Baśń o Człowieku – Zdrada w Babilonie

<- Część poprzednia | Część następna ->


V. Zdrada w Babilonie

 Giovanni wędrował długo. Wciąż naprzód i naprzód. Przez wiele dni się nic nie wydarzyło, a Poszukiwacz Prawdy zastanawiał się czy przypadkiem nie zboczył z drogi. Z początku podróży myślał, że na jego Drodze-Pod-Górę będą ludzie uduchowieni jak on, też rozwijający się, ale teraz pojął, że Droga-Pod-Górę to nie droga ludzi świętych tylko ciekawy przypadek w wędrówce, jakby rodzaj wygłaszania istotnego hasła, w którym owa Droga to ciągła wędrówka naprzód z pewnym ładunkiem w sercu, którym są Wiara i Cel. Jego płaszczyzna drogi duchowej w tej Ścieżce odbywa się tylko i wyłącznie w jego sercu, a ludzie napotykani przez niego po prostu przecinają z nim swoją drogę, niekoniecznie pod górę, bo mogą iść w dół, albo w bok, albo nie iść wcale!

 Znów zostawmy Giovanniego samego by móc się przenieść do Wielkiej Wyżyny, którą Istoty, Sferoni i nędzne byty egzystencjonalne nazywają Babilonem Wielkim. W Babilonie żyli ludzie. Inni niż w wiosce Giovanniego zwanej Glob. A przynajmniej im się tak wydawało, że są inni, bo Mędrzec Prawdziwy Wędrowny Oświecon rzekłby, że bez względu na to motłoch z tych babilończyków. Zaślepieni są swoimi zarozumiałymi osóbkami.
Aktualnie Babilończycy toczyli ze sobą wojnę. Z jednej strony Młody Ruch Wyzwoleńczy spod znaku Niebieskiego Ptaka, a z drugiej Babiloński Ruch Zachowawczy o charakterze Semi-konserwatywnym. Po środku wyżyny, w punkcie jej centralnym na metrów wiele rozciągnięto barykady po dwóch przeciwległych stronach.
Na barykadach ludzie walczyli o wolność czy chociażby siebie samych…?
Tak pewien poeta o tym zajściu pisał przed laty:

„To jest bracie wojna!
Odwieczna wojna nowoczesności
z odrodzonym poczuciem tradycyjności.
Odwieczna dychotomia ludu,
gorsza niźli najgorsze voodoo
czary!


To jest jak wojna Nachainu z Heremo-imi, jak dualizm Aighedinosa z Parkszotilią, jak Barthonos i Petronos!”

Z jednej strony Babilończycy pruli do Wyzwoleńczych z wszystkiego co ten motłoch posiadał, a Wyzwoleńczy prowadzili zażarty ostrzał bateriami artyleryjskimi w stronę motłochu. Po której stronie stanąć, bo mówić chyba jak w Babilonie Wielkim jest nie trzeba. Ale wiedzieć pewne jest zanim do wyobraźni rozmach miejsca owego dojdzie świadomie. Brud, rozpusta, zło i występek w tym miejscu od szczurów częstsze, co ludzi nieprawi i psuje, jak na słońcu okrutnie pozostawioną z dala od wody szczeżuję!
Wniosek z wojny ten jedyny. Która strona dobra? Pytanie to ważne, a wręcz rzec muszę zasadnicze. Bo ‚miast dla zgody ścieżki torować rozmaite i wspólnym celom szlaki wytyczyć oni trą się jak dwie płyty tektoniczne wstrząsy wywołując.
Dobra ta Strona, której nie ma. Ponieważ i z jednej i z drugiej strony strzelają do was Istoty, toteż uciekać wam prędko od jednych i drugich radzę zniszczą się sami, a co będzie z nami?Niech się biją, bo biją się już tak lat 84 i przez wiele jeszcze lać lat się mierzą.
I oto staje Istota przed nimi i znając siebie w części chociaż najmniejszej wie, że ani jedna ani druga strona rozwiązania przynieść nie może. Swoje ścieżki będą wytyczać Duchy Wędrowne.

A nieopodal Babilonu Wielkiego, jest Babilon Mały. Miasteczko na wschód za Jeziorem Aa. Ludzie tam też bić się biją, lecz w podziemiu bo Unia Erudytów sprawuje pieczę i bezpieczeństwa pilnuje, tam podobnie jak w Babilonie Wielkim. Wszystko na kopyto jedno i pod dyktando wodza Babilonu co go Księciem-Szajchem obwołują i groźną zawżdy wiadomość tą po wyżynie całej zwiastują. Dyktando jego…łatwe, rzecz można miłe i przyjemne gusta i brzuchy obywateli łechcące. Jednakże trucizną on zapycha ich i zabija, lecz oni wiedzieć tego nie wiedzą i kochają go za to. Wnet przybył wieść na tą Samsonem zwany Mocarnym podróżnik z Gór zrodzon w lodu czeluściach przed latami mrozu i głodu. Wilki jemu nie straszne zaprzęg z nich uczynił swój, a niedźwiedzie mu sprzed drogi kamienie usuwają. Lecz skromnym Samson jest to od zawsze, a nosi od Kapelusz, fedorę, lub inne elegantsze. Jak na przykład na łowienie szprotek lub ludków straszenie zakłada z tura rogów hełm, trafne to spostrzeżenie. Broda jego po pas zwisa i podziw wzbudza wśród nieprzywykłych do dumy Samsona oglądania istot. Samson on muzykiem z miłości i zamiłowania, toteż na ulicy Świętego Jana w Babilonie Małym rozłożył swoje instrumentarium. Klawisze, Saksofon i co tam miał jeszcze Samson. I grał począł na całkiem inną nutę, nie wiele gorszą, lepszą zaprawdę. Grał inaczej niż Książę-Szajch radził,dyktował. Grał, grał i grał. I dobrze sobie z tym radził. Ludzie patrzyli i nagle widzieli, że to coś innego, nowego, czego nie znają. Nie znali tej Muzyki typu Wolne. Zdenerwowali się na Samsona Mocarza. A on widząc to na inne nuty przystał i wnet zaczął swój epileptyczny taniec odstawiać grywając w klawisze na pozór jak leci, lecz układem tajemnym naprawdę spisanym. I na saksofonie grał jak na didgeridoo, tak jak jeszcze nikt nigdy dotąd. Wtem zaczął niczym afrofuturysta spirale ciałem kręcić, nie przestając grać na klawiszach.I wtem wydać by się mogło, że na czas grania Gwiezdnego-Hymnu Samsona Mocarza cały kosmos zstąpił na ulicę Świętego Jana w Babilonie Małym i sfer niebieskich obrotem akompaniować zaczął. Granie trwało! A tłum się zbierał coraz większy i wciąż się powiększał. W końcu ludzi było tyle ile jest gwiazd na niebie. Wtem się zaczęły dziać koszmarne rzeczy; z transu grania Samsona wyrwawszy ludu zbieranina poczęła ciskać tym co pod ręką mieli w grajka.
I koniec to był kosmicznego grania….a szkoda, bo piękne to granie było! Motłoch nie uczynił jednak ze złych pobudek serca krzywdy Samsonowi, albowiem strachem kierowani byli, chociaż ich ciekawość do Kosmicznego Grania wzrastała z każdą minutą. Mędrcy by zapewne rzekli, że możliwym by było ich nawrócenie.
Strach mieszkańców Małego Babilonu spowodowało przybycie Miejskiej Straży spod ramienia Erudyckiej Unii. Sprawnie całą zbieraninę rozgonili i równie sprawnie zgarnęli całe instrumentarium Samsona Mocarza. Gdy go w siedmiu siłą obezwładnić musieli, albowiem Samson niewzruszon począł ponownie kosmiczne nuty wygrywać, unieruchomiony już zdążył wykrzyczeć „Bywajcie zdrów ludzie Babilonu!”
Gdy z ulicy zniknęli ostatni gapie po Samsonie nie było już śladu.

Samson nie był jedyny co niósł odmienienie ludziom z Babilonu. Był Anakrites co filozofię nową szerzył i nawet spisał ją w swojej „Pomocnej Książeczce Ras Anakritesa co w życiu codziennym winna być nieodzwona i niezastąpiona”.
Znać było na mieście także pana Elhec’a od wolnego trybu życia. Czy panią Regię co proponowała przepisy kuchenne stosować wprost przez Matkę Naturę zainspirowaną.
I wielu ich było, a każdy obrzucony w Babilonie łaski nie zaznali, ni litości, ni interesowania.

 Pan Kapelusz siedział na krześle śpiewając wesołą piosenkę natomiast Pan Henius dolewał ciepłej, świeżo zagotowanej wody do rzeki, by ją ogrzać, następnie zalał resztką czajniczek i zaczął gotować nową wodę. To była prawdawna i bardzo rzadka herbata, którą dostarczył Heniusowi Wędrowny Nommada. Herbata była sprasowana w prostokąt, była ciemnoczerwonej barwy, a jej zapach przypominał ziemię. Max Henius skruszył prostokąt i wrzucił trochę ziemistoczerwonej herbaty do czajniczka.
Grono Eleganckich Spiskowców poszerzyło się o jeszcze jednego Towarzysza, człowiek młody, włosy krótkie, wyglądał trochę jak ziemniak. Na dziwnej grał sobie maszynie co wspaniałe dźwięki wydawała, a zwali go Norwidem Pomocnym.
– Pomocny Norwidzie! Jakież to wspaniałe, utwór piękny. Łechce moje zadowolenie. Gdzież pan się nauczył grać na tak świetnie dobranej muzycznej maszynie? – zapytał Max Henius kiedy usiadł na krześle.

– Ach panie Henius…to tajemnica zawodowa, Każdy by mógł być Norwid gdyby wiedział, jak grać na tak świetnie dobranej muzycznej maszynie, a do tego jak ją tworzyć i gdzie tego uczą. – odparł wymachując rękami – Dururara dururaraa – śpiewał tak.

– Nie czas na nauke na muzycznej maszynie gry, nawet najlepiej dobranej Panowie! Czas nam Gada znaleźć by poradził na nasze problemy Bezschematowych Wzorców, byśmy mogli ludzi z Babilonu Wielkiego i Małego wyzwolić z jarzma Księcia-Szajcha! – Pan Kapelusz pociągnął z fajki wodnej i wziął łyk herbaty, którą przed chwilą do czarki nalał mu Max Henius. Odchrząknął po cichu i kontynuował. – By przywołać Pana Gada potrzeba nam odtworzyć…Rytuał Przywołania. To zapomniana i stara metoda, ale znam ją tak się składa. Powtarzajcie za mną…PANIE GADZIE!!!!!!

 – Panie Gadzie! – odpowiedzieli głośno krzycząc Max Henius i Pomocny Norwid.

 – Przybywaj dopomóc w Babilonu zdradzie!

 – Przybywaj dopomóc w Babilonu zdradzie! – powtórzyli głośno za Kapeluszem

 – Już Gadzie!

 – Już Gadzie! – powtórzyli ostatni raz.

Przed nimi pojawił się Pan Gad ubrany w biały fartuch medyka, jego pokryta łuskami zielona skóra, kiczowato komponowała się z szarymi kamieniami przy Rzece Górskiej.

– Wzywaliście mnie może mali ludkowie?

– Panie Gadzie, niezmiernie mi miło, że raczyłeś się zjawić w naszym skromnym towarzystwie Eleganckich Spiskowców – uroczystym tonem rzekł Pan Kapelusz – Pozwol więc, że ja ciebie, Gadzie przedstawie. Oto Max Henius nasz współspiskowiec numer jeden, a utalentowany człowiek na świetnie maszynie muzycznej  to Pomocny Norwid! – i wskazał na wymienionych.

Gad spojrzał na Spiskowców spod oka. Złączył dłonie pod brodą i wodził ślepiami gadzimi od jednego do drugiego. Po chwili podjął.

– Do czegoż to jest wam potrzebny, o przepotężny Gad!? Mówice!

– Ach to całkiem błahy powód – skłamał Kapelusz – wręcz sentymentalny! Nasze biedne rodziny w Babilonach Wielkich i Małych cierpią głód i szykanowanie. Jednakże w tożsamych ze sobą wszystkich jednostkach Babilonów utrudniona jest pomoc! Na szczęście mamy sposób by przełamać tą stagnacje życiową w ich egzystencjach mianowicie…mamy Bezschematyczne Schematy! Ale nie wiemy jak je wyprodukować, lecz wiemy, że Ty to możesz!

– Tak Gadzie! Tyś naszą nadzieją! – zlamentował Henius

Pomocny Norwid przygrywał dramatyczny utwór na maszynie w czasie tej rozmowy!

– Dobrze…zrobię to! Ale…ale jak mi odpowiednio sowicie zapłacicie!

– Ależ oczywiście Gadzie…Twą nagrodą będzie średniej wielkości wzgórze, z drzewem pośrodku i z tym wszystkim co Gady lubią najbardziej! Wzgórze będzie w całości odizolowane od reszty świata. Będziesz podziwiał jak to żyjące istoty pnąc się do góry po szczeblach wzrostu zyskują życiodajną energię samym to życiem się stając, życie innym dając. Będziesz bogiem we właściwej sobie mikrokrainie! – z semantyczno-filozoficznym akcentem powiedział Pan Henius!
– Umowa stoi! – To mówiąc Gad wyciągnął ku nim trzy gadzie ręce każda pokryta łuską zieloną, a pod nimi także złotą.
Podali mu swoje i uścisnęli. Umowa z gadem została zawarta.

 Giovanni nasz wędrowiec, postanowił przejść przez Babilon Wielki, by zobaczyć jaki on jest by takim nie być. Ale los sprawił, ze go nie wpuszczono do niego, gdyż w swej całej plugowatości konieczne przed wstępem za okropne bramy były Kontrole Bytu. A Giovanni nie przeszedł pomyślnie owej kontroli, gdyż nie działał pod Dyktando zarządców. Nie był Bytem Babilońskiej Modły.
Udał się on więc dalej ku Babilonowi Małemu, ostrożnie, bo omijając strefę wojen.
Do miasta go wpuścili i wydało się mu się ta mieścina zwykłym miastem, ale było w nim coś co przykuło jego uwagę. Ujrzał zjawisko kiedy człowieka-artystę obrzuca się czym popadnie za sam swój artyzm.
Podszedł bliżej by się przyjrzeć. Ujrzał prawdziwego wirtuoza swego instrumentarium, obracającego się wokół własnej osi i nie przestając grać jednocześnie.
Nie mógł się pokazem żywym grania Kosmicznego nacieszyć zbyt długo, gdyż w tym momencie Straż Miejska Erudyckiej Unii zaczeła rozganiać zbieraninę. Giovanni nie do końca zadawał sobie sprawę z tego dlaczego oni to robią. Z rozmyślań wyrwał go wpadający na niego przechodzień. Najpierw jeden, potem drugi. I dostrzegł go strażnik, zwrócił uwagę na jego Wężowy Kostur. Podbiegł do Giovanniego i próbował mu go wyrwać.
– Magiczne przedmioty są zakazane w miejscach publicznych robaczku!
– Ależ władzy piewco tutaj! Przeto wpuścili mnie do Miasta tego miłego z nim. Nie informowano mnie o konsekwencjach magicznych rzeczy dzierżenia w zbieraninach ludnych.
I wężowe oczy na kosturze zapłonęły zielonym blaskiem. Strażnik uznał to za akt magicznego ataku w jego stronę. Ruszył na Giovanniego szybko i sprawniem, zanim ten zdążył się usunąć. Rozpoczęła się szarpanina. Oczy kosturu świeciły coraz bardziej jasnym blaskiem. Widząc to koledzy strażnika, podbiegli do Giovanniego z dwóch stron i złapali go za ramiona. Trzeci zaś pochwycił kostur.
– Bierzemy go wraz z grajkiem do Szyderczego Loszku! – poinformował pozostałych ten pierwszy.
Ostatnie co Giovanni zobaczył był strażnik, który przymierza się do uderzenia go w głowę pałką. Zaraz po tym nastała ciemność.


<- Część poprzednia | Część następna ->

Facebook Comments

Dodaj komentarz