Gabriela Tyńska – Bursztyn – złoto Bałtyku

Pomimo tego, że od zakończenia wojny minęło już wiele lat, Skoryna doskonale wszystko pamiętał – złocisty piasek, kojący szum bałtyckich fal, krwawy blask wschodzącego lub zachodzącego słońca, krzyki mew… Gdy ponownie pojawił się na kołobrzeskiej plaży, przez długą chwilę po prostu stał nad brzegiem i wspominał tamte lata walk o miasto. Pogoda akurat nie sprzyjała – sierpień był wyjątkowo pochmurny i chłodny, więc stał na teraz plaży całkiem sam.

Nie do końca był pewien, czy dobrze robi, wychodząc na przeciw wspomnieniom z rodzinnych stron, które odcisnęły na nim swoje piętno; tyle przelanej na piasku krwi, tyle dni pełnych lęku oraz niepewności… I chociaż dotarł już do jesieni swojego życia, wciąż nie mógł w pełni ich zaakceptować, szczególnie, gdy nawiedzały go nocami. Dodatkowo w ostatnich dniach wojny zgubił na plaży coś cennego, wiążącego się z jego odległymi wspomnieniami, które zwodnicza już pamięć nie była w stanie mu podsunąć.

Kiedy tak stał, wsłuchany w spokojne morze, czuł, jak powoli spływa na niego spokój. Przeszłości nie można zmienić.

– Czy to należy do pana? – rozległ się tuż obok niego dziecięcy głosik. Skoryna opuścił nieco głowę i zobaczył przed sobą małego chłopca. Ach, piękna młodość! Kiedy on był w jego wieku, pędził bezpieczne życie z trojgiem rodzeństwa pod czujnym okiem rodziców. Nie znał wtedy znaczenia „zabijać”, nie wiedział, ile naboi można wystrzelić za jednym razem z karabinu maszynowego, nie zdawał sobie sprawy z wagi słowa „ojczyzna”… Ile by dał za ponowne przeżycie słodkiego, niezmąconego niczym dzieciństwa!

Dopiero w następnej chwili jego podstarzałe już oczy zobaczyły jakiś błysk w wyciągniętych ku niemu rączkach. Przypatrzył się bliżej i dostrzegł go – wyjątkowo duży kawał prawdziwego bursztynu z zatopionym wewnątrz chrząszczem, który wisiał na przetartym już, przeżartym przez sól rzemieniu.

Widok ten sprawił, że Skoryna w jednej chwili miał ochotę porwać chłopca w ramiona i zawołać: „Tak, ależ tak!”. Nagle przypomniał sobie wszystko.

Kiedy miał może siedem lat, podczas zabawy z rodzeństwem w parku przypadkiem znalazł na jednej z sosen właśnie taki bursztyn. Ojciec pochwalił syna i wymyślił, że zrobi mu z niego wisiorek. Pomysł bardzo się małemu Skorynie spodobał, a kilka wieczorów później, oczarowany pięknym znaleziskiem na szyi, pilnie słuchał ojcowskich słów:

– Jak już wiesz, Antosiu, to jest bursztyn. Musisz jednak wiedzieć również o tym, że jest on nazywany złotem Bałtyku. To również nasze rodzime piękne i cenne bogactwo. Dbaj o niego, jak o własną rodzinę.

Kilkanaście lat później przyszli Niemcy i gwałtem odebrali Skorynie wszystko – i dom, i rodzinę. Tylko jemu jednemu udało się przeżyć niemiecką napaść, gdy ukryto go w szafie na strychu, gdzie siedział jak mysz, ściskając podarunek od ojca, którego już nigdy nie zobaczył żywego.

Wisiorek towarzyszył mu wszędzie, do czasu, aż nie zaciągnął się do wojska i wysłali go na front. Nieustannie kiedy na niego patrzył, przypominało mu się ciepło domowego ogniska, troskliwa matka i ojciec oraz radość, jaką czuł, będąc wśród swoich. Nocami kamień błyszczał wśród nikłego blasku świec, czy starych lamp, niby jego własna, szczęśliwa gwiazda.

Razem z jego zaginięciem życie Skoryny potoczyło się źle – ileż cierpienia przyniosła mu ta przeklęta wojna! – aż nie zatoczyło koła. Właśnie na tej samej plaży zgubił cenną pamiątkę i też tutaj ją odzyskał.

W końcu otrząsnął się, uśmiechając do nieznajomego chłopca.

– Owszem, był dla mnie bardzo ważny – odpowiedział grzecznie, po czym drżącymi z emocji dłońmi odebrał od niego przedmiot, a w jego oczach zalśniły łzy. – Bardzo ci dziękuję, młodzieńcze.

Malec przytaknął, zadowolony z siebie, a on ukradkiem otarł nagle wilgotne policzki.

– A czy wiesz, co takiego znalazłeś?

– Bursztyn! – padła od razu odpowiedź. – Jest ważny, używa się go do ozdabiania biżuterii i leczenia chorób, a kiedyś nim handlowano. To nasze polskie złoto!

Mężczyzna zamyślił się. Dla niego ten złoty kamień to coś dużo bardziej cennego, symbol czasów, kiedy czuł się bezpieczny.

– Gdzie mieszkasz? – zapytał po chwili ciszy, patrząc na ciemniejące powoli niebo. – Twoja mama pewnie zaczyna się o ciebie martwić.

– To niedaleko, prawie przy samej plaży. Sam szybko wrócę, proszę pana.

– Nawet nie próbuj – odrzekł staruszek, grożąc mu palcem. – Jako były żołnierz czuję się zobowiązany, aby cię odprowadzić. Wiele lat temu chroniłem takie dzieci, jak ty, aby nigdzie samotnie nie szły.

– Ojej, był pan żołnierzem, jeździł czołgiem i strzelał z prawdziwego karabinu? – zapytał chłopiec, a jego oczy zrobiły się okrągłe jak spodki. – Też chcę!

Skoryna tylko dobrotliwie się uśmiechnął, chwycił go za rączkę i ruszyli brzegiem plaży w kierunku najbliższych domostw. Gdyby tylko mały wiedział, że to nie jest wcale proste…

– Bycie żołnierzem nie jest takie łatwe, jak się wydaje. To duża odpowiedzialność, wymagająca ogromnej odwagi i bohaterstwa. Nie wiem, czy nie wystraszyłbyś się huku pocisków.

– Wcale nie, niczego się nie boję! – odparł z zapałem chłopczyk. Na te słowa mężczyzna roześmiał się, przystanął i wyjął z plecaka swoją wysłużoną żołnierską czapkę, po czym założył ją mu na głowę. Następnie zmierzył go wzrokiem i ocenił:

– No nie wiem, nie wiem, musiałbyś jeszcze trochę urosnąć.

– Urosnę, zobaczy pan! – zawołało z entuzjazmem dziecko, aż podskakując. Skoryna westchnął, a po dłuższej chwili dotarli przed dom chłopca. Weteran miał okazję zamienić słowo z jego matką, a nawet skorzystał z zaproszenia na herbatę.

Będąc już w środku, kiedy siedział nad parującym kubkiem, usłyszał za oknem szum deszczu. Zapatrzył się w nie, w jednej ręce trzymając czapkę, a z drugiej nadal zwisał mu rzemyk z rodzinną pamiątką. Ścisnął go, wspominając tamten wieczór z ojcem, a po jego twarzy popłynęły łzy wzruszenia.

Nie może zapomnieć, czym dla niego jest bursztyn.

Facebook Comments