Tymoteusz Czyż – Transport

Migające gwiazdy płynęły powoli za oknem. Wielkie obłoki pyłu, gazowe olbrzymy i niebiesko-zielone kule tak bardzo przypominające Ojczyznę, wszystkie te cuda po pewnym czasie brzydły, stawały się szarą codziennością podróży. Mozolnie zbliżali się do wrót przesyłowych zlokalizowanych na krańcu sektora. Dalej czekała ich procedura zakotwiczenia i zostaną wysłani na drugi brzeg galaktyki, prosto do układu w zewnętrznym ramieniu drogi mlecznej.

– Sprawdźcie chipy blokujące sczytywanie myśli – powiedziała do węzła radiowego.

Kapitańska czapka była przejawem archaicznej tradycji, ale według niej dodawała autorytetu. Poprawiła ją, tak, aby opadała na oczy, musiała zażyć trochę snu przed odprawą.

Oby wszystko przebiegło pomyślenie, pomyślała.

– Pani kapitan! – zawołał AX002.

Jak na mieszańca był całkiem przystojny, blizny po ataku robali jedynie dodawały mu męskości. Lubiła go, możliwe, że nawet za bardzo.

– Co się stało drugi? – zapytała.

– Mamy nadchodzące połączenie z centrali Pierwszych – powiedział wyraźnie drżącym głosem.

Pierwsi zwiastowali jedynie kłopoty. Czyżby wiedzieli o prawdziwych powodach ich misji?

– Przetrzymaj na łączach ile się da, potrzebuję trochę czasu. – Wyciągnęła okablowanie z portu i wsadziła w gniazda na przegubach rąk. Skanowanie zapór zakończyło się sukcesem, szyfrowanie protokołów działało należycie, była gotowa.

– Daj ich tutaj! – krzyknęła.

Czerń przedniej szyby zamigotała graficznymi artefaktami, po chwili szare drobinki materii wypełniły obraz, była to neutralna postać Pierwszych. W tle znajdowało się typowe biuro urzędnika średniego szczebla. Zaawansowane, krystaliczne monitory, procesory i dyski warte tyle, co jej cały statek. Nawet znalazło się miejsce na zieloną roślinkę, niewiadomego gatunku. Prawdziwe luksusy, jak na tę część galaktyki.

Szara materia zmieniła kolor na złoty i przybrała wygląd trójwymiarowego modelu typowego obywatela Ojczyzny. Po chwili czujniki wyłapały, że kapitan była kobietą i zmieniły płeć konsultanta na odpowiadającą.

– Nazywam się Axis i jestem państwa przewodniczką w procesie dokowania. Dla podwyższenia standardów rozmowa jest monitorowana przez zewnętrznego obserwatora z ministerstwa sieci i transportu. Na pierwszym miejscu stawiamy państwa komfort! –uśmiechnięta od ucha do ucha „kobieta” zastukała parę razy w ciekłokrystaliczny panel na biurku i ekrany pokładowe wyświetliły ankietę satysfakcji z przelotu. – Proszę o wypełnienie ankiety, to zajmie dosłownie chwileczkę, a ja w tym czasie przeskanuje komputer i dane transportowe.

Wyświetlacz zamigotał i ankieta wypełniła całą przestrzeń, świecąc jaskraworóżowymi literami.

Konsultantka zniknęła, ale czujniki zapór zareagowały natychmiast na obecność obcego kodu. Standardowe zabezpieczenia ustąpiły natychmiast po podaniu klucza. Kapitan miała nadzieję, że dodatkowe oprogramowanie nie podda się tak łatwo i urzędniczka nie zauważy niezgodności w systemie. Nawet nie chciała myśleć, co mogło się stać, gdyby cały spisek wyszedł na jaw.

Zauważyła, że AX002 stał cały czas na mostku, on też obserwował w napięciu niby rutynową kontrolę. Kłopoty zawsze zaczynały się od nadgorliwego urzędasa, chcącego zaimponować szefostwu.

– Mamy drobne nieścisłości, proszę przywołać załogantów: AC001, AC003, AX001. Podejrzewamy przemyt drobnoskalowy.

Głos wydobył się z głośników, ale twarz nie powróciła na wyświetlacze.

Kapitan zaklęła w duchu i nacisnęła przełącznik węzła radiowego. Trzymała spocony palec na przełączniku szyfrującym wiadomości wewnętrzne.

– AC jeden i trzy, AX jeden, proszeni są na mostek w trybie natychmiastowym – włączyła szyfrowanie transmisji – zabierzcie ze sobą kondensatory, mamy ogon.

Rozłączyła się jak najszybciej.

Czy wyłapała dziwne szumy na końcu transmisji? Czy w ogóle słuchała?

Po paru minutach na mostek weszli dwaj mężczyźni z ciężką czarną skrzynką i kobieta niosąca całe naręcze kabli. Rozstawili urządzenie na podłodze, nie zamieniając ani słowa. Szybko podpięli kondensatory do gniazd nadających sygnał w kosmos i przekręcili pokrętło. Lampki zaświeciły się na zielono i pokazały pełną moc. Jeżeli suka będzie podskakiwać, usmażą ją jednym przyciskiem.

– Załoganci kursu „ramię krzyża / ramię zewnętrzne, o numerze A140098”, dane załadunkowe kajut, nie zgadzają się z aktualnym obciążeniem znajdującym się w pomieszczeniach mieszkalnych, jak to możliwe?

Złota trójwymiarowa kukła powróciła na ekran. Tym razem nie uśmiechała się, pozostając bez wyrazu.

Kapitan zaczynała rozumieć, dlaczego Pierwsi tak często występowali w thrillerach. Potrafili zbudować napięcie jak nikt inny.

AC001 i 003 zarumienili się wyraźnie. Nie potrafili ukrywać swoich emocji, byli dla Pierwszej łatwym kąskiem.

– Bo my śpimy razem, dlatego obciążenia się nie zgadzają – powiedział mężczyzna z numerem 001 na mundurze i spurpurowiał cały.

Kobieta przytaknęła pośpiesznie. Pierwsza powoli zamrugała, musiała szukać czegoś w bazie danych, jej gatunek nie rozumiał rozmnażania jako procesu wymagającego udziału gonad.

– Rozumiem zaistniałą sytuację.

Starała się utrzymać profesjonalizm, ale widać było lekko drgający ironiczny uśmieszek.

Pewnie myśli teraz o nas, jako brudnych, spoconych zwierzętach, pomyślała kapitan.

– A załogant AX001? – wróciła do tematu – też uczestniczy w tym procederze?

– Nie – odpowiedział AX001 i zaczął nerwowo skubać kozią bródkę. – To moja hodowla zieleniny.

– A jaki gatunek jest tam dokładnie hodowany?

Axis zbliżyła się do kamery i chip na szyi AX001 włączył żółty alarm. Ciche pikanie wypełniło mostek.

Dobrze, że kazałam założyć te chipy, jeden tyłek uratowany przed sczytaniem.

– P-pietruszka – wyjąkał.

– Pietruszka – powtórzyła.

– Tak, chociaż tyle smaku można dodać do tych wszystkich przecierów z tubki i kurczaka z torebki – dodał dużo pewniej.

– Hodowla dla walorów smakowych. Proszę to odnotować w kartotece załoganta, przy bramie zostanie pan ukarany grzywną w ilości trzech procent pańskiej wypłaty. Nielegalne hodowanie gatunków zielonych bez zezwolenia, czy chce się pan odwołać, czy też przyjmuje nałożoną karę?

Na ekranie pojawił się zapis z kodeksu prawa przesyłowego.

–Przyjmuję. – Opuścił ręce w geście zrezygnowania.

– Zatem kontrola dobiega końca, dziękuję za współpracę, miłego lotu – wygłosiła formułkę pożegnalną.

Kapitan odetchnęła z ulgą, wszyscy wezwani załoganci zbierali się do wyjścia.

– A no tak, zapomniałabym o najważniejszym – dodała i światła na całym statku zgasły.

Kapitan rzuciła się do kondensatora, czerwony przycisk był na wyciągnięcie ręki.

Rozległ się huk wystrzału. Kapitan poczuła szarpnięcie w okolicy ramienia i w następnej sekundzie ostry ból z miejsca, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się jej ręka, a teraz zwisał krwawy ochłap.

Co do groma? Zdążyła pomyśleć.

AX002 mierzył do niej z pistoletu, oczy miał puste, po twarzy przebiegał nienaturalny skurcz. Pozostali padli na ziemię w ataku padaczki.

– Zostaw ich! – wykrzyknęła.

– To powiedz mi łaskawie co to takiego – na ekranie pojawił się schematyczny obraz magazynu, a w nim podświetlona na czerwono ukryta przesyłka. – Co jest w tym ładunku?

– Nie wiem! – zawołała.

– Zła odpowiedź. – Pierwsza zaśmiała się.

AX002 chwycił ją za włosy i uderzył głową o konsoletę. Chciała się wyrwać, ale z każdą chwilą było coraz zimniej i ciemniej. Powoli traciła przytomność. Wyciągnął kabel z centrali i odbezpieczył jej gniazda na karku.

– Nie rób tego!

– On ciebie nie słyszy, na godzinę przed transmisją złamałam jego zabezpieczenia i wszystko przeskanowałam. Ty możesz mieć najnowocześniejsze zapory, ale twoi załoganci niekoniecznie. Myślałaś, że zwykły chip mnie powstrzyma?

– Cholera, wysłali za nami przeklętego architekta myśli.

– Zgadza się, ktoś was wystawił, prosto w szpony naszego konsorcjum.

Wtyczka dosięgnęła wejścia i poczuła tylko zimne ukłucie podłączenia do sieci. Świat zawirował i wylądowała pośród niebieskiej toni wielkiego oceanu danych. Piękna wizualizacja na chwilę otumaniła zmysły.

Muszę uciekać, dotarło do niej.

Stąd nie ma ucieczki. Mam pełen dostęp do twoich wspomnień, nie masz gdzie się schować, usłyszała w głowie głos Axis.

Przed oczami zaświeciły plany bomby wodorowej, którą transportowali do bojówki bractwa zjednoczonych.

Wszystko stracone, pomyślała. Chcieli walczyć z inwigilacją, a dali się złapać jak dzieci.

Nie rozpaczaj. Na chwilę pożyczę twoją tożsamość i dostarczycie bombę na miejsce. Podejrzewam, że nawet cały plan ze zniszczeniem planety-garnizonu wypali. Z jedną drobną rysą. Mój zleceniodawca zyska dostęp do waszych baz danych, a ja zasłużę sobie na urlop. Myślałam nad wycieczką do tropików, zobaczyć wielkie zimnokrwiste jaszczurki. Najlepiej w jakimś totalnie zapomnianym świecie.

Poczuła jak wirusy Pierwszej, spychają jej świadomość, rozbierając dane z całego życia na ciągi impulsów elektrycznych. Zniknęło wspomnienie o AX002 i rodzącym się uczuciu. Zapomniała jak wyglądała Ojczyzna, zapomniała dlaczego chciała walczyć za wolność. Powoli stawała się zupełnie pusta.

***

– Pani kapitan! – zawołał AB004. – Mieliśmy tymczasową awarię generatorów, wszystko dobrze?

– Tak AB, niespodziewana kontrola z konsorcjum przesyłowego, ale przeszliśmy ją pomyślnie – odpowiedziała.

Mężczyzna popatrzył na zestaw regeneracyjny i zakrwawioną dłoń kapitan. Później dostrzegł leżące ciało AX002.

– Nie przejmuj się, mieliśmy zdrajcę na pokładzie, ale kondensatory zadziałały. Nie powinno być dalszych problemów, jednak pozostańcie czujni. No i powiadom skrzydło szpitalne, niech zajmą się tymi, których Pierwsza ugotowała, może coś jeszcze z nich będzie. Tylko szybko.

– Tak jest! – zawołał i odmaszerował do pośpiesznie do jednostki komunikacyjnej.

Sprawdziła wszystkie podzespoły, wirusy przejmujące kontrolę nad statkiem nic nie uszkodziły. Rozsiadła się wygodnie na kapitańskim fotelu i włączyła wyszukiwarkę.

„Biura podróży, wakacje w tropikach” wpisała.

Facebook Comments