu Yamisura spojrzał na Yamisurę Sakurę tylko kątem oka, nie zwracając się jak do innych, prosto w twarz. Wobec niej nie musiał stosować etykiety, gdyż była członkiem jego najbliższej rodziny. Od śmierci ich brata, Shirou, byli sobie dość bliscy, na ile mogła pozwolić oczywiście krew. Z resztą, ona-bushi[6] była romantycznie związana z członkiem klanu Natsu, który władał terenami w centrum wyspy Nihho. Ojciec nie wiedział o tym związku i może słusznie. Nie wyraziłby zgody na ślub, z racji, że Yamisura Hattori wolał umacniać alianse na północy, aniżeli zawracać sobie głowę, w jego mniemaniu, słabszym południem.

– Mamy do dyspozycji trzy tysiące ashigaru i pięciuset samurajów, bracie.- Odpowiedziała Sakura, wskazując na mapie ich położenie.- Ale musimy zachować przynajmniej z tysiąc żołnierzy w obwodzie. Doszły mnie słuchy, że na drogach dochodziło do napadów na karawany kupieckie. Nie znam szczegółów, gdyż sprawa jest w toku, tak też proszę o wybaczenie. Ale, błędem by było wysyłanie całej naszej armii, skoro musimy dbać również o porządek we własnej prowincji.

– Wyślemy więc tysiąc ashigaru i dwustu samurajów jako pomoc dla klanu Mahiro, resztę pozostawimy w obiegu dla obrony granic zarówno naszych, jak i pozostałych klanów, które poprzysięgły wierność mojemu ojcu– zdecydował Shinji, przesuwając figury oddziałów na mapie– Tak też klan Sakamoto będzie mógł na razie nie wysyłać swoich żołnierzy na pierwszą linię, a zająć się obroną centrum. Dzięki czemu, w chwili przybycia ogrów będziemy mogli na nich ruszyć z wypoczętymi wojskami na główne siły wroga.

– Nie to mnie niepokoi, mój panie- odpowiedział Sakamoto Kenta, gładząc swoją kozią bródkę- Nasze zapasy ryżu mogą nie starczyć do jesieni. Armia ma bardzo przepastny brzuch i pomimo zbioru, utrzymanie takiej armii przez dwa sezony może dać mocno w kość gospodarce rolnej mojego klanu.

– Na ostatnim ceremoniale herbacianym puszyliście się, że tegoroczne zbiory ryżu były duże, że aż musieliście sprzedaż nadwyżkę– zauważyła Sakura, mrużąc oczy na samuraja.

– Panno Sakuro, oczywiście, że sprzedaliśmy nadwyżkę, lecz przez szlak handlowy, który kontroluje wasz klan dochodziło do ciągłych ataków bandytów, przez co otrzymaliśmy do tej pory jedynie połowę sumy, która powinna trafić do naszego skarbca– ogryzł się Kenta, pozwalając sobie na złośliwy uśmiech w stronę wojowniczki.

Sakura pomimo faktu, że była kobietą, należała do kasty samurajów, to też obowiązywał ją kodeks busido. A jednym z ważniejszych punktów była stanie w obronie swojego pana, zwłaszcza jak chodziło o jego honor. A to, że jego wasal klanu Yamisura obraził, politykę wewnętrzną jego pana  i to w obecności dwojga jego dzieci, mocno ubodło dziewczynę. Jej oczy zmieniły przez większość spotkania zdawały się być niczym oaza spokoju, teraz, kto w nie spojrzał mógłby ujrzeć burzę szalejących płomieni. Otworzyła już usta by wyzwać dziedzica rodu Sakamoto na pojedynek o honor, ale wszystko przerwał głos Shinjiego:

– Panie Sakamoto, proszę zachować swój cięty język, a ty, siostro, wstrzymaj to spojrzenie. Nie czas na wewnętrzne kłótnie między rodami. Wracając do głównego problemu, użyjemy naszych nadwyżek, by pomóc przetrwać armii do następnych zbiorów, a myślę, że pomniejsze klany również pomogą. Czy jesteście ukontentowani, panie?

– Oczywiście, panie i proszę o wybaczenie za swoje zachowanie- powiedział Kenta, kłaniają się w stronę Shinjiego.

– I ja również, bracie- dodała Sakura, również się kłaniając.

– Cieszy mnie to. W chwili, gdy exodus ogrów na nasze ziemie jest realnym zagrożeniem, musimy zachować pomiędzy klanami północy jedność decyzyjną i współpracę. Nie możemy oczekiwać, że południowcy będą chcieli wyjść ze swojego świata intryg i ujrzeć co to jest naprawdę piekło. Dlatego, musimy się mocno trzymać razem, jako jedyni. Czy się mylę?

Odpowiedź na pytanie Shinjiego była wręcz oczywista: wszyscy członkowie spotkania odpowiedzieli jednogłośnie, że się nie myli. To zadowoliło dziedzica, co zaprezentował choćby przez mały uśmiech. Jednak, szybko zniknął z jego twarzy, gdy usłyszał jakiś chaos za sobą. Odwrócił się gwałtownie, by dostrzec, że dwójka strażników, którzy mieli pilnować namiotu narad nie chce wpuścić ewidentnie zmęczonego podróżą mężczyznę. Samuraj jednak tego człowieka poznał od razu:

– Przepuście go. To Yun, posłaniec mojego ojca.- szybko zareagował Shinji.

Strażnicy puścili chłopa, który po chwili padł u stóp samuraja. Klęczał tak, aż do czasu, gdy dziedzic rodu Yamisura nie nakazał mu wstać:

– Co się przygnało w te strony?- spytał Shinji, na co chłop jeszcze bardziej się schylił.

– Panie, twój ojciec nakazał, bym przekazał Wam ten list.

Yun wyciągnął z tuby na listy zwinięty w rulon zwitek papieru, zalakowany pieczęcią z przedstawieniem wijącego się między kwiatem chryzantemy węża, który był symbolem klanu Yamisura i wręczył go Shinjiemu. Ten otworzył korespondencję i błyskawicznie przeczytał. Po chwili poruszył wąsem, jakby ze zdenerwowania. Chował list za obi:

– Yun, nakaż przeszykować moje rzeczy. Natychmiast opuszczam obóz- powiedział krótko Shinji, podenerwowany.- Sakura, jako moja siostra i reprezentantka rodu Yamisura, przejmujesz dowodzenie nad całą kampanią. Ja muszę się zobaczyć natychmiast z ojcem.

– Coś się stało? Jest na łożu śmierci?- zaniepokoiła się wojowniczka, chociaż odważyła się spytać o to dopiero, gdy Yun opuścił namiot.

– Gorzej– odparł Shinji- nasz przywódca i namiestnik władzy cesarskiej na wyspie, szogun Ryuji Oda, opuścił ziemski padół…

***

Wyspa Nihho nigdy nie była częścią Zjednoczonego Cesarstwa Cathy, nie mniej od ponad czterystu lat była ich lennem. Wedle paktu, szlachta z wyspy miała uznać cesarza za swojego władcę, płacić podatek oraz wstawić się na wezwanie w chwili wojny zewnętrznej. Nie mniej, Nihhończycy mieli zachować swoją autonomię, a co za tym idzie, dawny ustrój. Musieli jednak wybrać reprezentanta, który by przemawiał w ich imieniu. Stąd też powstała pozycja szoguna, co w ich języku miało oznaczać naczelnego wodza militarnego. Wynikało to stąd, że w chwili, gdy Nihho stawało się lennem, panowała tam wojna domowa o ostateczną władzę nad wyspą, w której brali udział liczni watażkowie. Jeden, należący do klanu Oda, zdecydował się zawezwać na pomoc wsparcie z cesarstwa Cathy. Wraz z cathajskimi żołnierzami, klan odniósł druzgocące zwycięstwo. Zgodził się na bycie wasalem cesarza. Próbowano oczywiście przemienić nihhończyków w cathajczyków, lecz lud był to bardzo przywiązany do swoich tradycji, których nie chciała porzucić. Dano w końcu za wygraną. Wyspa zachowała się w dawnym kształcie, nie przyjmując innej kultury. A nad tym wszystkim czuwał szogun. Ranga była dziedziczna, to też gdy umierał ojciec, pierworodny, podążający drogą busido, stawał się nowym szogunem. Klan Oda cieszył się łaską Żywiołów i Jedności przez czterysta lat, ale ostatni władcą Nihho zmarł, pozostawiając po sobie jedynie córkę, która nie była przeznaczona do życia jako samuraj.

W chwili, gdy stanowisko szoguna pozostawało wolne, władzę mieli przejąć na jakiś czas kapłani Żywiołów i Jedności, by nie dopuścić znów do bratobójczej walki. I to od nich zależało, czy będzie elekcja nowego szoguna czy też zupełnie inna polityka wobec wyspiarzy. Pomimo zapewnień o braku przelewie krwi, wszyscy członkowie wielkich klanów byli nerwowi i zabezpieczali się.

Stąd też, Shinjiego nie zdziwiło, że ojciec w takiej chwili zawezwał go do zamku Kira, w którym mieściła się siedziba klanu Yamisura. Pod eskortą dziesięciu samurajów, dziedzic wjechał przez drewnianą bramę zamkową do środka. Następnie, wzdłuż niskich budynków i kramów, ruszyli w kłusem w stronę głównej twierdzy, nie bacząc na przechodniów. Ci chłopi, którzy to widzieli, odchodzili na bok i kłaniali się szlachcie. To też poczet miał czystą drogę. Sam zamek znajdował się na wzniesieniu i w przeciwieństwie do osady go okalającej, oprócz drewna skorzystano również z kamienia. Był to typowy zamek, jakie można znaleźć w Nihho, posiadający łukowato wygięte dachy, o pobielanych ścianach, a także małych oknach. Prawie w całości był otoczony kamiennym, biało-brązowym murem, poza częścią południową, niedaleko której przepływała rwąca rzeka. Niedaleko niej był pięknie zadbany ogród, jeden z piękniejszych, jakie można ujrzeć na północy.

Gdy tylko Shinji wjechał na dziedziniec, wnet przy nim pojawiła się służba, która szybo zadbała o jego konia, bagaże, a także zaprowadziła do komnat. Tam został szybko obmyty z brudów kilkudniowej podróży, a także dano mu nowe ubrania w postaci kimona w barwach klanu, czarnej hakamy[7], białych skarpet oraz sandałów. Na ramiona narzucono mu haori[8] z symbolem klanu, zaś za obi kompletne daisho. Gdy tylko samuraj był już przebrany, ruszył pewnym krokiem drewnianym korytarzem do sali audiencyjnej, gdzie miał go przyjąć ojciec. Po drodze zbierał ukłony szacunku od dworzan, głównie lenników rodu Yamisura. Gdy dotarł do końca korytarza, drzwi do sali otworzyli mu dwaj potężnie zbudowani wojownicy z naginatami i w zbrojach łuskowych.

Gdy Shinji tam wszedł, stwierdził w myślach, że nic się nie zmieniło od czasu, gdy opuścił to miejsce kilka lat temu. Sala była bardzo przestrzenna, chociaż zupełnie pozbawiona jakichkolwiek mebli. Patrząc na wprost od wejścia można było dostrzec ścieżkę wzdłuż szesnastu rozłożonych poduszek, po osiem na stronę, z których piętnaście było już zajętych. Na samym końcu było podwyższenie z siedemnastą poduszką, na której siedziała głowa klanu, Yamisura Hattori. Młody wojownik ruszył w stronę swojego ojca, odbierając przy tym honory od siedzących już na poduszkach. Shinji rozpoznawał w nich przedstawicieli najważniejszych lenn klanu: Sakamoto, Mahiro, Yano, Usami oraz Soseki. Oprócz nich, byli również dowódca straży pałacowej, jako jedyny w zbroi płytkowej na sali, Soho Masaki oraz czwórka dworzan, których Shinji nie poznawał, a pełniących zapewne rolę ministra finansów, gospodarki, sprawiedliwości oraz nauki, którzy służyli swoimi radami dla rodu. Wszyscy byli ubrani w szaty, które albo reprezentowały ich urząd albo barwy klanu, a na dodatek, wszyscy pod bronią, co na południu kraju było nie do pomyślenia. Młody wojownik skłonił się bardzo głęboko swojemu ojcu. Ten, podobnie jak sala, nic się nie zmienił. Był zupełnie łysy, miał siwiejącą już, czarną bródkę oraz wąsy. Ubrany był podobnie jak Shinji, jednakże był o wiele bogaciej zdobiony. Daisho Hattoriego leżało przed nim. Pomimo tego, że przedmioty wyglądały na zupełnie normalne, każdy, kto nosił kiedykolwiek ostrza rodowe wiedział, że należy oddawać im należną część. Tam bowiem mieszkała część duszy przodków, którzy władali tymi broniami.

Shinji ukłonił się zgodnie z zasadami etykiety zgodnymi z tradycjami północy: bez zbędnych ceremoniałów, proste zgięcie pleców i pozostanie w tej formie do chwili, gdy senior da znać, że uznał to za wystarczający gest. Na szczęście dla samuraja, jego ojciec wolał nie tracić w tej chwili czasu na ocenę etykiety syna, stąd też dał znak ręką, by usiadł na należnym mu miejscu, co też wojownik uczynił. W przeciwieństwie do tradycji zachodnich, spoza nawet Zjednoczonego Cesarstwa Cathy, wyspiarze siadali na kolanach, na poduszkach. Uznawano to za kolejny przejaw hołdu dla swojego seniora, gdyż łatwo było wykonać ukłon na kolanach, a gdy zaszła potrzeba, seppuku[9].

W chwili, gdy Shinji zajął swoje miejsce pośród rady, głos zabrała głowa klanu młodego wojownika, Yamisura Hattori:

– Drodzy towarzysze, rodzino i najbliżsi współpracownicy. Nie będę tracił czasu, na omawianie tego, co już wiemy: szogun nie żyje i nie posiada potomka. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, z czym to się wiąże: w ciągu miesiąca wszystkie znaczące się klany na wyspie Nihho będą się sobie rzucać do gardeł w celu zagarnięcia tak znaczącej pozycji. W tej sytuacji, musimy podjąć i my, klany północy, pewne działania. Dlatego, każdemu, kto ma wykoncypowany plan działania, udzielam prawa głosu.

Pomimo, że Hattori mówił o problemach wielkiej wagi, jego głos zdawał się być pozbawiony żalu czy rozpaczy. Twierdziło się, że północ ludzi hartuje do tego stopnia, że z czasem zatracają umiejętność wyrażania emocji, ale nawet biorąc pod uwagę to, renoma, jaką cieszył się szogun na wyspie winna spowodować odrobinę reakcji u głowy największego rodu na północy. Ale tak mogli by myśleć dworzanie z południa. Na północy wszyscy wiedzieli, że Yamisura Hattori po prostu taki był, jest i będzie. I na tym temat lepiej kończyć, jeśli się nie chce się obrazić najpotężniejszego daimyo[10] na północy.

Jako pierwszy głos zabrał urzędnik do spraw finansów. O jego pozycji świadczyło złote kimono, obwiązane czerwonym obi[11]. Twarz miał bardzo smukłą, a pod nosem sumiaste wąsy. Poza nimi nie miał żadnych niedoskonałości, co mogło świadczyć o tym, że nie brał udziału w żadnej otwartej potyczce z udziałem wojska. Może i nie był bushi, ale wciąż był samurajem, o czym świadczyła jego katana i wakizashi[12]. Wpierw jednak wstał i ukłonił się swojemu panu. Dopiero po ceremoniale zabrał głos:

– Panowie, może i służę rodowi znacznie krócej od was, pragnąłbym zabrać pierwszy głos. Wynika to z tego, że pełnię rolę, która wpływa na wszystko co się dzieje na tych ziemiach, czyli doglądam finansów. I z przykrością muszę stwierdzić, że koku[13] w skarbcu jest zbyt mało, by poprowadzić należycie kampanię elekcyjną dla naszego kandydata, o czym wielu z was zapewne myślało na tę chwilę. Grasanci na drogach północy powinny być pierwszym problemem, z którymi się powinniśmy mierzyć, gdyż są coraz bardziej zuchwali. Ale to nie jest temat naszych rozmów. Myślę, że powinniśmy wesprzeć innego kandydata na szoguna, aniżeli decydować się na osłabienie ekonomiczne północy.

– Jesteś sprzedajny- odezwał się nagle Soho Masaki, powstając z trudem z poduszek. Gdy się wyprostował zdawał się być wręcz olbrzymem. Szerokie ramiona, umięśnione ręce i wzrost znacznie wyższy niż typowy Nihhończyk. Jego głos brzmiał niczym kucie żelaza na surowo: twardo i głośno.- Wszyscy wiedzą, że Misato Tenshi pochodzi z południa, to też będzie mocno wspierał sprawę tych terenów. Ostatnie sto lat pod rządami klanu Oda były okresem, w którym doszło do zbędnego zbliżenia się z cesarstwem! Rozwinęła się kultura i miasta, ale powolnym krokiem zatracamy własną tożsamość, o którą walczyli pierwsi szogunowie z klanu Oda! W końcu oni również pochodzili z północy. Dlatego należy wesprzeć kandydata z północy, z którym będzie stała uzbrojona armia największych klanów z tych ziem!

– Czyli klanu Yamisura, panie Soho?- zapytał Kitano Takhesi, minister sprawiedliwości, ubrany w czarno-białe szaty i z włosami zaczesanymi w kok.- Nie śmiem gryźć dłoni, która mnie karmi, lecz nawet pomimo dużej siły, klan Yamisura jest za mały, by móc samodzielnie pełnić władzę, nawet z pomocą wasali, takich jak członkowie klanów Usami czy Mahiro. Trudno będzie posiąść jednowładztwo w świecie, w którym zamiast szczerości i prawdomówstwa, najczęstszym sposobem przekonania kogoś do swoich racji jest ostrze shinobi[14] lub trucizna. Trzeba się trzymać z dala od świata intryg, bo skończy się to zgubą dla klanów północy.

– Południe przejmuje coraz bardziej wzorce z kontynentu, to fakt- powiedział Tako Usami, zwany również Dziadkiem Północy, z racji swojego wieku. Miał już 75 lat, a wciąż zachowywał dużo wigoru jak na swój wiek, a co najważniejsze, był skarbnicą wielu informacji. W końcu klan Usami to przede wszystkim świetni zwiadowcy.– Ale nie każda zmiana jest zła. Chodzę już sporo na tym padole i wiele widziałem. Nasze święte tradycje są istotne, lecz również przechodziły pewne przemiany, by dostosować się do potrzeb teraźniejszości. Północ jest właśnie jak taka tradycja. Potrzebna jej rewolucja, by przetrwać. Ale nie możemy pozwolić, by propaganda naszego… sojusznika… zakorzeniła w nas nowe idee, które wypaczą poprzednie. Gdyby na siedzisku szoguna umieścić kogoś z północy, można byłoby zachować kompromis. W końcu kto jak kto, ale klany z naszych terenów należą do dość upartych.

Krótki wywód Dziadka Północy wywołał lekkie rozbawienie na sali, co nieco uspokoiło niektórych samurajów do sięgnięcia po ostrza, by bronić swojego honoru. Shinji mimowolnie też się uśmiechnął, analizując wszystko to, co zasłyszał. Każdy miał rację. Ale dziedzicowi klanu bardziej przypadły do gustu postulaty o wsparciu jakiegoś kandydata, aniżeli wskazaniu kogoś „swojego”. Wiedział też jak to ubrać w słowa. Podobnie jak pozostali rozmówcy, powstał z miejsca i wygłosił swoją odpowiedź:

– Wracam właśnie z okolic Gór Srebrnych, gdzie wraz z wojskami mojego klanu, jak i również wsparciu oddziałów wasalnych odparliśmy awangardę ogrów. W czasie walk z dość nieliczny, ale silnym i wytrzymałym wrogiem straciliśmy dość sporą ilość wojowników i zwykłych ashigaru, ale zwyciężyliśmy. Było to jednak zwycięstwo niegodne ceny, które za to ponieśliśmy. Wędrówka tych bestii wciąż trwa i wkrótce nasze ziemie będą pełne tych bestii. Nie będę oszukiwał szlachetne zgromadzenie, nie mamy żadnych szans w starciu z tymi potworami, jeśli nie skorzystamy z rezerw koku na uzbrojenie i wyćwiczenie nowych wojsk. Poza tym, jak słusznie stwierdził pan Misato, na drogach nasze karawany atakują grasanci, którzy utrudniają zwiększenie zasobów klanów północy. Dlatego skłaniam się ku temu, by powstrzymać nasze ambicje w kandydowaniu na szoguna i poprzeć innego kandydata, ale takiego, który ma w sobie krew północy. Jak nawiązał do tradycji Usami Tako, tak i ja to zrobię. Prawdziwy szogun winien być wojownikiem, a nie lalką na siedzisku. Nie winniśmy wybrać dworzanina, ale bushi z krwi i kości, który wspomoże zarówno nas, jak i nie doprowadzi do cathyzacji wyspy.

W chwili, gdy Shinji skończył mówić, zasiadł z powrotem na poduszki. Czuł na sobie spojrzenia kilku osób, którym nie w smak składanie broni i poddaństwo w stosunku do innego szoguna niż z tego z północy. Jednak, ostateczną decyzję i tak podejmie jego ojciec. Jakakolwiek ona by nie była, pozostanie wierny swojemu klanowi.

Yamisura Hattori po wysłuchaniu słów swoich doradców, w końcu sam powstał z miejsca. Wziął do ręki swoje rodowe ostrza i spojrzał to w lewo to w prawo. W końcu odezwał się, jednak odpowiedź była dość lakoniczna w stosunku do wylewnych wypowiedzi jego wasali:

– Wezmę pod rozwagę wasze opinię i zadecyduję. Chcę jednak, byście mieli swoje rodowe oddziały cały czas w gotowości. To wszystko na teraz. W sali chcę widzieć tylko mojego syna. O najbliższym spotkaniu powiadomię was gońcem.

Po usłyszeniu tych słów, wszyscy poza Shinjim wstali z miejsca, oddając ceremoniał pożegnalny dla seniora w postaci ukłonu, by następnie opuścić salę, gdzie obywało się spotkanie. Strażnicy przy drzwiach zamknęli wrota, pozostawiając syna i ojca w samotności. Młodszy samuraj nie odezwał się słowem, czekając aż wszystko rozpocznie Hattori. Ten jeszcze przez chwilę trwał w milczeniu, jakby zebrać słowa. Po chwili, zabrał głos:

– Jeśli to prawda, co mówiłeś, mój synu, powinniśmy przyjąć strategię nie głównego natarcia, a wsparcia.

Shinjiego nie zdziwiły słowa ojca. Na północy istniała jakoby tradycja, by każdy aspekt życia przypisywać do wojskowości, na której się opierała ta część wyspy. Powoli to zanikało, co dało się zauważyć w trakcie rozmów z pozostałymi klanami.

Samuraj wziął krótki oddech i odpowiedział:

– To twoja decyzja ojcze. Rozlokowałem nasze siły na umocnionych pozycjach, których wróg nie będzie w stanie ominąć. Ludzie powinni się obronić, o zaopatrzą się w smołę i płonące strzały. Lecz twoja córka nie cierpi na brak pamięci, to też jeśli złożymy prowadzenie działań obronnych w jej rękach, nie będziemy mieli trudności z rozpoczęciem walki na dworze.

– Próbujesz siebie przekonać do tego, by spróbować jednak zagarnąć stanowisko dla naszego klanu czy mówisz to co chcę usłyszeć? –spytał dość dwuznacznie ojciec, lustrując swojego syna dość surowym spojrzeniem.

– Nie jest w tym momencie istotna moja decyzja, co bardziej twoje chęci ojcze. Nie mam zamiaru wychylać się przed szereg, by zająć twoje miejsce. Jestem wojownikiem, nie politykiem. Przynależę polu bitwy, gdzie będę mógł bronić honoru klanu i naszych ziem, a nie na dworze, gdzie walkę będę prowadził piórem i pergaminem.- odpowiedział bez cienia wahania Shinji, nawet nie drgnąc.

– O tym, czym będziesz się zajmował zadecydują wydarzenia, które nastąpią w ciągu kilku miesięcy– odpowiedział jakby proroczo Hattori, pozwalając sobie na krótki uśmiech.- Na razie mam dla ciebie inne zadanie. Skoro jesteś pewny, że Sakura sobie poradzi, jestem skłonny wysłać ciebie z bardzo ważną misją natury dyplomatycznej, chociaż twoje zdolności militarne mogą mieć w tym nie małe znacznie.

– Zamieniam się w słuch- odparł zaintrygowany Shinji, lecz nie okazując w żaden sposób zniecierpliwienia.

– Jak wiesz, nasza wyspa pomimo, że posiada sporą autonomię, wciąż jest zależna od cesarstwa– zaczął senior klanu, a już sam początek nie podobał się młodemu samurajowi.- To też, dwór z Cathy musi mieć czuwanie nad wydarzeniami na wyspie. Zgodzisz się ze mną, że elekcja nowego szoguna zbudza spore zainteresowanie na kontynencie. Stąd też, cesarz zdecydował się wysłać do nas legata, który będzie czuwał nad wyborem naszego przywódcy, by, jak to ujęto w liście, który wysłano do każdego większego dajmio na wyspie, nie doszło do uchybień w stosunku do boskiego cesarza. Nie trzeba być specjalnie rozeznany w etykiecie epistolograficznej, by zrozumieć, że będzie działał na korzyść cesarza. Jednak uchybieniem byłoby nie wysłanie mu komitetu powitalnego, który zaprowadzi wysłannika cesarskiego do stolicy, gdzie ma się odbyć elekcja. Wedle tradycji, każdy dajmio ma wysłać jedno ze swoich dzieci, które będzie towarzyszyło legatowi, by mu towarzyszyć. A to mniej więcej ma oznaczać, że będą mu patrzyli na ręce. Chciałbym, byś ty reprezentował klan Yamisura. Jesteś obecnie moim jedynym synem, to też wybór był wręcz oczywisty.

Tutaj przerwał, by dać Shinjiemu chwilę na przeanalizowanie słów. Wiedział doskonale, że chłopak nie będzie tym zachwycony. Miał pilnować cesarskiego psa, by nie wyrwał się ze smyczy i nie zaczął oznaczać swojego terenu.

– Uczynię wedle twojego rozkazu, ojcze– odpowiedział z lekkim drżeniem w głosie młody samuraj, z trudem przyjmując ten obowiązek.- Lecz chciałbym rozwiać pewną wątpliwość, która nie pasuje mi do celu misji. Wspomniałeś, że przyda się tutaj mój instynkt wojownika. Mógłbyś, ojcze, wyjawić czemu?

– Odpowiedź jest wręcz oczywista, mój synu– odparł lekko zdumiony reakcją Shiniego Hattori.- Pierwsza sprawa, to wraz ze śmiercią szoguna, wielu samurajów stara się zachować równowagę w swoich włościach. Gromadzą się, nie pozwalając na nadaktywność swoich poddanych, co się wiąże z uciskiem wobec nich. Pospólstwu ta rzecz nie jest na rękę, to też sami szybko zaczną się organizować w zbrojne bandy, które będą chciały się wyrwać z naturalnego porządku. Owszem, będą pacyfikowane, ale to, czego nas uczy historia, nie wszystkie zostaną rozbite. To też będą stanowiły zagrożenie dla przejezdnych po traktach prowadzących do kluczowych miast. Wiąże się to z drugą rzeczą, jaką są już istniejące zgrupowania rozbójnicze, o których była mowa tutaj nie raz. Zauważono ich wzmożoną aktywność nie tylko na północy, ale również w innych regionach wyspy. Są może mniej liczne, ale lepiej uzbrojeni niż chłopstwo, a także mają wytworzone systemy dowódcze, to też mogą stanowić spore niebezpieczeństwo. Nie zliczę również dzikich band ogrów czy innych bestii, z którymi musimy się mierzyć na co dzień. Sumując to wszystko, można wywnioskować, że podróż w tych czasach jest bardzo niebezpieczna. Dlatego w chwili eskortowania legata, winien wszystkim dowodzić ktoś, kto zna się na aspektach wojskowości. A gdzie indziej szukać dowódców, niż na północy. Czy teraz rozumiesz swoje prawdziwe zadanie, mój synu?

Shinji kiwnął głową na znak zrozumienia. Wiedział również, że w tej misji ojciec obdarzył go dużym zaufaniem oraz okazaniem szacunku do niego, że wysyła go na tak istotne zdanie, to jednak samuraj nie mógł się wyzbyć wrażenia, że jego miejsce jest pośród szczęku oręża i krwi pokonanych wrogów, a nie wśród rozpieszczonych samurajów z pozostałych części wyspy. Ale, nie miał zamiaru plamić honoru swojego klanu własnymi wątpliwościami. Jego celem było służyć. I miał tego dochować.

– Rozumiem, ojcze i wybacz, że myśli o przeszłych wydarzeniach zaćmiły mi umysł, że tego nie dostrzegłem- odrzekł bardzo stonowanym głosem Shinji, jednak pełnym szacunku do przedmówcy.-  Jeśli takie jest twoje pragnienie, wyruszę od razu. Rzeknij tylko gdzie, a pognam jakby mnie samo Powietrze za sprawą wiatru gnało.

– Nie mieszaj w to wszystko Świętych Żywiołów, mój synu– odpowiedział nieco surowiej Hattori, ale po chwili wrócił do wcześniejszego, spokojnego tonu.- Port przy mieście Natsu, na południe od Haru, kierując się od Kira. Nie musisz się spieszyć, bowiem przybędzie dopiero w ciągu dwóch tygodni. Droga nie powinna zająć więcej niż tydzień. Możesz z racji bezpieczeństwa ruszyć ze swoim orszakiem, ale w chwili, gdy pojawisz się już w Natsu, musisz ich wysłać albo na dwór szoguna albo z powrotem do Kira. Mnie samego spotkasz już w stolicy, gdzie podejmę swoją decyzję o naszych działaniach.

– Teraz rozumiem- odpowiedział krótko Shinji, myśląc, że to już koniec tego, co ma do powiedzenia jego ojciec. Ten jednak nie skończył jeszcze mówić. I gdy zaczął to przedstawiać twarz dość spokojna nabrała teraz pewnego grymasu zniesmaczenia.

– I jest jeszcze jedna kwestia. Wraz z legatem cesarskim przybędzie ktoś jeszcze. Nie dawno jak dwa lata temu, cesarz pod swoje skrzydła przyjął pewnego podróżnika z zachodu. Może na początku jako pewną atrakcję, ale z czasem sam cesarz zainteresował się tą osobą, pozwalając mu spisywać to co zobaczy. Decyzją cesarza, oprócz wysłania legata, było przysłanie tutaj tego podróżnika, by spisał całą elekcję.

– Nanban?![15]spytał głośno Shinji, wykazując swoim głosem zarówno zaskoczenie, jak i również niesmak.-Czy Cesarz do końca postradał zmysły, by zapraszać na naszą świętą ziemię barbarzyńcę, który nie będzie szanował naszej kultury? To nie do pomyślenia!

 – Myślę, że to był celowy zabieg Cesarza­ – odparł spokojniej Hattori, gładząc się po brodzie.- Zapraszając obcego na te ziemie spowoduje u nas pewną sensację, a także chaos w naszym systemie społecznym. Będziemy znacznie uważniej śledzić poczynania barbarzyńcy, aniżeli legata, dzięki czemu łatwiej mu przyjdzie uzyskanie pewnych informacji. Nie możemy w tej sytuacji do tego dopuścić. Dlatego postarajmy się nie zwracać szczególnej uwagi na przybysza. Wiem, że będzie to trudne, ale wykonalne. Przebadać zainteresowania przybysza i podrzucić mu jakiś ochłap, który będzie mu się wydawał ciekawy, a nam, zupełnie normalny. Upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, bo zarówno nanban będzie ukontentowany, a i my będziemy wciąż na oku legata.

– A co jeśli przybysz wykaże się bystrością i przejrzy nasze zamiary? Trzeba brać również takie coś pod uwagę– słusznie zauważył Shinji, spoglądając na ojca.

Hattori zamyślił się chwilę i powstał z miejsca, ruszając w stronę wyjścia. Shinji ukłonił mu się jeszcze, a w chwili, gdy senior klanu był przy drzwiach, usłyszał z jego ust jeszcze jedno zdanie, które było odpowiedzią na jego pytanie:

– Jak mówiłem, na wyspie jest teraz bardzo niebezpiecznie…                                                         

 ______________________________________________________________________________________________________________________________________

 

[1] Ashigaru (z jap. lekkonodzy): formacja wojskowa w feudalnej Japonii, składająca się z żołnierzy pochodzenia chłopskiego, uzbrojonych najczęściej w lekkie pancerze, włócznie lub łuki, a później również w arkebuzy.

[2] Nobori: rodzaj flagi wojskowej, służącej do rozróżniania poszczególnych oddziałów, którą często nosiło się na plecach.

[3] Kabuto: rodzaj japońskiego hełmu z ruchomym nakarcznikiem

[4] Daisho: komplet mieczy, w skład, którego wchodziła długa broń, jak katana lub tachi oraz wakizashi, miecz krótki; jeden z symboli przynależności do kasty samurajów.

[5] Bushi: wojownik

[6] Ona-bushi: kobieta-wojownik

[7] Hakama: spódnica bądź bardzo szerokie spodnie

[8] Haori: rodzaj krótkiego płaszcza

[9] Seppuku: japoński zwyczaj popełniania rytualnego samobójstwa, inaczej harakiri

[10] Daimyo: pan feudalny, potężny właściciel ziemski, odpowiednik arystokracji i magnatów

[11] Obi: rodzaj bardzo długiego pasa

[12] Wakizashi: rodzaj krótkiego miecza

[13] Koku: jednostka mar w Japonii, dawniej używano jej jako określanie majątku. Tutaj, odpowiednik złotej monety.

[14] Shinobi: Zabójca

[15] Nanban: W Japonii określenie przybyszów z Europy, tudzież barbarzyńców, tutaj przybysze z zachodu

Facebook Comments

Dodaj komentarz