Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #5

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Jagoda Dżejdża Niemczycka
Odcinek 9

Antoni rozsiadł się wygodnie na sofie, która okazała się wyjątkowo miękka i przytulna. Naburmuszony, spojrzał kątem oka na Justynę i jej towarzysza. Był zły jak diabli, zdawał sobie bowiem sprawę, że cała sytuacja była naprawdę niebezpieczna, a jednocześnie intuicja dawała mu z tyłu głowy cichutkie sygnały, że policja może mieć nie do końca czyste intencje. Na daną chwilę nie wiedział jednak innego wyjścia. Czuł się jak zaszczuty zając, na którego polują bliżej nieokreśleni kłusownicy, zaś Justyna była tak naprawdę jedyną osobą, od której mógł się dowiedzieć czegokolwiek
o swoim teraźniejszym położeniu. Był więc zmuszony jej zaufać.
– Justyno, czekam na wyjaśnienia – zaczął zdecydowanym tonem. – Jeśli rzeczywiście siedzę w jakimś bagnie, chcę przynajmniej wiedzieć, jak bardzo jest ono głębokie.
– Obawiam się, Antoni, że głębsze, niż się na początku spodziewaliśmy.. – odparła Justyna, zapatrzona w płomień rozpalonego kominka. – Co prawda nie udało nam się namierzyć owych zbirów, dzięki którym wylądował pan w śpiączce farmakologicznej, ale jak już wspominałam, zdołaliśmy dowiedzieć się czegoś o kolegach ze studiów pańskiego dziadka, którzy zginęli w dość dziwnych okolicznościach.
– Wspominałaś też coś o jednym studencie, który zaginął … – przypomniał sobie Antoni.
– Owszem – zgodziła się policjantka – ale nie udało nam się zdobyć o nim żadnych informacji, które naprowadziłyby nas na jakiś trop. Śledztwo w sprawie zniknięcia zostało już dawno umorzone, z braku jakichkolwiek konkretnych poszlak.
– Ale chyba dowiedzieliście się czegokolwiek, prawda? Inaczej nie inicjowalibyście całej sprawy z porwaniem, ani nie zamykali mnie tutaj, niczym sardynki w puszce? A może się mylę, i tak naprawdę mam się o niczym nie dowiedzieć?! – zdenerwował się Antoni.
Był naprawdę rozgoryczony całą sytuacją, nie wiedział już w co wierzyć, co o tym wszystkim myśleć i komu ufać.
– Prawdę mówiąc, Antoni, wiedza ta może okazać się dla pana niezwykle niebezpieczna i nieodpowiednia – kontynuowała niewzruszenie Bielska. – Sami jesteśmy przerażeni całą sytuacją i szczerze, nie chcemy narażać pana na jeszcze większy szok, zważając na stan pańskiego zdrowia. Ale jeśli koniecznie chce pan…
– Pani chyba oszalała! – wybuchł Antek. – Siedzę tu zamknięty, sam nie wiem po co i dlaczego, ktoś uparcie pragnie mnie załatwić, wy jeszcze bezczelnie twierdzicie, że to wszystko dla mojego dobra?! – jego krzyk odbił się szerokim echem po pokoju, sprawiając, że w pomieszczeniu zapadła grobowa cisza.
Antoni był zdruzgotany. Gwałtownie zerwał się z fotela i pobiegł w stronę drzwi. Musiał jak najprędzej wydostać się z tego więzienia! Miarka się przebrała: nie ufał już teraz nikomu, nie miał jednak żadnej koncepcji na to, jak w pojedynkę dowiedzieć się prawdy.
Wtem drogę zagrodziła mu postać doktora Krzysia, który gwałtownie złapał go wpół i popchnął w stronę ściany.
– Panie doktorze, nasz pacjent jest chyba za bardzo poruszony zaistniałą sytuacją. Proszę się nim zająć – zakomunikowała Justyna głosem lodowatym jak woda w stawie, w którym Antoni miał już nieszczęście się tego dnia znaleźć.
– Ależ oczywiście, pani detektyw – odparł lekarz. Antoni przez ułamek sekundy zdołał odwrócić głowę w stronę Justyny. W zimnym spojrzeniu jej pociemniałych oczu, które wcześniej wydały mu się tak sympatyczne i pełne ciepła, dostrzegł przebłysk czegoś, co można było określić jako lodowatą obojętność i… satysfakcję? Nie zdążył jednak dokładnie zinterpretować ich wyrazu, gdyż poczuł, jak silna ręka odwraca go gwałtownie i owija jego nos i usta szmatką, nasączoną chloroformem. Po chwili stracił świadomość.

Obudził się na łóżku, w tak dobrze mu już znanym pomieszczeniu willi, podłączony do kroplówki. Momentalnie przypomniał sobie w jaki sposób się tu znalazł i jak podle został potraktowany. Pomimo wyczerpania i ogólnej słabości zapaliła się w nim wściekłość tak żarliwa, że zdawała się rozsadzać go od środka. Wiedział jednak, że znalazł się w położeniu wręcz beznadziejnym, i nie miał kompletnie żadnego pomysłu, jak tę sytuację zmienić.
Ogarnęła go dławiąca bezsilność. Ostatkiem sił zwlókł się z łóżka i podszedł do okna. Obojętnym wzrokiem wpatrywał się w skąpane w mroku korony drzew, kołysane podmuchami gwałtownego wiatru. Wtem dostrzegł kobiecą postać, ukrywającą się między drzewami okalającymi teren willi a zaparkowanym nieopodal jeepem. Pomimo szoku wywołanego tym spostrzeżeniem, Antoni uśmiechnął się pod nosem. Rozpoznał tę postać. Jego kuzynka Dorota zawsze należała do osób wyjątkowo upartych.


Michał Nowina
Odcinek 10

Ciemny korytarz prowadził do równie ciemnego pokoju. Mdłe światło malutkiej lampki spełniało jedynie funkcję ułatwiającą komunikację. Z mroku wyłaniał się cień wysokiego fotela i zarys postaci. Twarzy jednak widać nie było.
– Zawiedliście nas – powiedział cień. Głos starszego mężczyzny był zimny i twardy.
Mężczyzna z owiniętą bandażem ręką skulił się w sobie. Wiedział, że jego sytuacja nie jest za ciekawa. Zdawał sobie jednak sprawę, że jedyną możliwą formą obrony jest pokorne oczekiwanie na to, co zadecyduje Pierwszy Pośród Równych. Służył idei i był posłuszny, jego „ja” się nie liczyło. Bezgraniczne oddanie było siłą ich organizacji. Każdy z członków ślubował na krew. Ślub czynił każdego członka równym wobec siebie. Żaden z nich nie mógł się wywyższać ponad innych. Jedynie Uświęceni, czyli Bracia Strażnicy i Pierwszy Pośród Równych, byli ponad innymi. Pierwszy był wszechwiedzącym panem życia i śmierci , Uświęceni natomiast ręką i mieczem wyższej sprawy.
– Zawiedliście nas – powtórzył cień. – Nie wykonaliście swej powinności. Pozwoliliście, by przeżył jeden z naszych największych wrogów. Nie wyciągnęliście też z niego żadnych informacji. Zdajecie sobie sprawę, że to poważne przewinienie?
– Tak – odpowiedział mężczyzna, mimowolnie chwytając się za zakrwawiony opatrunek.
– W dodatku pozostawiliście ślad, który może was zdemaskować. Zlekceważyliście przeciwnika.
– Nie mam nic na swoją obronę. Zanim Wasza Ekscelencja wyda postanowienie, proszę jedynie o uwzględnienie mojego oddania. Przyjmę każdy los, jaki będzie mi pisany – mężczyzna mówił pewnie, jednak w gardle czuł piekący smak kwasu żołądkowego.
– Właśnie wasza dotychczasowa służba zaszczyciła was audiencją u mnie. Wzięliśmy to pod uwagę i dlatego Uświęcony przyprowadził ciebie tutaj. W nagrodę za swą wierność gwarantuję wam szybką i bezbolesną śmierć.
Mężczyzna z zabandażowaną ręką nawet nie zdążył zrozumieć sensu wypowiedzi Pierwszego. Zakapturzona postać stojąca za nim obezwładniła go zastrzykiem. Nieświadomy upadł na podłogę. Druga iniekcja zawierała truciznę.
Po kilku sekundach było już po wszystkim.


Michał Nowina
Odcinek 11.

– Karmel, skąd ty u licha wiesz, że w tej hacjendzie jest twój kuzynek?
– Stul dziób, Marco. Jestem pewna, że go tutaj więżą.
– Ładne więzienie – zarechotał. – Jakby mnie gliny przymknęły, chciałbym się znaleźć w takiej celi. Mam jednak pytanie: przeczucie przeczuciem, ale pewności nie ma, że on tam jest, prawda?
– Spójrz ślepoto na okno na pierwszym piętrze – powiedziała Dorota chwytając towarzysza za kark i pokierowała jego głową.
– Sam bym zauważył – mruknął pod nosem.
Denerwowały go te bezpośrednie zachowania Karmel. Znosił to jednak dzielnie, ponieważ fascynowała go jak żadna inna kobieta. Lubił zdobywać panienki, owszem. Zresztą z Dorką też próbował, ale dostał po łapkach. Od tej chwili stała się jego niedoścignionym marzeniem. Od roku nie przeleciał żadnej chętnej laluni. Jego celem stało się zdobyć Karmel. Tym razem jednak nie chodziło mu o seks. Pragnął, żeby zauważyła w nim mężczyznę godnego jej zainteresowania.
Teraz jednak jedyne na co mógł liczyć, to jej złośliwości. Nie pozostała zresztą dłużnana to mruknięcie i skwitowała, że z jego spostrzegawczością nie zauważyłby na ciemnym tle świecącej dupy. Oj, nie szczędziła mu złośliwych słówek, ale za to właśnie ją kochał.
Antoni widząc kuzynkę szybko zgasił światło w pokoju. Kiedy Marco to zauważył, chciał już ruszyć do przodu, ale Dorota go zatrzymała.
– Co jest? Muszę przecież przyprowadzić tego niedojdę – szepnął przyciśnięty do ziemi.
– Sam przyjdzie – odpowiedziała.
– Niby jakim cudem? Przecież to atrapa faceta.
– Nie znasz go – stwierdziła z nutą dumy – On tylko tak niepozornie wygląda, ale sprytny jest niczym MacGyver.
– To czego ciągle się z niego nabijasz? – odparł nie kryjąc zdziwienia.
– Bo to mój kuzyn. Twój uwsteczniony mózg tego nie zrozumie – skwitowała krótko.
– Ciebie mózg Einsteina by nie zrozumiał, moja droga.
– Chcesz żyć, to się zamknij – warknęła Dorota i spojrzała w stronę okna na pierwszym piętrze.

Antek wyszperał w szafce pielęgniarki plaster nawinięty na szpulkę. Cieszył się, że okna są wyposażone w zwykłe, a nie zespolone szyby. Jedną z nich, znajdującą się w dolnym dziale skrzydła balkonowego, gęsto okleił plastrem, tworząc siatkę. Założył buty i kopnął w szklaną połać, która popękała i z delikatnym chrzęstem wypadła z okna. Dzięki siatce z plastra szyba nie narobiła dużego hałasu.
Antoni odczekał chwilę by sprawdzić, czy ktoś nie usłyszał jego próby ucieczki. Chociaż dla niego ten delikatny chrzęst był niczym huk pioruna, to jednak nikt na niego nie zareagował. Wyślizgnął się więc na balkon i tak jak poprzednio zszedł szybko na dół. Od krzaka do krzaka, skradał się do grupy drzew, gdzie ostatnio widział Dorotę. Oczywiście już jej tam nie było. Stała z Marco przy jeepie. Zadowolony, szybko przeskoczył płot. Kiedy jednak dotknął ziemi, usłyszał z boku szczęk przeładowywanej broni.
– Gadaj suko dla kogo pracujesz, albo odstrzelę ci łeb!
– Karmel, to ta idiotka Bielska! – jęknął Marco, podnosząc ręce do góry.
– Zamknij się palancie. Gdybym mogła, ciebie bym zastrzeliła na miejscu. Jak wy wytrzymujecie z takim czymś? – krzyknęła Justyna nie opuszczając broni.
Dorota uśmiechnęła się szelmowsko do Marco.
– Jak zwykle nie masz racji, biedaku.
– W czym? – spytał zdezorientowany.
– Pani oficer jest bardzo inteligentną osóbką. Z miejsca się na tobie poznała. Swoją drogą, mogła by jednak lepiej sprawdzać rodzinę osoby, którą ma zamiar porwać. Jestem kuzynką Antoniego i przyjechałam zabrać go do domu. Nie jest o nic oskarżony, więc chyba ma prawo decydować, gdzie chce być? – tym razem jej karmelowe oczy patrzyły prosto w twarz policjantki.
– Rodzina, nie rodzina, nie pozwolę wam go zabrać. Muszę go chronić, jest w niebezpieczeństwie.
– Hola! To usypianie chloroformem jest formą zapewnienia bezpieczeństwa?! Wypadałoby jednak mnie spytać o zdanie! – wrzasnął zdenerwowany Antoni.
– Wszystko w porządku, pani inspektor? – spytał mężczyzna, który wyłonił się zza drzew w ogrodzie.
– Tak, Wojciechu – odpowiedziała Justyna.
– Na ziemię !!! – krzyknęła nagle Dorota i upadła na asfalt. Marco natychmiast uczynił to samo. Antek znał zdolności swojej kuzynki. Nawet nie zastanawiał się dlaczego, tylko błyskawicznie rzucił się na Justynę, przykrywając ją ciałem.
Tylko Wojciech nie upadł. Zanim zrozumiał co się stało, leżał z przestrzeloną głową.
– Do samochodu! – komenderowała dalej Dorka.
Marco pomógł Antoniemu podnieść policjantkę z ziemi i wepchnęli ją do auta. Zanim drzwi się zamknęły, Karmel ruszyła już z piskiem opon. Kolejny pocisk roztrzaskał boczne lusterko. Dorota jednak prowadziła pewnie, wciskając w podłogę pedał gazu. Chciała jak najszybciej znaleźć się poza zasięgiem strzelca, który z zimną krwią zabił tamtego policjanta.


Weles
Odcinek 12.

– Karmel, moja droga – długowłosy wychylił się kawałek do przodu z tylnego siedzenia – Wyjaśnij mi łaskawie, czemu to nie ja prowadzę? – uniósł nonszalancko brwi.
– Bo jesteś zajęty pilnowaniem, by pani detektyw i Antoś byli spokojni i nam zaufali? – westchnęła tylko, nie dając po sobie poznać, jak bardzo boi się w głębi duszy. Strzelano do nich z pieprzonej snajperki! Za oknami migały im przelatujące szybko drzewa powoli gęstniejącego lasu, a jej wydawało się, że w każdej chwili może ujrzeć wystającą z pomiędzy gałęzi lufę karabinu.
– Ja niemal zawsze jestem spokojna – odezwała się Justyna, której oczy zupełnie nic nie wyrażały.
– Teraz musimy się za to zabrać na poważnie. Wszyscy! – stwierdził dobitnie Antoni, zaciskając szczęki i pięści. – Nie możemy wchodzić sobie pod nogi i tym samym wpychać nawzajem głów pod topór.
– Tylko ja powiedziałbym to lepiej! – wtrącił Marco, szczerząc swe niebrzydkie zęby w szelmowskim uśmiechu.
Wszyscy postanowili skwitować to milczeniem, co było reakcją w sumie właściwą.
– W sumie.. wiem co zrobić, by rozluźnić atmosferę – nagle Marco udawanie spoważniał.
– Chcesz rozluźniać atmosferę, gdy grozi nam śmierć.. ? – pani detektyw widać nie była w stanie traktować go inaczej, niż z góry. Marco w tym czasie jednak odwrócił się i na tyle samochodu znalazł pudełko z płytą CD. Opanowanej i kalkulującej Bielskiej okłada i zawartość nie interesowała, Antoś ciekawski z natury rzucił okiem w stronę płyty, ale nie zobaczył za wiele poza nazwą kapeli.
Saxon.
– Denim & Leather…? – mruknęła Karmel – Mam to włączyć?
– Nie, podałem ci ją po to, żebyś mogła zobaczyć, jakie mają ładne logo – ponaglił Marco – Wiesz, Karmelku, jeśli niedługo umrzemy, to nasłuchajmy się chociaż przed śmiercią dobrej muzyki – pokazał jej język.
Dorota uśmiechnęła się, bo w duchu podzielała podejście swego towarzysza. Może jeszcze jego optymizm będzie przydatny w tej dołującej eskapadzie?
Wtedy z głośników rozległy się pierwsze dźwięki sławetnego „Princess of the Night”, bodaj największego z hitów Saxona.
– Tylko nie zaczynaj się chwalić ciekawostkami o zespole czy czymkolwiek, bo zaduszę – upomniała na starcie Karmel.
Justyna Bielska, obowiązkowa pani detektyw, w towarzystwie tej przeuroczej kompanii, przygotowywała się wtedy psychicznie na nadchodzące przeciwności. A może raczej nadchodzący burdel, co było nie mniej trafnym określeniem.


Michał Nowina
Odcinek 13.
(nie mogłem sobie podarować, żeby nie napisać czegoś pod tym numerem) 😉

Jeep mknął przez las, a jego kabinę wypełniły dźwięki klasycznego rocka. Antoni stwierdził, że ten długowłosy indywidualista ma całkiem niezły gust muzyczny. Sam jednak z rockowych zespołów bardziej wolał Queen i symfoniczne brzmienie Within Temptation. Teraz jednak nie muzyka była mu w głowie. Do tego Marco rozpraszał go, kiedy rzucał swoją grzywą w takt muzyki i udawał, że gra na gitarze.


Michał Nowina
Odcinek 14.

Antek był coraz bardziej rozdrażniony. Nie mógł się skupić, a do tego cały czas miał wrażenie, że przez dźwięki muzyki dochodzi go głos dziadka. Kiedy jednak klasyczny rock zmienił się w szarpany jazgot metalu, nie wytrzymał. Zwinnym susem przeskoczył na przednie siedzenie pasażera i wyłączył odtwarzacz.
– No wiesz, zgredzie? Co ci muzyka przeszkadza? – obruszył się Marco i wychylił się między przednie siedzenia, żeby z powrotem włączyć muzykę.
Antoni chwycił go za rzemień zawieszony na szyi i przyciągnął do siebie.
– Zacznij się zachowywać normalnie, pajacu – warknął i pchnął go na tylną kanapę. Marco chciał się podnieść, ale w tym samym momencie poczuł lufę pistoletu Justyny wbijającą się w jego bok.
– Pan Antoni ma rację. Teraz potrzeba nam spokoju i jeżeli nie dostosujesz się do tego, to zastrzelę ciebie na miejscu.
– Widzę, że pani oficer ma zdolności wychowawcze. Jeszcze nie widziałam, żeby ten pokraka z miejsca się tak uspokoił – Dorota uśmiechnęła się i zdjęła nogę z gazu. Kiedy jej kuzyn siedział obok, czuła się pewniej i strach zaczynał ustępować miejsca trzeźwemu myśleniu.

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->