Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #1

Literacki performance to projekt, który powstał dobrych kilka lat temu.  Nie miał on jednak szczęścia i zaliczył długi okres przestoju. Dopiero 11 lutego 2014 roku, dzięki możliwościom, jakie daje Facebook, rozpoczął nowe życie.

Od tego czasu upłynęło już trochę wody w Wiśle i projekt się rozrósł. Wyszedł poza sztywne ramy portalu społecznościowego, rozpoczynając cybernetyczną podróż. Powstała oficjalna zakładka na stronie internetowej, a teraz podjął współpracę z Abyssos.

Nie będę się rozwodził nad regulaminem projektu. Wszystkie informacje znajdziecie na Facebook’owym profilu Literacki Performance oraz na stronie.

Pragnę jednak w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy współtworzą czy współtworzyli ten eksperyment ( bez nich by nie zaistniał ), szczególne zaś podziękowania składam na ręce Quievy Kujdowej, która przyjęła na siebie trudną rolę koordynatora projektu. Dzięki niej wszystkie odcinki są piękne i starannie dopieszczone – to ona czesze je z błędów, których nie brakuje w spontanicznym częstokroć akcie tworzenia. Quieva jest też autorką kilku świetnych odcinków.

To by było na tyle w sprawie samego projektu.  Zapraszam Was do lektury, a wszystkich chętnych, którzy chcieliby się zmierzyć z organicznym pisaniem, zapraszam do wzięcia udziału w zabawie.

Jeszcze jedno…  Jeżeli zastanawiacie się czym jest performance literacki, zajrzyjcie pod poniższy link.
Teraz pozostawiam Was z bohaterami naszej opowieści. Znajdziecie tu przygodę, tajemnicę, zbrodnię i fantastykę. Wszak nie może być inaczej, kiedy książkę tworzy kilku autorów równocześnie.

Poznajcie więc „ Tajemnicę pergaminu znalezionego w piwnicy”

Michał Nowina – założyciel L.P.


Następne odcinki ->

Michał Nowina

Odcinek 1

 Antoni ze smutkiem wracał z pogrzebu dziadka do domu, który właśnie odziedziczył.
Znał go dobrze. Każde wakacje i prawie każdy weekend spędzał w tej starej podmiejskiej willi, a ostatnie trzy lata po śmierci rodziców mieszkał tutaj na stałe.
Czuł, jak od środka zżera go bezdenna pustka. Był teraz sam, zupełnie sam. Od śmiertelnego wypadku rodziców to właśnie dziadek był jego jedyną rodziną i przyjacielem, to z nim spędzał każdą wolną od studiowania archeologii chwilę.
Dziadek również był archeologiem, to od niego właśnie Antoni jeszcze jako mały chłopiec zaraził się tym bakcylem. Pamiętał dobrze, z jaką niecierpliwością czekał na wieczorne opowieści dziadka o dalekich podróżach, dawnych cywilizacjach i tajemnicach, jakie skrywa przeszłość.
Jego wspaniały dziadek, odkrywca.. Wychodził cało z przygód godnych Inadiany Jonesa, a zginął tak banalnie. Po prostu utonął na rybach.
Teraz wiedział już, dlaczego nie lubił tej formy spędzania wolnego czasu. Miał to właściwie po dziadku.
Antoniego tak naprawdę mocno dziwiło, że dziadek wybrał się na ryby.
Kiedy zadzwoniono do niego na uczelnię z wiadomością, że dziadek utonął łowiąc ryby, wprost nie mógł w to uwierzyć. Niestety, okazało się to smutną prawdą.
Idąc tak i rozmyślając nie zauważył nawet, jak dotarł pod ciężkie, dębowe drzwi. Już chciał przekręcić klucz w zamku, gdy spostrzegł, że zamek został wyłamany.
Pchnął cicho skrzydło i wszedł do środka. Po drodze chwycił dziadkową laskę z rękojeścią w kształcie papuziego dziobu.
Cały dom wywrócony był do góry nogami, jakby przez pokoje przeszedł tajfun : książki pozrzucane z półek, powywalane na podłogę zawartości szuflad i szaf. Antoni aż jęknął w duchu, oceniając rozmiar zniszczeń. Stanął przybity, wodząc wzrokiem wokoło, gdy nagle coś uderzyło go w tył głowy. Zamroczony upadł na kolana, lecz szybko się otrząsnął. Podniósł z ziemi laskę, wypadłą mu z ręki,  i ruszył w stronę okna balkonowego w salonie, w którym mignął mu uciekający napastnik. Niestety,  kiedy dotarł na balkon, jego „gość” właśnie przeskakiwał płot. Jedyne co zdążył zauważyć, to że był to mężczyzna ubrany na czarno. Twarzy już nie dojrzał.
Wrócił do środka, wyszukał w bałaganie telefon, wykręcił 997 i zgłosił włamanie. Potem usiadł na kanapie i załamał ręce.
Z odrętwienia wyrwał go dzwonek do drzwi. Podszedł do nich i otworzył.
W progu stała nie za wysoka kobieta w towarzystwie kilku rosłych mężczyzn w mundurach. Ubrana była w niebieskie jeansy i ciemną, skórzaną kurtkę, z pod której wystawał pistolet.
– Detektyw Justyna Bielska. Czy Pan Antoni Krzemiński?
– Tak – odpowiedział z lekkim uśmiechem. Właściwie go to zdziwiło. Wcale nie było mu wesoło, jednakże w pani detektyw było coś takiego, że mimo woli się uśmiechnął. Była ładna, choć nie w typie modelki, dość zgrabna, i widać było, że jest kobietą silną oraz wysportowaną. Antoniego ujął jednak przede wszystkim ciepły blask jej brązowych oczu i szczera twarz.
– Zgłaszał pan włamanie, tak? – pani detektyw kontynuowała swoją serię pytań.
– Tak, zgłaszałem.
– Czy są jakieś szkody lub coś zginęło?
– Prawdę mówiąc nie wiem. Dopiero co wróciłem z pogrzebu dziadka i zastałem w domu kompletną demolkę. Na dodatek jakiś ubrany na czarno facet puknął mnie czymś w głowę i zwiał.
Pani policjant weszła do domu.
– Przykro mi z powodu pańskiego dziadka, a teraz proszę usiąść, zaraz wezwę pogotowie.
Nie, nie trzeba, to nic poważnego – oponował Antoni. 
– Mimo wszystko nalegam, może pan być w szoku. Lepiej dmuchać na zimne. Pan tutaj posiedzi do przyjazdu lekarza, a ja z ekipą rozejrzę się po domu.

 

Weles

Odcinek 2

Coś tknęło Antoniego, a jeśli była to intuicja, to w jego wypadku miała wyjątkowo pewną i silną rękę.
– Wolałbym sprawdzić, czy nic nie zginęło – zwrócił się do funkcjonariuszki. – Znam w tym domu każdy kąt i wiem, gdzie dziadek trzymał cenne rzeczy.
– Nie słyszał pan, że ma się nie ruszać?! – burknął do niego jeden z mundurowych, którego dykcja, wygląd i wzrok dowodziły, że równie dobrze, jak policjantem, mógłby być zapalonym gangsterem. Szerokie bary obudziły w Antonim cień lęku, sam bowiem bym człekiem raczej drobnej budowy. Nie chciał jednak, by rządzili się w domu, który – jakby nie patrzeć – należał do niego.
– Spokój! – zarządziła detektyw, w której Antoni pokładał zaufanie – Ma pan faktycznie rację. Mam rozumieć, że pański dziadek przechowywał w tym domu kosztowności?
– Kilka rzeczy faktycznie mogło być dosyć cennych – odpowiedział nerwowo Antoni, nie czując się pewnie, mimo uspakajającej obecności detektyw Justyny. – Nawet meble to głównie antyki, sama pani widzi. Inne wartościowe przedmioty, którymi dysponował, powinny być w piwnicy.
– Cóż – uśmiechnęła się lekko – sprawdźmy więc.

Piwnica dziadka Antoniego mogłaby robić za miniaturowe muzeum, gdyby nie fakt, że i tutaj wszystko było wywrócone do góry nogami. Zrobiło mu się żal pięknej szafy,  pamiętającej zapewne czasy jeszcze sprzed śmierci arcyksięcia Ferdynanda – jej drzwi zostały wyłamane, a ich szczątki walały się po podłodze. Na reszcie mebli nie chciał nawet skupiać wzroku. Tyle pięknych przedmiotów!
– Będzie pan w stanie stwierdzić, czy coś zaginęło? – usłyszał pytanie policjantki, która chłodnym okiem omiatała pomieszczenie. – Jak dla mnie, to chyba przeszło tu tornado.
– Chwileczkę… – pod przeciwległą ścianą piwnicy stało biurko z lampką oliwną, przy którym czasem pracował jego dziadek, zamykając się wśród swoich rupieci. Czemu lampką oliwną, nie elektryczną? Widać jego dziadek miał po prostu taki fetysz.
Antoni podszedł do biurka jakby coś go tam pchało i wysunął szufladę z rzeźbioną gałką.
Była pusta.
Nie powinna być.
Dziadek Antoniego ostrzegał go, że jeśli ten kiedyś otworzy ją, a ta będzie pusta, to Antoni, nie mówiąc o tym nikomu, powinien natychmiast wyjechać i starać się zapomnieć o sprawie i odciąć się od rodziny. Powiedział dobitnie: „Nie waż się w to mieszać!”
– Czy coś zaginęło? – zapytała detektyw.
– Nie – Antoni był blady jak ściana. Anemiczna ściana. – Wszystko jest na miejscu. Nie wiem, czego włamywacz tu szukał.

Udało mu się policjantów spławić i na odchodnym z panią detektyw uzgodnić, by postępowanie umorzono.
„Skoro nic nie zginęło, a my nie wiemy nic o tym człowieku, to czemu miałbym zwalać sobie na głowę dodatkowe problemy?”- tłumaczył funkcjonariuszce, która podejrzliwie i chyba z pewną troską badała go swoimi brązowymi oczyma. Cieszył się, że trafił na nią, bo wydawała się być najpierw człowiekiem, dopiero potem policjantką.
– Naprawdę przykro mi z powodu pańskiego dziadka – powtórzyła jeszcze raz, gdy już wychodziła. – Domyślam się, że ma pan teraz dużo na głowie, panie Krzemiński.
– Nie mam innego wyjścia, jak dać sobie radę – Antoni zrobił dobrą minę do złej gry.
Wiedział, że powinien postąpić zgodnie z tym, co kiedyś przekazał mu dziadek. Cała sytuacja zaczęła budzić w nim lęk, a okoliczności śmierci dziadka wydały się podejrzane. O nie, jego dziadek nie był rybakiem.
Należało spakować się i wyjechać, potem pomyśleć nad sprzedaniem domu. I tak miał szczęście, że włamywacz nic mu nie zrobił, mógł jednak w każdej chwili wrócić. Antoni zastanawiał się, dokąd lub do kogo powinien wyjechać. Z rozmyślań tych – ze skutkiem, jak się miało okazać, burzliwym – wyrwała go dzwoniąca dziadkowa komórka . Owszem dzwoniła. Tylko gdzie? Jakimś cudem odnalazł ją w tym całym rozgardiaszu.
– Halo – odebrał nerwowym głosem.
– Antoś? – usłyszał głos, którego się nie spodziewał w tej sytuacji. – Właśnie przyjechałam z lotniska! – dobiegł go śpiewny, radosny głos.
– Na litość boską – odparł jej zirytowany – Przestań się brechtać! Dziadek…
– Wiem – ucięła szybko i pewnie, poważniejąc w jednej chwili. – Rozumiem, że ciszej nad tą trumną i w ogóle…
– .. Ale..?
– Musimy się spotkać. Przyjdź o dwudziestej „Pod Kulawą Pszczołę” – wspomniała o znanym im obojgu barze. – Spakuj sobie już jakąś walizkę, dobra? Nie chcę, żeby…
– Ty wiesz..? – pobladł jeszcze bardziej niż ostatnio, mocniej ściskając w dłoni telefon.
– Wiem – w tym miejscu rozmowa się zakończyła.

Następne odcinki ->