Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #7

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Weles

Odcinek 20.

Kiedy główne gwiazdy przedstawienia oddały się rozmowie i oddaliły od poszkodowanego i jego znaleziska, ten syknął do Karmel:
– Ten palant mówi cicho i niewyraźnie – skrzywił się i ścisnął znalezioną broń. – Nie dosłyszałem jego pytania i nie dam sobie wmówić, że nie wiem, jak wygląda mizerykordia. Przecież spędziłem…
– … niejeden dzień w bractwie rycerskim, tak, wiem – jęknęła Karmel,

patrząc na niego z politowaniem. Pomogła mu wstać, ale ten z pychą wzgardził pomocą i otrzepał się. – Teraz powiesz, że kopniesz go w dupę tak, że jego wnuki będą się skarżyć?
– Żeby mieć wnuki, trzeba mieć najpierw dzieci – Długowłosy nie patrząc na nią, ani w ogóle na resztę obecnych, na próbę zamachnął się ostrzem – A żeby mieć dzieci, to trzeba mieć jaja, Karmelku.
Dorota pragnęła dodać, że żeby mieć tak cięty język, trzeba umieć to poprzeć, ale przypomniała sobie, że Marco jest niepoprawny.
Poczuła szarpnięcie za ramię – brutalne szarpnięcie – i usłyszała polecenie:
– Porozmawiają państwo z nami o całej tej sprawie, wasze zeznania mogą bardzo wiele wnieść – silna, wielka dłoń jednego z policjantów zacisnęła się na ramieniu Doroty.
Czubek ostrza niedawno zdobytej mizerykordii z milczącym błyskiem pomknął do krótkiej, masywnej szyi funkcjonariusza. Zastygł tam, jak lśniąca, stalowa groźba.
– O niczym nie porozmawiamy, byczku – wycedził przez zęby Marco, z którego twarzy odpłynęła wszelka wesołość. Wyglądał poważnie. I groźnie. Zaiste, dobrze mu było z bronią w rękach.
Zaraz potem w stronę jego i Karmel wycelowały pistolety drugiego policjanta, George’a z Interpolu i detektyw Justyny.
– Czy to odmowa składania zeznań, czy napaść na funkcjonariusza, szefie? – zapytał drugi z policjantów.
– Lepiej wyjaśnijcie, jak do tego doszło – warknął Antoni, patrząc chłodno na Holdena, by zaraz rzucić pytające spojrzenie w stronę Bielskiej.
– Ten ogolony pudelek za brutalnie potraktował twoją kuzynkę – Marco zabrzmiał zimno, bardzo zimno. Ręka z mizerykordią nawet mu nie drgnęła. – A ja mam dość bycia ganianym przez policję i szczutym. Przejadło mi się to w życiu, a cała ta sprawa mi się nie podoba. Opuść tą broń, Holden. I niech twój drugi kolega zrobi to samo.
Idealnym wprost komentarzem do awantury był uśmiech Karmel, pełen dzikiej satysfakcji.
Kark w mundurze policjanta przełknął ślinę i patrzał na długowłosego świńskimi oczkami.
– Rozwiążmy to jak cywilizowani ludzie – zaproponował George, przeczesując włosy lewą ręką. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
– Ssij, palancie! – odpowiedział mu beztrosko Marco.
Wtedy Antoś rzucił się na Holdena, wytrącając mu broń, zaś pani detektyw celnie – jak to miała w zwyczaju – zdjęła drugiego z jego ludzi.
Uśmiech rozjaśnił twarz Marco – egoistyczny uśmiech – a w jego oczach błysnęła adrenalina, dużo adrenaliny. Gładkie, zamaszyste cięcie zostawiło czerwoną linię na gardle policjanta. Zwalił się na ziemię.
– Słodko – mruknęła Karmel – Bardzo, bardzo słodko.
– Nie wiem, komu z nas odbiło najbardziej – wycharczał Antoś, mocując się z Holdenem i byłby przegrał, gdyby nie pomoc Doroty, a konkretnie jej kopniaków – Ale będzie tylko gorzej. Jesteś szaleńcem! – krzyknął do Marco, który z pewną satysfakcją oglądał krew ściekającą z mizerykordii.
– Tylko wariaci są coś warci – Długowłosy puścił mu oko.

 

Michał Nowina

Odcinek 21.

Kiedy Justyna zakuła Holdena w kajdanki, Antoni doskoczył do Marco.
– Wariaci powinni być zamykani! Odbiło ci?! – wykrzyknął. – Myślisz, że nie skumaliśmy, że te dwa łepki to lewe gliny?! Tym bardziej, że ten drugi wyłonił się niczym spod ziemi.
– Oj kuzynku, kuzynku – uśmiechnęła się Dorota – Żeby posądzać Marco o myślenie, wpierw byś musiał mieć pewność, że jest mu znana taka czynność. Ten osobnik działa na podstawie algorytmów, których ty, naukowiec, nie zrozumiesz. Jedno jest pewne: kłopoty to jego specjalność.
Marco, zezłoszczony przez Antka i upokorzony przez Karmel, podniósł ostrze w stronę młodego archeologa. Antoni nie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Błyskawicznie przechwycił jego rękę i robiąc obrót wyłamał mu krótki miecz z dłoni. Na dokładkę dał mu kopniaka w tyłek, po czym postawił nogę na ostrzu.
– Zapamiętaj idioto, że to nie zabawa w drużynie rycerskiej, czy gra komputerowa! Tutaj scyzoryki są piekielnie ostre i nie odrodzisz się, kiedy ktoś ciebie zadźga! A tak w ogóle co ci strzeliło do głowy, żeby chlastać tego draba?!
– Bo ma to w naturze, tak jak jego przodkowie – odezwał się Holden, którego Justyna skutecznie wduszała w ziemię kolanem.
– A co ty możesz o mnie wiedzieć, przebierańcu?- warknął Marco, patrząc wciąż na Antka niczym zabójca. Zanim mężczyzna mu odpowiedział, syknął do Antoniego przez zęby:
– Ty, studenciak, skąd znasz takie czary mary?
– To nieistotne – usłyszał w odpowiedzi. – Bardziej interesujące jest, dlaczego ten łepek zadał sobie tyle trudu, żeby przebierać się za funkcjonariusza Interpolu.
– Nie jestem przebierańcem – obruszył się Holden – My po prostu jesteśmy wszędzie.
– My? To znaczy..? – zapytała dobitnie pani detektyw.

 

Jagoda Dżejdża Niemczycka

Odcinek 22.

– Pani Justyno, wyjaśnię pani wszystko, ale tylko jeśli porozmawiamy spokojnie, bez użycia siły.
Zdezorientowana policjantka obejrzała się przez ramię na stojącego obok Marco. Nie wydawał się być zbytnio zachwycony takim obrotem sprawy, skinął jednak polubownie głową na znak zgody.
– W porządku. Ale masz być grzeczny i siedzieć spokojnie – powiedziawszy to pomogła lekko już podduszonemu Holdenowi podnieść się z ziemi.
Mężczyzna stanął na nogi, obrzucił pogardliwym spojrzeniem Marco oraz Antoniego, po czy rzekł:
– Jest jeszcze jeden warunek: nie będę rozmawiał przy świadkach. Obawiam się o swoje bezpieczeństwo, przebywając w towarzystwie pani.. kolegów – to mówiąc ponownie zerknął w ich stronę.
– Co to, to nie! – obruszył się Marco i gwałtownie przybliżył się w stronę Holdena – Nie będziesz nam rozkazywał, nędzny przebierańcu, chyba że znowu chcesz dostać w pysk!
Na te słowa milcząca dotąd Karmel warknęła nieprzyjemnym głosem:
– Zamknij się, palancie! Już i tak wystarczająco narozrabiałeś! Twoje próby popisywania się własną wątpliwą siłą i męskością jak dotąd przysporzyły nam tylko samych kłopotów!
Zgaszony Marco spuścił głowę i jak zbity pies posłusznie wycofał się do tyłu.
Justyna uśmiechnęła się w duchu. Była pod wrażeniem ciętego języka Doroty i łatwości, z jaką udało jej się przywrócić niesfornego chłopczyka do porządku. Szybko jednak odzyskała powagę i odpowiedziała stojącemu obok, zakutemu w kajdanki Holdenowi:
– Dobrze, powiedzmy, że zgadzamy się na twoje warunki. Ty musisz jednak zgodzić się na moje: porozmawiam z tobą na osobności, ale uzbrojona, a ty zakuty w kajdanki. Ja też myślę o swoim bezpieczeństwie. I jeszcze jedno: jeśli nie wrócę po upływie godziny, moi towarzysze zaalarmują oddziały służb specjalnych. Nie uciekniesz nam, więc nawet się nie wysilaj.
– W porządku – odparł Holden, pozornie niewzruszony słowami Justyny. – A teraz, pani detektyw, zapraszam na rozmowę.
Justynę podążyła w ślad za mężczyzną, mocno ściskając ukryty za pasem pistolet. W jej oczach można było po raz pierwszy dostrzec ledwo widoczny, tlący się lekko, acz intensywnie, strach.

 

Michał Nowina

Odcinek 23.

Antkowi nie podobało się to, że Justyna idzie sama na rozmowę z Holdenem. Tym bardziej, że nie przystał na jej propozycję rozmowy w domku, tylko chciał koniecznie iść do lasu.
Przyklęknął przy zabitym policjancie, o ile ten nim był, i zabrał mu broń oraz magazynki.
– Antoś, jesteś pewien, że zabrałeś panu wszystkie zabawki? – uśmiechnęła się Dorota.
Antoni skinął głową i przeszukał go dokładnie. Okazało się, że przy nodze miał jeszcze przytroczony rewolwer, a w kieszeni spodni paczkę z amunicją.
Następnie spojrzał na wyraźnie obrażonego Marco.
– I jak, nadal w jednej drużynie?- zapytał. – Sądzę, że tak samo jak ja nie ufasz tej szui, prawda?
– Pod tym względem to akurat się zgadzamy – odburknął Marco niechętnie.
– To się cieszę, chłopcy – włączyła się do rozmowy Karmel. – Jeżeli jest coś, co was łączy, to przynajmniej zwiększają się szanse na przeżycie naszej pani detektyw. Nie ma to jak się spotka inteligentny narwaniec z inteligentnym sztywniakiem. W innej sytuacji miałabym z was obu setny ubaw, ale teraz trzeba działać.
Antoni skinął głową i rzucił rewolwer w stronę Marco. Ten zgrabnie go chwycił i sprawdził, czy jest naładowany. Następnie podszedł do młodego archeologa i wziął z jego ręki pudełko z amunicją.
– Marco, tylko proszę, tym razem nie zabijaj bez potrzeby. Ok?
– Dobrze, sztywniaku – zaśmiał się perliście Długowłosy i w trójkę ruszyli do lasu.

 

Weles

Odcinek 24.

– Las – mruknął Marco pod nosem, omiatając wzrokiem mijane w marszu świerki i sosny. Jak to w polskim lesie iglastym, który prawdopodobnie liczył sobie niecałe kilkadziesiąt lat, poszycie niemal nie istniało. Jednakowoż był to las.
– Ano las – Antoni spojrzał z ukosa na Długowłosego. Igły chrupały im pod nogami, gdy tak podążali za Justyną, prowadzącą skutego Holdena.
Dorota zamykała pochód, będąc czujną i milczącą. To źle? – pomyślała.
– Mniej zachodu byłoby z przesłuchaniem go w tym domku – wzruszył ramionami Marco.
– Lepiej zastanówmy się, co zrobimy po przesłuchaniu – rozwinął wątek Antoni. – Nie wiemy, gdzie sami się podziejemy, a nie możemy go wiecznie wlec ze sobą… Zabić też nie – dodał chłodno.
– Pamiętasz jak wspomniał… że są wszędzie? – Długowłosy zacisnął zęby. Palce automatycznie powędrowały mu do broni. – Zawsze miałem hopla na punkcie teorii spiskowych – westchnienie uciekło między pnie sosen.
– Nie zważaj na niego, kuzynku – uspokoiła Dorota, podchodząc bliżej nich. Antoś nie wydawał się jednak przejmować napomknieniem o teoriach spiskowych. – Marco od zawsze żyje w lęku przed Iluminatami, agencjami rządowymi i masonerią. Jak na razie nikt go jeszcze nie sprzątnął – zaśmiała się. – Ten cały George może mieć po prostu źle w głowie.
– Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy – skwitował Marco, powołując się na pewną znaną piosenkę – Zostawmy ten temat jednakowoż – pokazał palcem w stronę pani detektyw, która prowadziła swojego więźnia na polankę.
– Macie pewność, że to dobre miejsce? – zapytał archeolog.
– To ona jest tu panią detektyw. Uznajmy, że prowadzi sprawę – skomentowała Karmel, opierając się o drzewo – Zostaję tu i będę się przyglądać. Możecie podejść bliżej, jak chcecie – po oczach znać było, że jej myśli błądzą gdzieś daleko.
– Nasz Rambo z uczelni pójdzie dalej – zarządził długowłosy.
– A to dlaczego…?
– Bo chcę pogadać z Karmel – mruknął Marco, jakby to była rzecz oczywista.
-To moja kuzynka, br… – chciał powiedzieć „brudasie”, ale ugryzł się w język. Był ponad prowokowaniem kłótni w takich momentach.
– A tam jest twoja pani detektyw i facet, którego pewnie będę musiał kiedyś zastrzelić, bo zrobili ze mnie twojego ochroniarza – nie rezygnował Marco.
– Antoni – głos Karmel był władczy i pewny, nie miała ochoty na żarty – Idź.
– Dorota…
– IDŹ! – warknęła wściekle. Strach stać obok kobiety w takiej chwili. Marco skrzywił się, słysząc ten krzyk.
Ukradkiem cały czas spoglądał na polanę. Zrobiło mu się szkoda Antosia.
– Nie zapomnij poprawić koszuli – dodał cicho, stając naprzeciwko Doroty.

Karmel masowała skronie. W głowie jej huczało, dźwięki wydawały się przytłumione, zaburzone. Czasami rażąco przeciwnie, cholernie, boleśnie głośne. Nawet jej własny krzyk. Komu z tej irytującej dwójki kazała się wynosić? Uniosła głowę i ujrzała kawałek przed sobą odzianą w czerń postać, nonszalancko opartą o pień drzewa, co rozwiało jej wątpliwości. Myśli rozpierzchły się jej na wszystkie strony, na czoło wystąpił pot. Przygryzła wargę.
– Nie jest dobrze, co? – dobiegło do niej pytanie. Pobrzmiewał w nim chyba niepokój. Mimo to Marco nie podchodził. Może to nawet lepiej.
– Powinnam coś widzieć… dużo… o kurwa! – warknęła, poczuła się, jakby w jej mózg wbiła się tona szklanych odłamków. Zasypało ją lawiną pojęć nieznających słów na ich określenie, wrażeń zza granicy świadomości. Rzadko stany „widzenia” były takie bolesne. A jeszcze rzadziej, bo praktycznie nigdy – nic nie przynosiły.
Dopiero potem pojęła, że podszedł do niej i podtrzymał.
– Ta sprawa śmierdzi, Karmel – usłyszała go. – Wplątaliśmy się w niezłe gówno, ale o tym potem. Nic nie widzisz?
Do diaska, ten kretyn mógłby być trochę cierpliwszy i mniej rzeczowy. I czulszy, do cholery. Z drugiej strony – sama go tego ostatniego oduczała od dawna, i nie tylko tego.
– Boli – jęknęła – Ale zaraz… powinno przejść.
– Widziałem, jak twój kuzynek dołącza do rozmowy – nie widziała tego, ale przewrócił w tej chwili oczami.
– Marco! Ja naprawdę…
– Jestem zły, Karmel – kontynuował – To można było inaczej rozwiązać, całą tę sprawę. Będziesz mu musiała opowiedzieć, o co tu chodzi.
– Idioto..
– Jak już odpoczniesz, Karmel. Jak odpoczniesz – poklepał ją po ramieniu.
Spojrzała na jego twarz. Nie było widać żadnych emocji, ale było widać, że wszystkie ukrywa.
– Kurwa – zaklął.

 

Michał Nowina

Odcinek 25.

Kiedy Antoni wszedł na polanę, Holden bardzo się zirytował.
– Miałaś być tylko ty! – rzucił wściekle do Justyny.
– Słuchaj, agencie Interpolu z Bożej łaski – odezwał się Antek – Pani Bielska może i jest odpowiednią osobą do przesłuchań, ale z całej naszej bandy najbardziej zainteresowanym jestem ja.
– A tutaj się mylisz – usłyszał w odpowiedzi. Holden spojrzał na niego spod opadającej grzywki. – Każdy z was jest pod naszą stałą obserwacją.
– Naszą? To znaczy..? – zapytała policjantka.
– O nie, nie wyjawię nazwy naszej Loży, nigdy!
– To po co cokolwiek mówiłeś? – zdziwiłby się archeolog.
– Bo jestem już trupem. Tak samo jak ty i cała wasza pożałuj się banda.
– Czcze gadanie – odfuknęła Justyna.

 

Michał Nowina

Odcinek 26

– Ja nie straszę, tylko stwierdzam fakt.
– Koleś, zaczynasz mi działać na nerwy, wiesz? – burknął Antek. – Zaraz przestanie mi zależeć na współpracy z tobą i wywalę w ciebie cały magazynek.
– I co ci to da? – uśmiechnął się jadowicie Holden.
– Satysfakcję..? – usłyszał w odpowiedzi.
– Może jednak, Antoni, dasz mi przesłuchać tę gnidę? – wtrąciła się Bielska, przerywając tę wymianę uprzejmości.
– Dobrze Justyno, działaj. Ja stanę z boku i po.. Aaaa!!! – jęknął chwytając się za skronie.
– Antoni..?  Co się dzieje?
– Co za piekielne piszczenie w uszach.. aż mi głowę rozsada!
Piszczenie przybierało na sile tak, że po chwili Antkowi zrobiło się biało przed oczyma. Z bieli wyłoniła się postać jego dziadka. Był jak zawsze uśmiechnięty, jednakże jego oczy wyrażały troskę. „Antosiu, Antosiu – usłyszał gdzieś w głębi swego mózgu – Dlaczego zostawiłeś swoją kuzynkę? Czyż rodzina nie powinna się trzymać razem?”
Antoni chciał mu odpowiedzieć, ale wizja nagle ustąpiła i znowu widział polanę oraz Bielską i Holdena. W zaroślach jednak dostrzegł przemykającą zakapturzoną postać, zaraz potem drugą.
– Justyna, biegiem za mną! – rzucił – Mamy towarzystwo!
– Widzę – odparła spokojnie i przeładował broń.
– A ja..? – spytał Holden wyciągając przed siebie ręce skute kajdankami.
– Leź za nami, ale o zdjęciu biżuterii zapomnij! – odwarknął mu Antoni.
Kiedy zrobili pierwsze kilka kroków, w drzewo obok wbił się bełt. Jak na komendę pochylili się do przodu i zaczęli kluczyć między drzewami. Szelest zarośli po bokach uświadomił im, że przeciwników jest więcej niż dwóch.

Antek trzymał broń w pewnym uścisku i biegnąc kontrolował wzrokiem otoczenie. Był gotowy w każdej chwili oddać strzał. Kiedy zobaczył Karmel i Marco, stwierdził, że coś jest nie tak. Wyglądała na bardzo zmęczoną i przestraszona patrzyła na mężczyznę przed sobą. Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad tym, ponieważ z krzaków wyskoczył jeden z zakapturzonych i rzucił się na niego. Antoni zrobił przewrót i kiedy przeciwnik stanął naprzeciw niego, pewnie strzelił mu w głowę. W tym momencie poczuł, jak po plecach spływa mu stróżka zimnego potu. Trudno jest ze spokojem podejść do zabicia człowieka, nawet jeżeli działało się w obronie własnej.

Musiał się jednak opanować. Za jego plecami Bielska posłała do piachu kolejnego z atakujących. On sam zaś w kilku susach dopadł do Karmel. Gdy stanął przy niej, zrozumiał, że musiało się coś wydarzyć kiedy go nie było, bo jego kochana kuzyneczka była w szoku i chyba nie za bardzo rejestrowała co się dzieje.
– Marco, jeżeli ty masz coś wspólnego z jej stanem, to jeśli przeżyjemy, osobiście wyrwę ci jaja!
– Proszę, proszę, co za słownictwo! Tego teraz uczą na uniwerku? – odgryzł się Marco i strzelił do napastnika z kuszą. – Coś mi się zdaje – ciągnął – Że w tej chwili nie ma czasu na wnikanie w drobiazgi. Nasz niedobity kolega z domku wezwał kumpli. Jesteśmy skazani na współpracę.
– Niechętnie, ale muszę się zgodzić – przytaknął Antoni. – Teraz najważniejsze, to wyprowadzić stąd Dorotę. Justyna! Wycofujemy się nad jezioro!
Pani detektyw jednak nie odpowiedziała. Zniknęła, a wraz z nią Holden.
– No to pięknie – syknął Marco, wodząc wzrokiem za przemykającymi w zaroślach postaciami w kapturach.
– Mamy dwa problemy równocześnie – stwierdził  Antek, nie kryjąc zdenerwowania – Żebym jeszcze chociaż wiedział, ilu tych bandytów się na nas rzuciło.
– Obecnie pozostało ich ośmiu. Przynajmniej tylu widzę.
– Dzięki, Marco. Przydałoby się przerzedzić ich liczebność.
W odpowiedzi padł strzał.
– Na gałęzi, pośród palm, na ogonach wisiało siedem małp – zaintonował Długowłosy, a w jego oczach widać było dziki blask zadowolenia. Po kolejnym pociągnięciu za spust zanucił dalej – ..Wtem jednej na łeb kokos spadł. Na gałęzi, pośród palm, na ogonach wisiało sześć małp..
– Widzę, że czasy przedszkola się tobie przypomniały – rzucił w biegu  Antoni, próbując ciągnąć oszołomioną kuzynkę.
– Żebyś wiedział. Bawię się niczym w świetlicy po leżakowaniu.
Antek chciał coś mu odpowiedzieć, ale przewrócił go jeden z napastników i wybił mu pistolet z ręki. W jego kierunku powędrowało ostrze misericordii. Automatycznie wyrwał mu miecz z ręki w ten sam sposób, jak to zrobił nad jeziorem z Marco, tylko tym razem pchnął przeciwnika ostrzem w plecy. Wyrzucił z kieszeni dwa magazynki i krzyknął do towarzysza:
– Zmień broń! Masz ją pod nogami. Prowadząc Dorotę i tak nie mogę strzelać.
– Spoko, co dwa gnaty, to nie jeden. Idź i nie oglądaj się. Spotkamy się w domku!
– Uważaj na siebie.
– Nie żartuj, ja się świetnie bawię! Leź i nie przynudzaj, bo mi ubaw psujesz – odrzucił Marco, skutecznie ostrzeliwując wrogów.
– Wariat.
– Żebyś wiedział! Leź i nie pozwól zabić Karmel.
Antoni przewinął sobie ramię kuzynki przez szyję i energicznie pociągnął ją za sobą. Po kilku minutach byli już nad jeziorem.

Przed domkiem stał jeszcze jeden z zakapturzonych.
– Przyszedłem, żeby połączyć was z rodziną – powitał ich – Twoi rodzice i dziadek już czekają w zaświatach.
– Spróbuj! – odkrzyknął Antek i odepchnął kuzynkę, żeby nie utrudniała mu walki.
Napastnik błyskawicznie rzucił się na niego z krótkim mieczem. Antoni jednak na studiach jako zajęcia sportowe wybrał sekcję szermierki. Dzięki temu wprawnie bronił się przed atakami mężczyzny w kapturze. Długo jednak z nim nie powalczył, gdyż napastnik padł zastrzelony przez Marco.
– Dziękuję – sapnął do niego, zdyszany.
– Miło słyszeć coś takiego, zwłaszcza z twoich ust – uśmiechnął się ten w odpowiedzi.- Muszę przyznać, że nieźle walczysz scyzorykami.
– Nie spałem na zajęciach z szermierki, ot tyle. Teraz jednak ważne jest, żeby znaleźć Justynę – zawiesił głos, zastanawiając się nad tym, co właśnie powiedział. – Czy wy także odnieśliście wrażenie, że nie zniknęła z własnej woli? Jedziemy teraz na jednym wózku, w tajemnicy przed władzami, więc chyba jednak będziemy sobie potrzebni..

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Facebook Comments

Dodaj komentarz