Oszusty, złodzieje, kanalie! Czyli o Krajowym Rejestrze Firm słów kilka

Dziś nie będzie o literaturze, ani o poezji, ani o literkach, słowach, sylabach. Nawet o wygłupach Dumnego Ugrupowania Pisarzy Absurdu. Zrobi się całkiem poważnie, choć piszę językiem zupełnie nie dostojnym.

Kilka dni temu uprzejmie poinformowaliśmy Was, drodzy Czytelnicy i Zainteresowani, o rejestracji Abyssos, jako stowarzyszenia. Od bodaj roku staramy się stworzyć społeczność twórców. Pomagamy sobie nawzajem i mówiąc ogólnie jesteśmy dla siebie bardzo fajni. Dla innych też. A przynajmniej ja – Pandread.

Zebraliśmy środki na rejestrację w KRS, opłaty sądowe i inne bardzo ważne, z punktu widzenia III Rzeczpospolitej Polskiej, dokumenty poświadczające, że zapłaciliśmy wszystko, co mieliśmy zapłacić.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dziś otrzymałem takie oto pisemko:

 

490 zł drogą nie chodzi. Dokonałem bardzo dokładnych obliczeń, z których wynika, że za 490 zł byłbym w stanie zakupić około pięćdziesięciu pięciu olejków do e-papierosa! Toż to szok!

Dobra, koniec żartów. Pora na konkrety.

Do podpucha. Wielka, krnąbrna i całkiem zuchwała podpucha. Nie był bym sobą, gdybym nie sprawdził tejże „instytucji” w Internecie. Zwłaszcza, gdy chce wydoić ze Stowarzyszenia całkiem dużo piniążków. Trafiłem na oto takie artykuły:

 

 

Pragnę przestrzec wszystkich misiów i gigusiów, którzy dokonali rejestracji firmy, start-up’u, stowarzyszenia, fundacji et cetera, et cetera… Nie dajcie się nabrać.

 


 

Zawsze czujny, gotowy na posterunku, rycerz sprawiedliwości, nos na podstępek, paladyn własnej sprawy, ślący ściski dłoni i skłony,

Pandread