Ostatnia podróż

Ziemia trzyma swoje dziecię
Gdzie światło nie sięga,
To najlepsza na tym świecie
Nieudana pieta.

Jednak syn jej, co w uścisku
Ciało swoje chowa,
Chce się znaleźć Boga blisko
Nim i dusza skona.

Wybrał się więc w śmierci drogę
Pielgrzym sarmata,
Wpłynął na wodę
Z nim grzechów armada.

„Sama podróż to za mało
Potrzebny ducha remont”
Tak z początku rzekł mu anioł,
A może i demon.

Ani skargi, ni kazania.
Litości! nie trzeba.
Wszak kto Prawo Boskie wzbrania
Spada jak liść z drzewa.

Spada też deszcz ukojenia,
Będzie wielki potop!
Zamilkną marzenia
Zamilknie i złoto.

Głowy leżą w twardym gruncie,
Czuć zapach siarki.
Ludzie płoną! To nie ludzie?
To tylko zapałki.

I znalazł pielgrzym klucz nocy
Co drzwi życiu otwiera,
Nie użył go, bo znów dwa głosy
Kazały oddać go do Nieba.

Wejście w Jeruzalem bramy
Oczy mu otwarło,
Nie anioły i nie diabły
Lecz rozum i moralność.

Patryk Szymczak