Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #11

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->


Michał Nowina

Odcinek 40

Karmel pod pozorem skorzystania z toalety wymknęła się do domku, zostawiając wszystkich przy specyficznie stuningowanym aucie dziadka.
Weszła do łazienki i usiadła na klapie od sedesu. Potrzebowała chwili spokoju. Była zła na Antka za tę nocną eskapadę. Wiedziała że zrobił to co musiał, ale nocne przesluchania prowadzone przez ludzi Gomeza bardzo ją irytowały. Owszem, nie dała im tej satysfakcji i nie okazała nawet odrobinu zdenerwowania, teraz jednak potrzebowała się uspokoić.
Przed oczami przepływały jej obrazy ich przyszłości. Były to urywki, ale bardzo wyraziste. Najgorsze jednak było, że owe urywki za każdym razem mmiały odmienne zakończenie.
Bez wątpienia była jej potrzebna chwila spokoju.
Nachyliła się, opierając twarz na dłoniach. Starała się skupić, ale na próżno. Otworzyła oczy i zauważyła, że jedna ze śrub mocujących sedes w podłodze jest niedokręcona. Szybko uklęknęła przed ceramiczną muszlą i palcami odkręciła wkręty. Delikatnie ją uniosła i  jej oczom pokazał się list, szczelnie zaklejony w torebce foliowej. Dorota uśmiechęła się do siebie. Chrakter pisma na kopercie wskazywał bez wątpliwości, że to korespondencja jej dziadka. Poza tym znajdowała się pod muszlą klozetową.
– Normalnie niczym klony – powiedziała cichutko sama do siebie, uśmiechając się mimowolnie pod nosem. W jednej z wizji widziała kuzyna chowającego coś w spłuczce. Skojarzyła się jej z tą sytuacją.
Wiedziała, że nie może za długo siedzieć w ubikacji bez wzbudzania podejrzeń.
Nie zwlekając otowrzyła szybko list i przeczytała go z zapartym tchem.

„Droga wnusiu!
Cieszę się, że udało się Tobie odnaleźć ten list.
Ty i Toni jesteście jedyną nadzieją, żeby powstrzymać niegodziwców od zapanowania nad największą siłą współczeesnego świata – nad pieniądzem, a dokładnie rzecz biorąc nad wszystkimi pieniędzmi świata.
Otóż zaraz po studiach nasza grupa wyjechała do Ziemi Świętej na wykopaliska. Znaleźlismy tam starodruki mówiące o Judaszowych srebrnikach i mocy, jaką ze sobą niosą. Legenda mówi, że jest to dwadzieścia dziewięć monet wybitych przez kapłanów jerozolimskich. Trzydziesta z nich, znana na całym świecie jako zły szeląg, pochodzi ponoć z samego piekła. Owe monety dają niesamowite szczęście do pieniędzy. Kto posiada chociaż jedną, szybko staje się bogaczem. Piekielna moneta natomiast przynosi samo nieszczęście. Jednyny sposób na nią, to umieszcznie jej na święconej ziemi lub połączenie z pozostałymi srebnikami. Razem dają włascicielowi władzę nad wszystkimi pieniędzmi Ziemi. Przez to od wieków są na celowniku wszelkich ludzi i organizacji pragnących zdobyć panowanie nad światem. Poznawszy tajemnicę, staliśmy się jej strażnikami. Szukaliśmy wszelkich wskazówek mówiących o miejscu ukrycia przeklętego skarbu. Odnaleźliśmy klucz do skrytki jednej części skarbu. Musisz wiedzieć, że Templariusze odnaleźli ten artefakt i to dzięki niemu stali się najbogatszym zakonem w ich czasach. Kiedy dowiedział się o tym król Francji, zapragnął mieć skarb dla siebie. Dalszą historię zakonu znacie. Wielki mistrz wiedząc co ich czeka postanowił jednak zabezpieczyć przeklęte monety, tak, żeby nie stanowiły zagrożenia. Wybrał sześciu zaufanych ludzi, którzy podzielili skarb. Zły szeląg pozostał gdzieś na terenie dzisiejszych Włoch. Pozostałe monety zakonnicy rozdzielili miedzy sobą i rozjechali się  -każdy w swoją stronę – żeby je ukryć. Od tego momentu już się więcej nie spotkali. Tajemnicę skrytki mieli znać tylko oni, i mieli zabrać ją do grobu. Jeden z nich nie zachował jednak ostrożności i dwie monety dostały się w ręce tajemniczego zakonu, który postanowił, że odbuduje potęgę finansową Templariuszy i zapanuje nad światem. Zakon ten to wyjatkowo niebezpieczna organizacja, która nie cofnie się przed niczym. Od tamtego czasu żyjemy z wizją śmierci w oczach. Pisząc ten list mam świadomość, że niedługo przyjdzie  kolej na mnie. Zakon jest okrutny i likwieduje wszystkich, którzy nie zejdą mu z drogi.
Kolejnym graczem na scenie jest Loża Pierwszych. Dziwna organizacja, przy której Masoneria to klub malucha. Oni także są niebezpieczni, jednakże sama ich obecność wbrew pozorom daje wam większe szanse na przeżycie, zgodnie z zasadą, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Osobiście miałem do czynienia z niejakim Lynsverdem, którego rodzina  kiedyś  była powiązana z Lożą. Pomagaliśmy mu w ukryciu syna. To ten postrzelony jasnowłosy młodzieniec, który kręci się koło ciebie, odkąd oboje skończyliście osiem lat. Podejrzewam jednak, że kiedy będziesz czytać ten list, ta wiedza nie będzie dla ciebie nowością.
Na koniec powiem tyle: musicie odnaleźć Judaszowe Srebrniki i na nowo je ukryć  –  dla dobra świata, inaczej biada nam. Dalsze informacje uzyskacie w Genewie na Geotte Strasse 3A/17.
Całuję Ciebie mój kwiatuszku i proszę, zniszcz ten list po odczytaniu. Potem wprowadź w szegóły kuzyna.
Twój kochający dziadek Janek.”

Dorota otarła łzy i podarała list. Następnie spuściła go w sedesie i wyszła z łazienki udając, że boli ją brzuch.

Jagoda Dżejdża Niemczycka & Quieva Kujdowa

Odcinek 41

Przemykając ciemnym korytarzykiem w stronę wyjścia, Karmel mimowolnie rzuciła okiem na uchylone drzwi niedużego pokoiku, skąd tliło się słabe światło nocnej lampki. Tknięta nagłym impulsem zwolniła kroku i zajrzała do środka.
Na starym, dębowym łóżku dziadka Antoniego leżała Justyna ze wzrokiem tępo wbitym w sufit.
Karmel przez moment stała skonsternowana w progu, wahając się, czy powinna zakłócać kobiecie tę chwilę prywatności – w końcu oprócz bycia funkcjonariuszką służb specjalnych detektyw Bielska była po prostu człowiekiem, zwyczajnie potrzebującym czasem odrobiny wytchnienia w samotności. Jednak widok, jaki sobą przedstawiała w tym momencie, nasuwał na myśl raczej wręcz przeciwny wniosek.
– Mogę przeszkodzić na momencik.. ? – zapytała w końcu, rozstrzygając ostatecznie ów dylemat. – Mam do przekazania nowe, ważne informacje odnośnie sprawy.
Justyna drgnęła i skierowała na Dorotę nieobecne spojrzenie.
– Tak… oczywiście, wejdź – odparła bezbarwnym, znużonym głosem.
Dorota przysiadła na finezyjnym taborecie, spreparowanym z wykarczowanego z korzeniami sosnowego pniaka. Ujęła się za skronie, próbując zebrać przez chwilę rozbiegane myśli. Skąd ten nagły impuls, by ujawnić Bielskiej poufne informacje od dziadka? Czyż nie zajrzała tu właściwie w wręcz przeciwnego powodu? By się upewnić, że nikt jej nie obserwował i nie domyślał się niczego? A jednak na widok tej kobiety intuicja podszepnęła jej, że tak właśnie powinna postąpić.
– Słucham cię, mów – suche, rzeczowe stwierdzenie wyrwało ją z rozmyślań, stawiając „do pionu”.
Karmel spięła się i wzięła głęboki oddech, jak skoczek rzucający się na głęboką wodę.
– Po wszystkich tych wydarzeniach dzisiejszego dnia musiałam pobyć chwilę sama – zaczęła niepewnie, zbita nieco z tropu dziwnym wyrazem oczu policjantki – Więc wyrwałam się  pod pozorem skorzystania z toalety… i znalazłam tam kolejny list ze wskazówkami od dziadka!
Justyna nie wyglądała na zaskoczoną ani specjalnie zainteresowaną tą nowiną. Uniosła tylko nieznacznie głowę i spytała:
– Wynika z niego coś nowego dla całej sprawy?
– Wynika, i to bardzo dużo! – wypaliła Karmel podekscytowana. – Według listu dziadka ta srebrna blaszka, jaką nosi na szyi Marco, to fragment klucza otwierającego szkatułkę, w której ukryto część Judaszowych Srebrników! Zgromadzenie ich wszystkich razem zapewnia posiadaczowi panowanie nad wszystkimi pieniędzmi świata. Musimy odnaleźć wszystkie srebrniki i ukryć je w bezpiecznym miejscu, zanim zrobi to Loża lub ktokolwiek inny! – wyrecytowała jednym tchem.
Justyna nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się tylko gorzko, przymykając oczy. I choć jej twarz pozostała bez wyrazu, to w cichym westchnieniu, jakie wyrwało się z jej ust, słychać było przełykane skrycie łzy.
Po krótkiej chwili milczenia Karmel w końcu nie wytrzymała.
– Justyna… co się dzieje? – zapytała bez ogródek, bez krępacji przechodząc na „ty”. – I w ogóle jak mogli cię zostawić samą w takim stanie?
– Sama o to poprosiłam, chciałam pomyśleć chwilę w spokoju. Ale dziękuję ci za troskliwość – Bielska spojrzała na nią smutno, jakby nieobecna duchem. – Wiesz… problem w tym, że ja nie do końca sobie już z tym wszystkim radzę. Szczerze mówiąc, mam już dość tej sprawy, to ponad moje siły – wyznała bezsilnie, kryjąc twarz w dłoniach.
– Ależ ja cię doskonale rozumiem! – wypaliła Karmel, nie kryjąc wzburzenia – Tylko że widzisz.. tak jakby żadna z nas nie ma i nie miała wyboru. Skoro więc już wdepnęliśmy w to bagno, to trzeba teraz wspólnie jakoś z niego wyjść, prawda?
– Chyba masz rację.. – westchnęła policjantka i niechętnie podniosła się z łóżka. – Chodźmy poszukać pozostałych, trzeba im przekazać, czego się dowiedziałaś.
– Mogłabym spytać, na ile oni.. to znaczy ci wszyscy śmieszni panowie w melonikach, są wtajemniczeni w tę sprawę?
Justyna spojrzała przeciągle w oczy dziewczyny, jakby chciała tam znaleźć odpowiedź, ile jej może zdradzić na obecną chwilę.
– Wiedzą wiele – odparła po namyśle – Ale nie wszystko. Niektóre szczegóły znam tylko ja.
Karmel pokiwała głową, unosząc wymownie brwi.
– Bo to twoje prywatne śledztwo, nieprawdaż? – stwierdziła. – Dobrze to rozumiem?
– Bystra jesteś. Ale nie pytaj o więcej – ucięła zimno Bielska.
– Nie zapominaj, że ja też wiem ze swojej strony to i owo. Nie znalazłam się w tej bajce przez przypadek – skwitowała Karmel zadziornie, odzyskując utraconą chwilowo pewność  siebie.  – Chodzi o tę pamiątkę po tatusiu, którą ten gamoń nosi na szyi, czy tak? Co takiego ci ona przypomina, że musiałaś to wymazać z pamięci?
Justyna pobladła gwałtownie i opadła z powrotem na tapczan.
– Kim ty jesteś, dziewczyno? – spytała zmienionym głosem.
– Jedynie kimś, kto ma tę „przyjemność”  znać go od dziecka. Widzę, że coś jest z nim  nie tak. On nie zachowuje się normalnie w ten sposób.
– To znaczy w jaki?
– Jakby miał poczucie winy, jakby go coś przytłaczało. Dziwne to, bo to lekkoduch jakich mało, do tego nie znosi niebieskich, jak już zapewne zdążyłaś zauważyć. Może ty mi potrafisz wytłumaczyć, skąd się to bierze? – Karmel wbiła w nią świdrujące spojrzenie.
– Sama bym chciała to wiedzieć – odparła Bielska ze złością – to by mi sporo wyjaśniło.
– Więc dalej, ulżyj sobie i innym, i wyrzuć w końcu z siebie to co wiesz, a my pomożemy ci rozwiązać tę zagadkę! Musisz ją wyjaśnić, inaczej ten koszmar nigdy się nie skończy.. dla nas wszystkich.

Michał Nowina

Odcinek 42

Justyna uśmiechnęła się krzywo:
– Ostatni raz, kiedy chciałam to wyjaśnić, wpadłam w niezłe bagno i ledwo uszłam z życiem.
Karmel wyczuwając ciężar na duszy policjantki odruchowo położyła dłoń na jej ramieniu. Wraz z dotykiem pojawiła się wizja, ale nie – jak dotychczas – przyszłości. To musiała być przeszłość, była tego pewna. Miała wrażenie, że patrzy czyimiś oczami. Wszystko górowało nad nią. Musiała zadzierać głowę do góry, żeby zobaczyć twarze kobiety i mężczyzny w pośpiechu pakujących dwie walizki. Ciemnowłosa kobieta nachyliła się nad nią i wzięła na ręce. O Boże, to jej wspomnienia! – pomyślała zszokowana. Do tej pory miewała tylko wizje przyszłości, które były niczym deja vu. Wyczuwała też niektóre fakty, tak jak z Marco i Holdenem. Nigdy jednak nie weszła komuś w umysł, tak, żeby widzieć jego wspomnienia! Postanowiła jednak się opanować, żeby nie stracić swoistego połączenia z umysłem Bielskiej.
Obrazy były wyraźne, lecz dźwięki przytłumione i zwielokrotnione, niczym echo.
W mieszkaniu wkoło niej było pełno porozrzucanych ubrań. Zdenerwowany mężczyzna siłował się z przeładowaną walizką i co chwilę poprawiał odznakę policyjną, która przy każdym nachyleniu się wyślizgiwała się spod marynarki i bujała na łańcuchu, plącząc się mu między rękoma. Kobieta zaczęła ją ubierać, powtarzając ciepło, że wszystko będzie dobrze. W jej głosie jednak można było wyczuć nutę zwątpienia. Chwilę później zbiegała po schodach, ciągnąc ją za rękę.
Zimny jesienny wieczór oblekł ich chłodem i wilgocią siąpiącego deszczu. Mężczyzna pośpiesznie usiadł za kierownicą auta i odpalił silnik, kobieta zajęła z nią miejsce na tylnym siedzeniu. Samochód ruszył wraz z zamknięciem drzwi. Jechali szybko, ale pewnie. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. Jednakże kiedy wjechali w las, w tył ich auta uderzył nieoświetlony pojazd. To była wielka terenówka. Próbował przed nią uciec, lecz ścigający ich samochód był szybszy. Po kolejnym uderzeniu ich auto wpadło w poślizg i uderzyło w drzewo. Kobieta nie była przypięta pasami i siła uderzenia wyrzuciła ją przez przednią szybę. Z gardła mężczyzny wyrwał się głuchy jęk. Dorota słyszała, jak powtarza w kółko słowo: „Nie..”. Tylko dziewczynka, której oczyma patrzyła, wyszła z tego bez szwanku, porządnie zapięta w pasy.
Z terenówki wysiadło trzech zakapturzonych mężczyzn. Podbiegli do auta i zaczęli szarpać rannego mężczyznę, domagając się zwrotu swej własności.
Po chwili podjechał jeszcze jeden samochód, z którego wysiadła postać ubrana w podobny strój – długi płaszcz z kapturem, spod ktorego wymykały się pasma opadających na ramiona jasnych włosów. Widziała tylko zarys jego sylwetki, ponieważ osobnik stał oświetlony od tyłu przez reflektory. Podszedł do trójki bandytów i zapytał spokojnie:
– I jak, oddał?
– Jeszcze nie, ale… – zaczął mu odpowiadać jeden z nich, jednak nie skończył, ponieważ padł z przestrzeloną głową. Zanim jego towarzysze zareagowali, również leżeli już martwi.
Mężczyzna wsunął głowę do środka samochodu i poklepał kierowcę po ramieniu.
– Trzymaj się – powiedział – Zaraz ciebie wyciągnę.
Ranny wyjął z kieszeni jakiś przedmiot i podał długowłosemu, mówiąc słabnącym głosem:
– Ukryj to i ratuj moje dziecko.. ! – po tych słowach jego głowa opadła bezwładnie.
Nieznajomy uniósł w ręku przedmiot, tak, że mogła zobaczyć, co to jest. To było nic innego, jak Markowy naszyjnik! Sycił przez chwilę oczy jego widokiem, po czym schował go do kieszeni. Następnie wślizgnął się przez wybitą szybę na tył auta, by wypiąć ją z pasów.  Przeciskając się do niej, zawadził kapturem o podsufitkę auta. Gdy nakrycie głowy opadło, odsłaniając twarz nieznajomego, Karmel podskoczyła i krzyknęła:
– Marco!
Niestety, w tym momencie zdjęła rękę z ramienia policjantki i wizja się urwała.

Michał Nowina

Odcinek 43

– Nie! Nie! Nie! Jakim cudem?! Pytam! Jakim cudem?! – wrzeszczał mężczyzna siedzący na wielkim fotelu , spowitym mrokiem. – Jak to się stało, że pięciu podludzi zdołało zabić dziesięciu Uświęconych?!
– Mistrzu, nie mam pojęcia. Ja tylko przekazuję wieści od szpiegów – odpowiedział  niewysoki mężczyzna w szarym garniturze. Po jego skroniach spływała stróżka zimnego potu. Wiedział, że będąc koordynatorem akcji przechwycenia artefaktu może stracić głowę za byle błahostkę. Takową jednak nijak nie można było nazwać niepowodzenia tych rozmiarów, co akcja nad jeziorem.
– Co ty masz za szpiegów? – mistrz wysyczał przez zęby. – Żeby nie ustalić tak podstawowej informacji, ilu trzeba ludzi, by schwytać, przełsuchać i zabić jednego archeologa?
– Panie, do tej pory obiekt nie wykazywał takich zdolności!
– Gówno mnie to obchodzi, że nie wykazywał! My ponoć wiemy wszystko! Nawet to, kto zostanie prezydentem w USA, a nie znamy umiejętności takiej pchły, jaką jest ten cały Antoni? W jednej chwil nie zrobił się z niego Rambo. Musiał już coś umieć, trenować, a wy to przeoczyliście!
– Nasz wywiad uzupełnił informacje.
– Lepiej późno, niż wcale – westchnął mężczyzna w mroku. – Mów więc, co wiecie.
Relacjonujący wziął głeboki oddech.
– Otóż Antoniemu towarzyszy jego kuzynka Dorota, która okazała się być jasnowidzącą – kontynuował. – Jednakże ciekawsze są dwie kolejne osoby.
– Kto?
– Marek Legowicz, wśród przyjaciół nazywany Marco. Przysposobiony syn kustosza Muzeum Historii Świata.
– No i.. ?
Mężczyzna w szarym garniturze słysząc to zawieszone w przestrzeni pytanie przełknąl ślinę ze strachu.
– I Justyna Bielska, a tak na prawdę Dąbrowska. Córka podispektora Kazimierza Dąbrowskiego.
– Wydaje mi się, że kiedyś słyszałem o tym policjancie – mruknął pod nosem mistrz.
– Tak, panie. Wydał pan na niego wyrok, za kradzież jednego z kluczy. Zginął z żoną w wypadku samochodowym, kiedy Justyna miała siedem lat.
– Tak, teraz przypominam to sobie.. To wtedy ten zdrajca Lynsverd zabił kilku Uświęconych.
– Tak – odpowiedział człowiek w garniturze. – I tutaj wracamy znowu do pana Marka.
– Mianowicie..? – mistrz nie krył zniecierpliwienia.
– To tak na prawdę Marcel Lynsverd, syn tego zdrajcy, który zabił tylu naszych.

Jagoda Dżejdża Niemczycka & Quieva Kujdowa

Odcinek 44

– Czym żem ci znowu zawinił, moja droga, że tak okrutnie krzyczasz na mnie? – usłyszała nagle za plecami. Drgnęła gwałtownie, spłoszona obracając się za siebie.
W drzwiach stał Marco i z niekłamaną ciekawością przyglądał się całej scenie, unosząc w górę jedną brew.
– Czego mnie straszysz? – burknęła, wciąż jeszcze roztrzęsiona. – Jeszcze ci nie przeszły te twoje głupie nawyki z dzieciństwa?
– Ależ skąd bym śmiał – odparł z ironią, podchodząc bliżej i ujmując ją poufale acz stanowczo pod ramię. Spojrzał przy tym badawczo w oczy Justyny, której twarz momentalnie przybrała na powrót swój zwyczajny, zacięty i pewny siebie wyraz. – Po prostu długo cię nie było, więc chciałem tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku.
– Czy kobieta nie ma prawa pobyć chwilę sama, byś zaraz nie deptał jej po piętach? – odparła rozdrażniona, siląc się na spokojny ton i stanowczo uwalniając się z jego uścisku.
– To zależy od tego, czym się wtedy zajmuje – stwierdził dobitnie, już bez uśmiechu.
Widać było, że czuł się wyraźnie nieswojo. Widział wyraz twarzy Karmel; zbyt długo ją znał, żeby nie wyczuć w jej głosie kłamstwa. Doskonale wiedział, że musiała mieć  właśnie jedną ze swoich wizji, instynktownie wyczuwał jednak, że nie był to najlepszy moment, by drążyć ten temat.
– To może ja już pójdę.. – mruknął zakłopotany, stojąc w progu. – Porozmawiamy później, jak odpoczniesz – dorzucił w końcu, po czym wyszedł.
Sam nie wiedział, dlaczego tak właściwie odszedł, nie próbując się dowiedzieć czegoś więcej. Podświadomie czuł, że ta wizja Karmel miała dużo wspólnego z nim, ale w inny sposób niż dotychczas. Nie miał jednak zamiaru teraz się tym zadręczać. Padał z nóg i jedynym, czego w tym momencie tak naprawdę pragnął, był sen. Zameldował więc Antoniemu, że z dziewczynami wszystko w porządku i wróciwszy do domku rzucił się na stare skrzypiące łóżko w pokoiku, które zwolniła właśnie Justyna.

Sen przyszedł szybko. Otulił jego świadomość cieplej niż stary, przeżarty przez czas i mole koc dziadka Antoniego. Z mroku zaczęły się wyłaniać nieokreślone kształty i obrazy. W kolorystyce i atmosferze tego snu było coś bardzo niepokojącego i przerażającego. Oczami podświadomości ujrzał wnętrze drewnianej chaty, kołysanej gwałtownym powiewem wiatru. Intuicja podpowiadała mu, że był już tu kiedyś, z zakurzonych zakamarków własnej pamięci nie mógł jednak wydobyć żadnego konkretnego wspomnienia, potwierdzającego to przypuszczenie. Nagle usłyszał przeraźliwy, kobiecy krzyk. Zobaczył wysoką, szczupłą kobietę o długich, płowych włosach i łagodnych rysach twarzy, gwałtownie odpychającą małego chłopczyka, trzymającego się jej kurczowo. W jej jasnych, błękitnych niczym bezchmurne niebo oczach dostrzegł przerażenie, ale też determinację. Chłopczyk – na oko czteroletni – zrozumiał polecenie i momentalnie wsunął sie pod ciężkie rozłożyste łoże, stojące w rogu pokoju. Zapanowała ciemność. Krzyk kobiety stopniowo narastał, stawał się coraz silniejszy, w końcu był tak silny, że zdawał się przewiercać czaszkę na wylot, po czym zaczął stopniowo maleć, niknąć, aż w końcu zapanowała całkowita cisza.

Obudził się zlany potem. Zwlókł się z posłania i podszedł do lustra, nerwowo trzęsąc  dłońmi. W osłupieniu gapił się na własne odbicie: przy skórze pojawiły mu się już jasne odrosty, a oczy spowijała mgła niepewności i przerażenia.
Znał to spojrzenie. Dokładnie taki sam wyraz miały oczy kobiety ze snu.

Michał Nowina

Odcinek 45

Wpatrując się w swoje odbicie próbował usilnie przypomnieć sobie, czego dotyczył  ten sen. Czuł wyraźnie, że była to wizja z przeszłości. Nie pamiętał wczesnego dzieciństwa – jego najwcześniejszym wspomnieniem był sierociniec, a potem zastępcza rodzina, która dała mu tyle ciepła i miłości. Cenił przybraną matkę i ojca, to oni byli dla niego prawdziwą rodziną. Dzięki tej wizji zrozumiał jednak, że kobieta ze snu musiała być jego biologiczną matką i że rodzieliły ich bardzo dramatyczne wydarzenia.
Nie mogąc poradzić sobie z mętlikiem myśli klębiacych się w głowie, postanowił się przewietrzyć.
Wyszedł na ganek, oświetlony mdłym światłem słabej żarówki. W kącie, na bujanym fotelu, siedział niemy łowca demonitów i bacznie lustrował wzrokiem teren. Uśmiechnął się na jego widok. Marco odwzajemnił ten uśmiech i skinął lekko głową. Zszedł po schodkach i wpatrzył się w ciemność ponad lekko połyskującą taflą wody.
Na drugim przegu poprzez noktowizyjną lornetkę obserwowała go para ciekawskich oczu. Obserwator przyłożył telefon do ucha i zameldował:
– Cel numer jeden w zasięgu wzroku. Cel numer dwa w budynku. Co robimy?
– Czekać, w razie potrzeby interweniować. Cele od jeden do cztery musza przeżyć.
– Ok, w takim razie kontynuujemy obserwację.

Michał Nowina

Odcinek 46

„Cel numer jeden” był obserwowany także przez „cel numer dwa”, skryty za firanką małego okienka w aneksie kuchennym. Antoni polubił na swój sposób tego aroganckiego zawadiakę, który starał się udowodnić całemu światu, jaki to jest wspaniały, chociaż tak naprawdę nie musiał wcale tego robić. Podejrzewał, że to niedowartościowanie musi mieć związek z jakimiś dramatycznymi przeżyciami kompana, i sięga korzeniami prawdopodobnie jeszcze czasów jego dzieciństwa. Marco jakby nie zauważał, jaki jest bystry, inteligentny i wrażliwy, przejawy tej ostatniej cechy usilnie skrywając pod opryskliwym, czasami chamskim zachowaniem. Antek zdawał sobie sprawę, że nie jest przez niego specjalnie lubiany. Miał jednak nadzieję że to się zmieni, kiedy towarzysz wspólnej niedoli w końcu w pełni zrozumie, że tylko współpracując razem mogą wyjść z tego bagna, i że bez chociażby wątłej nici porozumienia i wzajemnej akceptacji nic z tego nie wyjdzie. Trudno pogodzić ogień z wodą, lecz Antoni w myśl maksymy, że nadzieja umiera ostatnia, postanowił cierpliwie poczekać. Wierzył, że Marco wreszcie dojrzy szczerość jego intencji i obdarzy go zaufaniem. Tylko wtedy będą mieli szanse na przeżycie.


<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->