Baśń o Człowieku – Gadał-Jogin-do-Gada

<- Część poprzednia | Część następna ->


II. Gadał-Jogin-do-Gada

 Giovanni nieprzerwanie sunął naprzód. Jednak nie poruszał sie już po górach, ale po wysokogórskiej dolinie. Co jakiś czas można było spotkać na trasie pagórki i większe wzgórza. Szybko zorientował się, że z każdej strony otaczają go góry z ośnieżonymi wierzchołkami szczytów,a z wielu z nich spływały górskie potoki. Z innych staczające się fragmenty skał wyrobiły żleby u podnóża których znajdowały się stożki usypiskowe. Wyższe szczyty były nieustannie smagane wiatrem. Ponadto w całej dolinie były tu i tam porozrzucane głazy narzucone, prawdopodobnie przez lodowiec, który sobie mieszkał w tych górach tysiace lat temu. Na tych narzutowych głazach było widać ślady wietrzenia. Wędrując tak przed siebie na pozór bez celu Giovanni postanowił przysiąść na kamieniu przed strumykiem by napić się wody i przemyć twarz oraz dłonie.  Niespodziewanie dostrzegł starca ubranego w fioletowo-żółte łachy, z poowijanymi wokół szyi koralami. Siwe włosy chował pod turbanem. Długa broda sięgała kolan. Oprócz tego był wychudzony i gdy mówił jego wąsy ruszały się w dziwny sposób. Obserwowany człowiek był porządnie opalony górskim słońcem.
Giovanni stwierdził, że starzec jest ascetą i w dodatku totalnie szalonym gdyż rozmawia z jaszczurkami i to w nadzwyczaj charakterystyczny sposób:

Gada jogin do gada,
to wesoła gromada.
Hej jaszczur armada,
nie gadać nie wypada.
Jak na pustci hamada,
to jest słów barykada.
Opowiem jak szeherezada,
O tym jak gada gad do dziada,
a dziad gada do gada
i gad opinie wykrada.
Za to odpowiada święta triada
co stworzyła tego kropnego gada,
jak pisała Upaniszada
i on gada wciąż do gada.
Gdy nowy gad się doń dosiada
y jakosi mu się gadka nie układa,
tak mówił gad do dziada.
To ascety do gada
święta serenada
jedna jest dla gada rada
co mu się już w umysł wkrada.
Oto moja kawalkada
co szturmuje jak cykada,
rym gęsty jak rzeczna mada,
tak jogin gada do gada.

Hej!

 I dosiadł się doń Giovanni nasz wędrowiec strudzon, co zaciekawiony został słów istną kawalkadą, niczym potokiem strumienia z pobliskich śniegów zrzucony na te gady zajęte rymowaniami starca-z-gór. Zbliżył się on tylko do szaleńca brodacza w rymach mistrzostwa obeznanego i czym prędzej zagadał doń, a gady czmychnęły między skały jak najszybciej umiały.
– Czemu tak jogin gada do gada? Czy taka jego wada? Że szalonemu człekowi od samotności gad pomaga? – przekręcił głową, pokręcił nosem i wpatrywał się w starca, który był nadzwyczaj zdumiony.

Po coś tu przylazł biada,
widzem, że skóra twa śniada,
a moja jest jak czekolada.
Łodiridiridiri dam dada!
Tak jogin do człowieka gada,
i nic nie jadłem dziś na obiada,
i chyba zjem dziś kiegoś gada,
tako mi głód podpowiada.
Albo sprzedam ci glonojada,
za suchary jak marmolada.
Mam nadzieje, że dla cię to nie moralna zwada,
a jak tak to czeka nas olimpiada,
w gadaniu do gada!
A jak nie chce niechaj nam nie przeszkadza,
w gadaniu do gada!
A gdzie jest twa osada?
Lepiej sie chowaj bo pada,
czeka cię za tem degrengolada
i człowiek upada.
Kadałałada umada chada!
A jogin rymów dokłada,
o tym jak gada do gada.
Hare Radha!

Hej!

 Jogin jak tak do gada gadał to Giovanni bardziej hipnotyzowany był jego gadaniem. I intonował wszystko ładnie, jedno mówił wolniej drugie szybciej, a z tego wszystkiego wychodziły gardłowe śpiewy.
– Zasz to czemuż tak gadadadasz ludziu? Wszak czas mój na zawrót był i wybrałem kierunek inny, toteż idę przed siebie, Drogą-pod-Górę, aby dotrzeć do swego Drzewa Życia starcze!     Starzec, przeciągnął się. Pomrugał, podłubał w nosie i uszach. Zwilżył w ustach, strzelił kostkami w palcach, ziewnął i wbił wzrok w Giovanniego.

Tak ci rzeknie jak jogin do gada,
że twych planów obsada,
jest nie warta nic jak zeszła dekada.
Zmarnowana na gadaniu do gada,
taka mała sobie tu oreada.
Jakbyś nie wiedział to driada,
co żyje w górach jak szczep gada,
a czasem jogin zarywa doń i gada.
Wielka moja arkada
i mała moja też arkada.
Nie chodź, ‚lko usiadaj i gadaj do gada
niechaj zaszczyci nas gadów parada,
nadchodzi fasada,
będzie tu wielka do gadów iliada,
zaszczyci się wnet śpiewny Nomada,
i z nami zagada do gada!

Hej!

 Jak jogin tak gadał, tak jak się gada do gada to się ruszał do rytmu słów swych i dziwnie machał rękami poniekąd. Cóż. Widać tak się gada do gada i nic na to nie poradzimy. Giovanni był pewien. Był pewien tego co właśnie powiedział Joginowi-co-gadał-do-gada.
– Cię starcze chyba na słońcu poskręcało i na wietrze wywiało umysłu cząstki, a od gadania do gada się tylko na „da-da” nauczył mówić. Widzę, żeś szczwany jako lisek co kury kradnie. Zwieść ci się mnie nie uda. Może gadanie do gada zajęcie fajne, bo twórcze i ciekawe, i szczerze powiem ci, że wahałem się przy opcji ze Śpiewnym Nomadą, bo to są ludzie z zasadami. Ale moja ścieżka, wiedzie Drogą-pod-Górę, i gadanie do gada nie wchodzi w grę tutaj. Moje drzewo na mnie czeka. Żegnaj starcze.
Giovanni się odwrócił i odszedł, ale po chwili spojrzał na czerwonego ze złości jogina, który znów coś mówił jak się gada do gada,lecz to wszystko zostało zagłuszone przez wiatr, który się zerwał niespodziewanie. Dodał mu tylko głośno:
– Hej!

 I poszedł dalej. Chciał czym prędzej znaleźć się od tego starca, który idee ścieżki ukraść mu zamierzał. Obawiając się pościgu postanowił przyśpieszyć kroku. Jak się śpieszy to się upada, bo się nie patrzy pod nogi i na szczegóły. Łatwo można coś przeoczyć. I tak też było tym razem. Od pośpiechu Giovanni upadł, potknąwszy się o kamień. Gdy Giovanni chciał wstać, kamień doń przemówił:
– Dokąd ci tak śpieszno, małej wiary człeku? Czyżbyś nie wiedział, że bieganie nie wymaga pośpiechu? – wtem kamień wysunął głowę i łapy.
Okazało się ze to Żółw. Żółw z żółto – brązową skorupą, w czarne łatki na niej. Mówił bardzo powoli i robił wszystko też wolno. Giovanni słysząc głos najpierw się przestraszył, ale potem szybko wziął nogi z domniemanego kamienia by zobaczyć do kogo należy ten głos. Wszakże mimo dziwów baśni tej, to nawet takie cuda jak kamienie mówiące tutaj nie występują.
– Ach Żółwiu witaj! Powiem ci szczerze, żem w pierwszej chwili mej myśli cię nie ujrzał i za kamień wziął mimo kolorów barwnych. Wybacz mi to z serca całego żółwiowego swego. A dokąd mi tak śpieszno? Uciekam przed Joginem-który-gadał-do-Gada. – wysapał Giovanni.
– Jogin-który-gada-do-Gada!? – w oczach Żółwia malowało się widoczne przerażenie – Pokój ci człeku, żeś mu uciekł prędko, gdyż on do nas Gadów wszystkich li męcząco gada. Mych braci zbiera i rozbija o skały, bo go nasze uszy słuchać nie zechciały. Zwieść cię chciał pewno, mój drogi przyjacielu, lecz mam nadzieje, że na długo nie odciągnął cię od celu. – Żółw mówił, a z jego słów było znać mądrość i wiedzę o świecie. Czyżby Żółw był pierwszym z tych-co-wiedzą? Żółw kontynuował. – Lecz gdzie me maniery, bom się nie przedstawił jestem ja sem Żółwik, Skorupiastym zwany.
– Jam Giovanni, z wioski zwanej Globem, mój drogi Żółwiku. Rzeknij mi coś więcej o tym dziadzie co braci ci zabił gadzie. – Giovanni usiadł na kamieniu przed Żółwiem i wyraźnie zamieniał się w słuch.
– Jogin ten przybył z bardzo daleka, ćwiczył  co dzień ruchy dziwne, nawet dla człowieka. Jednak jemu z nudy, albo kiej głupoty, by męczyć nas, ‚stkie gady nabrał ochoty. Węże  łapał, na ruszt wsadzał, bo proponowały lek na umysłu przyćmienie, co bywa trwały. Nas Żółwie o skały zabijał, bośmy gadom gadali by go nie słuchali. Jeszcze oprócz Gadów bywają tu Traszki, łać no im ‚lko w głowie siedzą ino fraszki. Kryją się więc w wodzie zimnej. Zać Jaszczurki maści wszelkiej, tchórze wstrętne, dyshonor Gadom nam przynoszą. Słuchać chcą go wiernie, zawsze, jak on Gada im do głowy. I rozumu już nie mają, toteż głupie umierają. My ostatni, ci co wiedzą, i co żyją w Górską Miedzą. Jogin zmora, Asceta wstrętny, zakała wszystkich joginów dobrych.
Giovanni szybko zrozumiał, co ma żółw na myśli. Jogin pomimo iż hipnotyzuje sobą, jest tak naprawdę nikim. Kimś kto chcę odciągnąć ludzi i Gady z ich ścieżki życia, by słuchały i głupiały jak jogin gada do gada. Przykre to.
– Więc Żółwiu cóż poradzić? Wyciągnąłem już nauki, ruszać w drogę moją czas. Choćże ze mną drogi Żółwiu, znajdziem ci nowy Żółwi Ród.
– Lecz Giovanni, nie tak prędko, ja już stare jest Gadeńko. Żółwi ród mój się odrodzi, gdy nas dziada śmierć oswobodzi. Jam cierpliwy, ja wyczekam. Tyś jest młody, tyś narwany, chętny jednak roztrzepany. Ja mam drogę swoją tutaj z domem, jednak Twoja wiedzie dalej i nie dla mnie jest tam miejsce. Jednak słuchaj, pochopnie nie myśl, że zostawię Cię tak samego, wcześniej nie wyprawiwszy ciebie w ekwipunek słowa mądrego. Jam jest Żółwiem i ja żyje, słuchaj…bo w mych słowach mądrość się kryje. – Żółw przestał na chwilę mówić. Wstał, wbił wzrok w swego nowego ucznia i podszedł doń. Zaczął mówić ponownie. – Zamiar dobry, choć żeś błędny, bo pośpieszny. Ja nauczę ciebie życia bez pośpiechu i rozbicia. Zaczniem teraz, bom nie jeden, który na drogę ci coś spakuje.  A więc słuchaj mnie uważnie. Skup się. To podstawa, by rozumieć słowa Gada. Najpierw sprawdź gdzie twe serce i jak bije gdy oddychasz. Jak nabierasz, jak wydychasz. – Żółw ucichł, by Giovanni wykonał swoje zadanie.

 I Giovanni siedząc tak na kamieniu, zamknął oczy, wsłuchał się w rytm bicia serca i oddychał. Spokojnie i harmonijnie. Robił to tak długo, aż nauczył się rytmu całego mechanizmu tłoczenia krwi i nabierania tlenu na pamięć. A Żółw czekał, cierpliwie i nawet nie zajął się czym innym tylko wpatrywał się w swego ucznia.
– Dość, dość Giovanni. Dobrze robisz, lecz za szybko się wydaje. Co słyszałeś, co mówiło serce twoje, gdy znosiło dziada znoje? Wspomnij teraz na ten moment.
Giovanni więc wrócił do stanu-słuchania-serca, i przypomniał sobie słowa Jogina-który-gadał-do-Gada. I znów wsłuchał się w serce. A ono krzyczało „Nie słuchaj, nie słuchaj.”
I już Giovanni był pewien. Pewien tego, że serce powie gdy coś złe, gdy coś dobre.
– Już rozumiesz? Żyj powoli, a ominiesz wiele znoi. Serce mówi ci dokładnie, by nie trafić gdzieś nieładnie. Nie uciekaj gdzieś przed sobą, bo, że nigdy nie uciekniesz przed sobą samym. Gdy uciekasz, i się śpieszysz, krzywda dzieje tobie się! Więc pamiętaj zwalniaj zawsze, gdy się spieszyć Ci się zachce. – przerwał na chwilę, po czym rozpoczął znów –  No Giovanni, mój człowieku, żyje już tak od pół wieku, i nie widać na mnie starości. I już więcej nie nauczę ciebie, ale wiem, ze twa droga teraz do węża powiedzie. Nie zbaczaj z drogi swej nigdy, dla nikogo, bo wtedy dla ciebie może być srogo. Jeszcze jedna rada od Gada. Idź do węża, gwoli woli. Lecz pamiętaj o mych słowach. – a te słowa żółw powiedział bardzo powoli. – Dlaczego mówię tak wolno? Ponieważ mi wolno. – Żółw mówił to jeszcze wolniej. Cierpliwym Żółw stworzeniem jest. – A gdzie szukać, tego Węża? To w jaskini nora jego,  idź na zachód z miejsca tego. I do Drzewa zmierzaj potem, z mą nauką i polotem.
– Co? Skąd wiesz Żółwiu o mym Drzewie, przecie nie mówiłem o tym nic do ciebie!?
Ale, Żółwia już tam nie było. Rozpłynął się jakby w powietrzu. Znikł. A Giovanni postanowił, że wyruszy do Węża.


<- Część poprzednia | Część następna ->

Facebook Comments

Dodaj komentarz