Dobry Plan

„Szalony Amerykanin pobił matkę kiełbasą krakowską” – od dwóch godzin powstrzymuję się przed zajrzeniem co jest napisane dalej w tak pięknie zatytułowanym artykule. Pewnie niedużo, bo większość miejsca zajmuje zdjęcie. Kiełbasy nie matki.  Zapewne czytelnicy tej „gazety” nie wiedzą, jak wygląda krakowska. Kreatywność autorów brukowców jest porażająca. A za takie głupoty dostają pewnie kilka razy więcej niż ja za swoją 12 godzinną zmianę w osiedlowym kiosku. No jak żyć Panie Premierze? No jak?

Śmieszne tytuły, gołe baby z Playboya co jeszcze można robić w takim kiosku jak mój. Ta mój, raczej krwiożerczego kapitalisty co zatrudnia mnie bez umowy, burżuj jeden. Praca w takim kiosku to zazwyczaj sama nuda. Ci sami klienci przychodzą w tych samych godzinach, po te same gazety, te same papierosy, te samo kupony i to samo barachło. Czasami ktoś spieszący się niezmiernie wpadnie po chusteczki albo bilet na autobus. Rzuci szybko drobne na ladę i już go nie ma. A ja tu tkwię jak na posterunku. Nie żebym miał tu specjalnie czego bronić, w końcu to nie moje towary tylko tego wstrętnego wyzyskiwacza co mi płaci te marne grosze za siedzenie tutaj od świtu do zmierzchu.

Ale jest jedna rzecz, która mnie się nie znudzi, obserwowanie ludzi skreślających liczby na kuponach. Pełny przekrój społeczeństwa a nadzieja na twarzach taka sama u wszystkich. Mnie się k… należy.

I pewnie większość z nich nie wie, że szansa na wygraną wygląda mniej więcej podobnie do tej opowiastki. Wyobraź sobie, że pewnego dnia znajdujesz na ulicy pozostawiony przez kogoś parasol. Podnosisz go z ziemi, udajesz się na najbliższy dworzec kolejowy, wsiadasz do pierwszego pociągu jak się zjawi i jedziesz w dowolnym kierunku. Wysiadasz na szóstej z kolei stacji, przed dworcem skręcasz w lewo i idziesz 15 minut prosto. Wchodzisz na drugie piętro budynku, koło którego się zatrzymałeś, dzwonisz do drzwi po lewej i zdziwionej osobie wręczasz parasol mówiąc, że znalazłeś jej zgubę. Szansa na to, że trafiłeś do właściwej osoby i podziękuje ci ona za odnalezienie parasola jest taka sama jak trafienia głównej wygranej w tej grze.

Dlatego niektórzy starają się wzmocnić swoje szczęście. Jeden starszy mężczyzna mieszkający cały rok w altance miejskiego ogródka działkowego, zawsze grzebie w kuponach wyrzuconych przez innych graczy. Przepisuje z nich liczby do swojego, bo uważa, że on nigdy nie miał szczęścia a inni to ciągle je mają. Podobno za komuny był kimś ważnym, komu wszyscy się kłaniali, dziś wszyscy się odsuwają, bo śmierdzi niesamowicie.

Drugi z kolei gość szukał w kiosku dziewicy. Cyganka mu powiedziała, że pewna dziewica przyniesie mu wielkie szczęście, więc wszędzie takiej szukał, żeby u niej puścić kupon. Najwyraźniej na temat szczęścia w miłości miał już wyrobione zdanie i tym razem wolał szczęście pieniężne.

Ale ja w sumie nie życzę nikomu znajomemu przychodzącemu do kiosku dużej wygranej, bo ja mam obmyślony pewien dobry plan. Wymyśliłem, jak zwiększyć szansę wygranej w tej zabawie. Prędzej czy później do mojego kiosku wejdzie osoba i po sprawdzeniu kupnu okaże się, że wygrała ponad milion złotych. Na taką szczęśliwą, zwłaszcza dla mnie, okazję mam na podłodze ułożoną czarną folię, a pod ladą trzymam naładowany pistolet. Mam tylko nadzieję, że się doczekam przed emeryturą.

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz